Felietony

Kondotier cudzej sprawy

Grzegorz Braun

Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych „bolszewików” swojej generacji – ale czyż „mieńszewicy” mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?

Żeby nie od razu szydzić, nazwijmy to grzecznie patriotycznym paradoksem: jakże często publiczne odwołania do historii narodowej stanowią popis daleko posuniętej ignorancji tejże historii! Zwłaszcza narodowe święta, wpisane w roczny kalendarz świeckiej liturgii patriotyczno-państwowej, dają corocznie asumpt do spektakularnego manifestowania zbiorowej nieświadomości faktów, do których teoretycznie nawiązują. Ot, na przykład 11 listopada. Narodowy Dzień Niepodległości – moment skądinąd budujący i wzruszający, zwłaszcza jako tłumna manifestacja przywiązania młodego pokolenia do idei państwowej – w tym roku po raz kolejny pozwolił upewnić się w przekonaniu, że mężowie i żony stanu III i IV RP biorą za rzeczywistość literackie urojenia i propagandowe kalki, które odziedziczyli w spadku po II RP i po PRL. Tak, tak, wymienianie jednym tchem tych epok nie jest w tym kontekście pomyłką, ani nadużyciem – bo przecież w obu tych epokach urzędowo propagowano wizję przeszłości o niepokojąco zbliżonym rozkładzie pozytywów i negatywów.

Zasadnicze „plusy dodatnie” i „plusy ujemne” (copyright: „Bolesław” Wałęsa) okazują się, o dziwo, niezmienne w urzędowym wykładzie dziejów ojczystych – zatwierdzanym do użytku szkolnego i akademickiego przez wszystkie zmieniające się reżimy. Przed wojną i po wojnie, przed stanem wojennym i po – pewne wątki i niektóre postaci nigdy nie schodzą z czołowych miejsc w patriotycznych rankingach. Idzie zwłaszcza o legendę insurekcyjną, która trzyma się chyba najmocniej – za Piłsudskiego i za Bieruta, za Gomułki i za Kaczyńskiego, stale wskazywana jako złota nić przewodnia, główna osnowa narodowych dziejów. Skoro tak, to nie ma się co dziwić, że np. nieszczęsny Kościuszko znów powrócił echem – czy raczej czkawką dziejową – w przemówieniu belwederskiego prezydenta Dudy, wygłoszonym przed Grobem Nieznanego Żołnierza. A przecież nawet nie doktoryzując się z biografii „naczelnika w sukmanie”, ale po prostu przejawiając odrobinę zdrowego krytycyzmu, wypadałoby z lekką przynajmniej podejrzliwością traktować tego bohatera – dostatecznie postępowego, by nadawał się jednocześnie na patrona brytyjskiego dywizjonu 303 i licencjonowanych przez tow. Stalina berlingowców. To naprawdę powinno zapalać lampkę kontrolną w głowie każdego państwowca: czyż mógł naprawdę dobrze zasłużyć się Polsce – kto zasłużył na nihil obstat w Moskwie i w Londynie?

Nawiasem mówiąc, mit Kościuszki jest rzeczywiście pasjonujący – w swoim piramidalnym załganiu, a jednocześnie w skali naiwności narodu, któremu stręczony jest już ponad dwa stulecia. Dał się nań nabrać przecież nawet Feliks Koneczny, który akurat zdawałoby się dysponował odpowiednim potencjałem duchowym i narzędziami intelektualnymi, by Kościuszkę należycie rozpoznać jako produkt masońskiego pi-aru. To zresztą właśnie autentycznie fascynuje – rozmach marketingu politycznego, szalenie nowoczesnego, jak na przełom XVIII i XIX stulecia, który zaangażowano w nadymanie, a następnie balsamowanie tej kreatury lóż. To na użytek Kościuszki przeprowadzono bodaj pierwszą w Polsce tak zmasowaną kampanię reklamową – z wykorzystaniem patriotycznych monidełek, tj. portrecików „Naczelnika” kolportowanych szeroko po polskich domach, czego literacki zapis mamy choćby w pierwszej księdze „Pana Tadeusza”. Aby podobizna agenta-nieudacznika z charakterystycznie zadartym nosem zdobiła ściany każdego „Soplicowa” – o to zadbały zawczasu siatki doświadczonych Robaków i niezawodnych Jankielów. Kryterium decydującym dla organizatorów tej akcji była zapewne sprawdzona lojalność i fanatyzm republikański, którego klinicznym przypadkiem pozostawał nasz bohater aż do grobowej deski. Tak to osobnika dość w gruncie rzeczy bezbarwnego i nieprzejawiającego bynajmniej geniuszu militarnego, udało się wypromować na męża opatrznościowego.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.

Andrzej Urbański

Kto i dlaczego był oburzony

Prezydent Kwaśniewski postanowił uroczyście obejść dziesiątą rocznicą obrad Okrągłego Stołu i wydał w Pałacu wielką uroczystość. To było całkowicie zrozumiałe.