Temat z Okładki

Hitler ograny

Leszek Pietrzak

Jak Polacy stworzyli niemiecki ruch oporu przeciw III Rzeszy

Wiosną 1942 r. do szefa wywiadu (Oddział II) Okręgu Łódzkiego Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej kpt. Zygmunta Jankego „Waltera” przybył Jan Jeziorański (Jan Nowak-Jeziorański) – specjalny kurier Komendy Głównej, aby tu na miejscu omówić szczegóły przeprowadzenia w okręgu akcji „N”. Miała ona polegać na kolportażu specjalnie przygotowanych pism i ulotek w języku niemieckim, które miały być adresowane tylko do Niemców. Miały one też sprawiać wrażenie, że są dziełem niemieckiego ruchu oporu, który robi wszystko, aby obalić władzę Hitlera w III Rzeszy. W ten sposób dowództwo ZWZ-AK zamierzało wpływać na postawy Niemców, zarówno żołnierzy Wehrmachtu, jak i pracowników administracji niemieckiej w okupowanej Polsce. W czasie tamtego spotkania Jeziorański zaprezentował Jankemu wzorcowe wydawnictwa, jakie zostały przygotowane w Centrali na potrzeby akcji „N”. Janke doszedł wówczas do wniosku, że najlepiej będzie jak utworzy specjalną komórkę, która będzie odpowiedzialna za prowadzenie akcji na obszarze całego łódzkiego okręgu. Niebawem rozpoczął poszukiwania odpowiednich ludzi do przeprowadzenia takiej misji. Uznał, że potencjalni kandydaci muszą wykazywać się przede wszystkim brawurą i mieć w sobie chłopięcą chęć robienia Niemcom psikusów. Kandydatem, który spełniał te kryteria wydał mu się od razu mieszkający w samym centrum Łodzi Jan Lipsz – majster z fabryki włókienniczej Steinerta. W ocenie Jankego on był inteligentny, śmiały, dobrze „czytał” ludzi, a poza tym miał w sobie prawdziwą żyłkę hazardzisty. Skutkiem takiej oceny było natychmiastowe zaprzysiężenie Lipsza, który przyjął w konspiracji pseudonimem „Anatol”. Ponieważ Lipsz wywodził się z rodziny o niemieckich korzeniach, na polecenie Jankego zapisał się do Nationalsozialistische Kraftfahrkorps (NSKK) – paramilitarnej niemieckiej organizacji podległej NSDAP. Dzięki temu mógł swobodnie przemieszczać się po mieście w mundurze, co ułatwiało mu infiltrację całego środowiska niemieckiego w Łodzi.

Tylko dla Niemców

Lipsz nie działał jednak w pojedynkę. W realizacji konspiracyjnych zadań pomagała mu stworzona przez niego głęboko zakonspirowana Legia Narodowa (LN), składająca się z kilkudziesięciu członków, która organizacyjnie podporządkowana została strukturom łódzkiej ZWZ-AK. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Bardzo szybko do miejscowego garnizonu wojskowego, niemieckich szpitali, urzędów, kawiarni dworców, a nawet prywatnych skrzynek łódzkich Niemców zaczęły docierać specjalnie przygotowane ulotki i gazety. Były wśród nich miesięczniki „Der Soldat”, „Der Frontkämpfer”, a także przygotowywane w Łodzi „Der Kladderadatsch” oraz „Der Hammer”. Nawet łódzcy volksdeutsche otrzymali swój własny magazyn zatytułowany „Die Zukunft”. O popularności kolportowanych przez łódzkich konspiratorów magazynów świadczyło m.in. to, że niemieccy żołnierze potajemnie sprzedawali je sobie nawzajem, nierzadko płacąc za egzemplarz nawet 50 marek. Teksty, jakie były zamieszczane w tych gazetach informowały czytelników, że wewnątrz niemieckiego Wehrmachtu istnieje opozycja przeciwko NSDAP i wodzowi III Rzeszy. Mało tego, są w nią zaangażowani nie tylko wyżsi oficerowie, ale i sama generalicja. W tekstach podawano również w wątpliwość sens prowadzenia przez Niemców wojny, przedstawiając czytelnikowi bardzo proste, jednak rzeczowe argumenty, które miały tego dowodzić. W jednym z numerów magazynu „Der Soldat” pojawił się m.in. tekst zatytułowany „Trzeci rok wojny”, w którym znalazło się stwierdzenie, mówiące, że „w grudniu 1939 r. Hitler obiecał, że w roku następnym będziemy obchodzić Boże Narodzenie w domu. Słowa nie dotrzymał! 30 stycznia 1941 r. Wódz obiecał nam znowu, że wkrótce wygramy wojnę! A tymczasem do końca roku pozostało tylko piętnaście tygodni i gdzie jest to obiecane zwycięstwo nad Rosją i Anglią? Znowu zostaliśmy haniebnie oszukani”. I dalej w tekście zasiewano kolejne wątpliwości: „Ty żołnierzu frontowy i ty pozostający w rezerwie lub na etapie, zastanów się dobrze, po co ci jest potrzebna ta wojna i czy ty w ogóle jej chciałeś?”. Jednak chodziło nie tylko wzbudzenie zwątpienia, lecz także o otwartą zachętę do walki z hitlerowskim reżimem. Dlatego w końcowym fragmencie wspomnianego tekstu apelowano wprost: „Najwyższy czas, aby skończyć z szubrawcami partyjnymi z NSDAP, kombinatorami wojennymi, przemądrzałymi sztabowcami i różnymi świniami spoza frontu!”

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Urbański

Kto i dlaczego był oburzony

Prezydent Kwaśniewski postanowił uroczyście obejść dziesiątą rocznicą obrad Okrągłego Stołu i wydał w Pałacu wielką uroczystość. To było całkowicie zrozumiałe.

Kordian Kuczma

Rosjanka, która szpiegowała Einsteina

Głośna u zarania obecnej dekady Anna Chapman miała prekursorki o niejednokrotnie porywających życiorysach. Jedna z nich – córka prowincjonalnego prawnika i muza artystycznej elity – została żoną najwybitniejszego rosyjskiego rzeźbiarza swojego pokolenia, a w 1998 r. pojawiła się na ustach całego świata jako ostatnia miłość samego Alberta Einsteina...