Felietony

Kołomyja nie pomyja...

Marcin Hałaś

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.

Bo Kołomyja obecna jest w kilku wrośniętych w polszczyznę zwrotach. Często powtarzamy je, intuicyjnie czując znaczenie, ale nie znając już źródłosłowu. Po pierwsze: „mamy niezłą kołomyjkę” (czyli duże zamieszanie, nawał obowiązków, które trzeba szybko wykonać). Kołomyjka to wywodzący się właśnie z Kołomyi taniec „szybki, ekspresyjny, przyprawiający o zawrót głowy, podczas którego uczestnicy wpadali w swoisty trans”. O ile możemy wyjaśnić pochodzenie poszczególnych zwrotów językowych – to do dzisiaj trwa spór o rodowód samej nazwy Kołomyja. Według jednej hipotezy pochodzi ona od bliskości granicy, gdzie pobierano cło, czyli myto (koło myta). Według innej teorii – od obowiązku mycia w Prucie zabłoconych kół wozów zmierzających na targ w tym mieście, gdzie ulice były już brukowane. Według jeszcze innych interpretacji, od nazwy rzeki Prut, którą Huculi nazywali po swojemu Myja, albo od legendarnego założyciela Kołomyi, węgierskiego królewicza Kolomana ożenionego z polską księżniczką Salomeą, córką Leszka Białego, Piasta. Jak widać, z pochodzeniem nazwy Kołomyja – mamy niezłą kołomyjkę.

Kup e-wydanie tego numeru, aby uzyskać pełny dostęp do artykułu

Pobierz ten numer w formie elektronicznej w wybranym formacie (PDF, epub, mobi) i uzyskaj dostęp online do artykułów.

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Czyja historia?

Dosyć finansowania antypolskiej agitacji z polskich budżetów - czas zaprzestać retransmisji cudzych narracji degradujących Polaka do roli wiecznego winowajcy, petenta i aspiranta.

Kordian Kuczma

Rosjanka, która szpiegowała Einsteina

Głośna u zarania obecnej dekady Anna Chapman miała prekursorki o niejednokrotnie porywających życiorysach. Jedna z nich – córka prowincjonalnego prawnika i muza artystycznej elity – została żoną najwybitniejszego rosyjskiego rzeźbiarza swojego pokolenia, a w 1998 r. pojawiła się na ustach całego świata jako ostatnia miłość samego Alberta Einsteina...