Historia

Licencja na mord rytualny

Grzegorz Braun

Sensacyjny proces zabójców św. Szymonka z Trydentu toczy się nieprzerwanie już ponad pięć wieków – przed sądem historii. Opinie judeorealistów i judeoidelistów wciąż polaryzuje przerażające, bestialskie zabójstwo trzyletniego dziecka – i budzący nie mniejszą grozę wyrok wydany w 1475 r.

Rzucająca na sprawę całkiem nowe światło książka prof. Ariela Toaffa p.t. „Krwawe paschy”, opublikowana we Włoszech ledwie 10 lat temu, została gwałtownie zaatakowana na gruncie zgoła nienaukowym – i ostatecznie zignorowana przez świat akademicki. Tymczasem polskie wątki, nieoczekiwanie wydobyte przez Toaffa z doskonale zachowanych protokołów zeznań, a zgodnie przeoczone przez naszych badaczy – nadal czekają na pogłębione studia.

Któż by przypuścił, że kryminalny przypadek z drugiej połowy XV w. może rozbudzić takie emocje – stać się przyczyną bezprecedensowej nagonki politycznej, która na początku XXI wieku doprowadzi wybitnego naukowca do złożenia samokrytyki i wycofania z obiegu, a następnie autocenzorskiej korekty własnej publikacji – ? Cóż takiego stało się, że od profesora Ariela Toaffa (ur. 1942), wybitnego znawcy dziejów średniowiecza i renesansu, autora szeregu istotnych publikacji z dziejów diaspory, wykładowcy (dziś już emerytowanego) uniwersytetu Bar-Ilan w Tel-avivie, uznał za konieczne odciąć się publicznie jego własny ojciec, Alio Toaff (notabene naczelny rabin Rzymu) – ? Cóż takiego właściwie uczynił prof. Toaff, że z arbitralną i brutalną krytyką jego ustaleń badawczych wystąpiła osławiona Liga Przeciw Zniesławieniu (ADL – Anti Defamation League), polityczna emanacja loży B’nai B’rith, amerykańskiej masonerii o etnicznym kryterium członkostwa i narodowościowym profilu programowym – ?

Wydana w 2007 r. w języku włoskim książka „Pasque Di Sangue” – czyli właśnie „Krwawe paschy”, z podtytułem: „Europejscy Żydzi i rytualne morderstwa” – w wersji oryginalnej dostępna bywa w obiegu antykwarycznym w cenach dość zawrotnych, idących w tysiące dolarów. Tę lekturę – obowiązkową niewątpliwie dla każdego, kto w tym przedmiocie nie chce dywagować w oderwaniu od faktów – można jednak szczęśliwie odrobić, np. w tłumaczeniu angielskim, na razie jeszcze łatwo osiągalnym w sieci internetowej (szukaj: „Blood Passovers” lub „Passovers of Blood”). Pracowitym, a skromnie zachowującym anonimowość internautom zawdzięczamy także możliwość prześledzenia skreśleń, modyfikacji i uzupełnień, poczynionych przez autora na użytek drugiego, „poprawionego” wydania, których celem było najwyraźniej zmiękczenie porażającej wymowy pierwotnego dzieła.

Na kilkuset stronach, których lektura jest i pasjonująca, i porażająca zarazem, prof. Toaff przedstawia całokształt dostępnej wiedzy o wszystkich bodaj głośnych w swoim czasie i notowanych w historiografii przypadkach oskarżeń, procesów, wyroków i samosądów w sprawach tzw. mordów rytualnych przypisywanych Żydom w Europie wieków średnich, w analizie porównawczej sięgając także do kazusów z późniejszych epok. Należy odnotować z jednej strony imponującą precyzję warsztatu naukowego, dzięki czemu każda wzmianka ma tu swój adres bibliograficzny, a znaczną część objętości tekstu zajmują drobiazgowe przypisy – jednocześnie warto docenić dyscyplinę pisarską Toaffa, jego talent narracyjny, który sprawia, że to wszystko czyta się jak horror kryminalny, niczym „Milczenie owiec” osadzone w realiach trydenckiej gminy aszkenazyjskiej. Pasjonujące śledztwo historyczne prowadzi żydowskiego badacza do wstrząsającej konkluzji: akta procesu zabójców małego Szymonka muszą mówić prawdę – obfitują bowiem w szczegóły, których nikt nie byłby w stanie wymyślić.

Prowadząc drobiazgową, krytyczną analizę – zarówno wewnętrzną (przeobszernych i kompletnych akt procesu trydenckiego), jak i zewnętrzną (porównawczą wobec innych analogicznych, choć odległych w czasie i przestrzeni przypadków) – Toaff zwraca uwagę m.in. na niuanse językowe. Odkrywa, że np. zapisane w protokołach rytualne zaklęcia używane w trakcie zbrodniczej „liturgii” nie mogły być zmyślone przez różnych, zeznających niezależnie od siebie świadków, ani też nie mogły być podsunięte przez chrześcijańskich oskarżycieli – z prostego powodu: ani jedni, ani drudzy nie pojmowali w pełni znaczenia części wypowiadanych słów. Ich hebrajski źródłosłów pozostawał bowiem kompletnie nieznany oskarżycielom, trydenckim Włochom biedzącym się nad zapisem w łacińskiej transkrypcji tego, co ze słuchu powtarzają oskarżeni i świadkowie, w większości aszkenazyjscy przybysze z Niemiec, posługujący się więc raczej żargonem – bynajmniej nie należący do uczonych w piśmie hebraistów. Z tej m.in. przyczyny, Toaff praktycznie wyklucza popularną, poniekąd aksjomatyczną i kanoniczną dziś tezę o „wymuszaniu” obciążających, całkowicie wyssanych z palca zeznań torturami.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

1050 lat promesy cywilizacyjnej

Wraz ze Chrztem otrzymywali nasi przodkowie promesę na korzystanie ze wszystkich najwspanialszych skarbów cywilizacji opartej na dwóch filarach – nieznanych w innych kręgach cywilizacyjnych – rozdziale władzy świeckiej i duchownej i etyce bezwzględnej.

Grzegorz Braun

Kondotier cudzej sprawy

Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych „bolszewików” swojej generacji – ale czyż „mieńszewicy” mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?