Polska i Świat

PRL w podwójnym uścisku

Lech Mażewski

Jakie znaczenie ma tu dokonana przez Józefa Stalina siedemdziesiąt lat temu rekonstrukcja Polski, radykalnie przesuwająca państwo polskie na zachód z jednoczesną utratą ziem zaniemeńskich i zabużańskich?

Dziś nie ma już Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej – taką nazwę państwo polskie nosiło od 22 lipca 1952 r., a do tego momentu była to Rzeczpospolita Polska – komunizm przeszedł do historii, przestał istnieć także Związek Sowiecki. Z tego historycznego pogromu ostało się jedynie państwo polskie, mimo pozostawania przez długi czas w podwójnym uścisku: ideologii marksistowsko-leninowskiej i dominacji ZSRS. Jak do tego doszło?

Komunizm i dekomunizacja Polski

Ustanawianie sowieckiego modelu ustrojowego rozpoczęło się w Polsce na przełomie lat 40. i 50. zeszłego wieku. W latach 1944-45 ukształtował się bowiem rodzaj lewicowego autorytaryzmu o mocno opresyjnym charakterze. Był to system władzy ograniczonej, którego przeciwieństwo stanowi totalitaryzm, oznaczający system władzy nieograniczonej, pragnącej podporządkować sobie nie tylko dziedzinę tradycyjnej polityki, lecz także gospodarkę i całą domenę społeczną. Z niczym takim nie mieliśmy do czynienia zaraz po wojnie.

Zmiana dokonana w Polsce pod koniec lat 40. miała istotne znaczenie, ale łatwo zauważyć, że mimo to nigdy nie mieliśmy do czynienia z pełną realizacją schematu totalitarnego. Specyfika totalitaryzmu polega bowiem na tym, że cele swe osiąga on bynajmniej nie poprzez prymitywny terror fizyczny (co potrafi byle jaka dyktatura), ale dzięki precyzyjnie wyrażonej kombinacji terroru fizycznego i psychicznego, czego wyrazem jest panowanie oficjalnej ideologii.

Nawet w pierwszej połowie lat 50. nie doszło w Polsce do sytuacji ideowego monopolu marksizmu-leninizmu. Zaporą dla zniewolenia duchowego Polaków okazał się katolicyzm, szczególnie ten tradycyjny, o ludowym charakterze, oraz umiejętna polityka prowadzona przez prymasa Stefana Wyszyńskiego, który był w stanie opóźnić frontalny atak na Kościół aż do września 1953 r., kiedy został uwięziony. Schemat totalitarnego komunizmu naruszał również fakt nieprzeprowadzenia kolektywizacji rolnictwa.

Polski komunizm, precyzyjniej rzecz biorąc: sowiecki model ustrojowy, szczyt swoich możliwości osiągnął w 1953 r., a więc w roku śmierci J. Stalina. Było to zbyt późno, aby nowy porządek mógł się trwale utrzymać, tym bardziej że w Moskwie rozpoczęła się walka o schedę po zmarłym dyktatorze, która przenosi się następnie do państw podporządkowanych ZSRS. W rezultacie już od końca 1954 r. rozpoczyna się w Polsce upadek systemu, jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało. Na początek dokonano częściowego demontażu struktury ubeckiego terroru, tworząc w miejsce Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego przy Radzie Ministrów, a przy okazji znacznie redukując kadry sił represji. W następnym roku rozpoczęło się zwalnianie więźniów politycznych i poluzowanie cenzury. Do politycznego przesilenia doszło jednak dopiero na VIII plenum KC PZPR w październiku 1956 r. Wówczas do władzy wrócił Władysław Gomułka, który objął ster rządów w sytuacji ostrego konfliktu z kierownictwem Związku Sowieckiego. Wtedy też uwolniono prymasa po trzyletnim internowaniu oraz rozpadła się większość spółdzielni produkcyjnych.

Od 1954 r. – wydarzenia październikowe 1956 r. mają tu charakter bardziej symbolicznego niż rzeczywistego przełomu, w rzeczywistości stanowiąc kres ówczesnych przemian – rozpoczyna się proces detotalitaryzacji Polski, którego jednym z efektów jest wyzwalanie państwa spod wpływów komunizmu oraz rozluźnienie imperialnej kontroli nad PRL-em ze strony ZSRS. Ponadto jest oczywiste, że w Polsce od połowy lat 50. istniały elementy realnie ograniczające system komunistyczny. Funkcjonowanie niezależnego Kościoła i jego rola w życiu publicznym, prywatna własność gospodarstw rolnych i powiększenie zakresu drobnej własności prywatnej środków produkcji w miastach, istnienie enklaw niezależnego życia społecznego i kulturalnego – to elementy łamiące totalitarny schemat.

Połowa lat 50. oznacza również kres masowego terroru. Za przejaw takiego nie można bowiem uznać represji stosowanych w trakcie wydarzeń poznańskich 1956 r. czy wypadków grudniowych 1970 r. ani też w okresie stanu wojennego z 12/13 grudnia 1981 r. Łączna liczba ofiar śmiertelnych jest tu daleko mniejsza niż choćby liczba poległych żołnierzy i przypadkowo zabitych cywilów w trakcie zamachu stanu, dokonanego w maju 1926 r. przez Józefa Piłsudskiego. Wprowadzony natomiast w noc grudniową stan nadzwyczajny wyróżnia ilość osób internowanych; razem było to ok. 10 tys. osób, jednorazowo dochodząc do 5 tys.

W efekcie od połowy lat 50. powstaje w PRL-u system autorytarny, mający jednak niepełny charakter. Jego charakterystyczną cechą było utrzymanie martwej totalitarnej struktury z ewolucyjnie narastającą autorytarną treścią. Jedno było oczywiste: trend dekomunizacyjny, wiodący do powstania systemu autorytarnego, był w Polsce od połowy lat 50. nieodwracalny.

Istotne znaczenie dla powojennej Polski ma fakt, iż służby specjalne stają się ważnym elementem systemu politycznego i samego procesu sprawowania władzy, nabierając jeszcze większego znaczenia po wprowadzeniu stanu wojennego. Z niczym takim nie mieliśmy do czynienia w Polsce sanacyjnej, gdzie policja polityczna była służbą stosunkowo skromną liczebnie, zajmującą się realnymi przeciwnikami rządzących (komunistami, działaczami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i radykalną młodzieżą narodową) i nieuczestniczącą w rządzeniu państwem.

Powstanie za czasów Władysława Gomułki niepełnego systemu autorytarnego było wielkim sukcesem Polaków. O ile bowiem struktury władzy totalitarnej są w swej wewnętrznej logice spójne i nie pozostawiają miejsca na żadne zjawiska, które mogłyby ograniczać ich funkcjonowanie, o tyle w ramach autorytarnych istnieją luki czyniące system ten nie w pełni spójnym, luki, które zawężają możliwość swobodnego sterowania społeczeństwem przez grupę rządzącą. Dlatego władza autorytarna w przeciwieństwie do totalitarnej musi tolerować w obrębie społeczeństwa zjawiska czy wręcz instytucje względnie autonomiczne, co w istocie czyni możliwą artykulację poglądów i interesów niekoniecznie tożsamych z uznawanymi przez państwo.

Jaki wpływ na proces dekomunizacji miało pojawienie się NSZZ „Solidarność”? Solidarnościowi apologeci uważają, że to właśnie powstanie niezależnego ruchu związkowego doprowadziło do demontażu komunizmu nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie, a tym samym pozwoliło nam odzyskać niepodległość. Wielokrotnie twierdziłem, że tego rodzaju opinie nie mają nic wspólnego z prawdą, będąc częścią politycznej mitologii. Nie znaczy to jednak, że pojawienie się nowego ruchu związkowego było obojętne z punktu widzenia procesu dekomunizacji Polski. Prawdą jest bowiem, że w latach 1980-1981 doszło do załamania się modelu państwa cechującego się przewagą struktur partyjnych, a w to miejsce po wprowadzeniu stanu wojennego nastąpiło ustanowienie dualizmu wojskowo-kościelnego, z istotną rolą administracji państwowej oraz służb specjalnych zarówno cywilnych, jak i wojskowych.

Proces dekomunizacji naszego kraju zostaje ostatecznie zakończony na przełomie lat 1988-89 i ma to mało wspólnego z obradami Okrągłego Stołu, a tym bardziej z wydarzeniami późniejszymi. Nieustanna walka z elitami z okresu PRL-u, z jaką mieliśmy do czynienia później, to jednak coś innego niż proces dekomunizacji Polski.

Symboliczny kres dekomunizacji Polski związany jest z trzema ustawami uchwalonymi w okresie rządów Mieczysława F. Rakowskiego. Pierwsza z nich – z 23 grudnia 1988 r. o działalności gospodarczej – niszczy ostatecznie ideał planowej gospodarki, pozbawionej rynku i własności prywatnej. Odtąd w Polsce „Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na ogólnych zasadach prawa” (art. 1). Dwie następne ustawy – z 17 maja 1989 r. – sankcjonują zasadę wolności sumienia i wyznania oraz określają status prawny Kościoła katolickiego w Polsce, potwierdzając tym samym rezygnację z państwowego ateizmu i grzebiąc ostatecznie marksizm-leninizm w roli oficjalnej ideologii.

Geopolityczna pułapka J. Stalina


Implementacja porządków sowieckich nie była jedynym grzechem powojennej Polski, choć na obliczu PRL-u odcisnęła zasadnicze piętno. Innym schorzeniem ówczesnego państwa była geopolityczna pułapka, jaką zastawił na nie przywódca sowiecki. Przesuwając Polskę na zachód kosztem Niemiec, J. Stalin sądził, że kwestia obrony granicy zachodniej będzie powodem trwałego konfliktu polsko-niemieckiego. Zdaniem przywódcy ZSRS, problem ziem zachodnich i północnych był gwarancją zależności Polski od Moskwy, gwarancją trwalszą nawet niż bezpośrednia kontrola nad polskimi instytucjami państwowymi. Przeciwko takiej kontroli Polacy mogli się buntować, nigdy natomiast nie zbuntowaliby się przeciw polskiej obecności we Wrocławiu, Gdańsku, Szczecinie czy Olsztynie, a przez długi czas tylko Związek Sowiecki taką obecność gwarantował.

Warto przypomnieć, że choć granica państwowa na Odrze i Nysie Łużyckiej została uznana przez NRD w układzie zgorzeleckim z 6 lipca 1950 r., to tylko dzięki oparciu o Moskwę udało się PRL-owi tuż przed 1989 r. wytyczyć ostatni fragment tej granicy na wodach wokół Świnoujścia i Szczecina. Być może załatwienie tej sprawy zawdzięczamy dobrym stosunkom gen. Wojciecha Jaruzelskiego z Michałem Gorbaczowem, przywódcą KPZS.

W październiku 1956 r. doszło do starcia między W. Gomułką, nowym przywódcą PZPR a sowieckim kierownictwem. Stawką był zakres międzynarodowej autonomii PRL-u. O zwycięstwie Polski przesądziła nie tylko sama determinacja naszych nowych liderów, czy poparcie dla nich ze strony szerokich rzesz narodu, ale i akceptacja kierownictwa komunistycznych Chin dla stanowiska Warszawy. Jednak to wszystko razem mogło okazać się za mało, gdyby nie podjęcie przez Nikitę Chruszczowa decyzji o drugiej interwencji na Węgrzech. ZSRS nie mógł pozwolić sobie na dwie interwencje zbrojne równocześnie i to w dodatku w sytuacji sprzeciwu chińskiego kolosa. Tym razem to Polska była beneficjentem czyjegoś nieszczęścia, a nie odwrotnie, jak zazwyczaj bywało.

Nowe ułożenie stosunków między PRL-em a ZSRS sprawiło, że krzywa naszej niepodległości w istotny sposób wzniosła się do góry i to mimo że Polska nadal pozostawała w sowieckiej strefie wpływów. Przestaliśmy być jednak traktowani przez Moskwę jako półkolonia. Ciągle jednak geopolityczna pułapka J. Stalina nie została zlikwidowana.

Istotnego elementu w procesie wydobywania się państwa polskiego z pułapki J. Stalina należy upatrywać w milenijnym „Liście biskupów polskich do niemieckich”. Prymas S. Wyszyński rozumiał, że jeśli Polska ma polepszyć swoją pozycję międzynarodową, a w przyszłości wyrwać się spod dominacji sowieckiej, musi najpierw ułożyć swoje stosunki z Niemcami, z zagwarantowaniem jednak granicy polsko-niemieckiej ukształtowanej w Poczdamie w 1945 r. Taki był polityczny, a nie tylko moralny czy religijny, sens tego historycznego dokumentu, na który jedynie bladej odpowiedzi udzielił Episkopat RFN.

7 grudnia 1970 r. podpisana została w Warszawie umowa między PRL a RFN, w której Bonn uznało zachodnią granicę Polski, chociaż w trakcie procesu ratyfikacyjnego twierdziło, iż decyzja ta nie wiąże przyszłego rządu zjednoczonych Niemiec. Z polskiego punktu widzenia oznaczało to kolejny krok w likwidacji geopolitycznej pułapki J. Stalina, przy zachowaniu istniejącej granicy polsko-niemieckiej.

Ostateczne uregulowanie stosunków granicznych z Niemcami nastąpiło 14 listopada 1990 r. Tym razem Polska – już nie PRL, ale znowu Rzeczpospolita Polska – układała się z rządem zjednoczonych Niemiec. W art. 2 traktatu strony „Oświadczają, że istniejąca między nimi granica jest nienaruszalna teraz i w przyszłości oraz zobowiązują się do bezwzględnego poszanowania ich suwerenności i integralności terytorialnej”. Jeszcze dobitniej brzmi to w art. 3, gdzie Polska i Niemcy „oświadczają, że nie mają wobec siebie żadnych roszczeń terytorialnych i że roszczeń takich nie będą wysuwać w przyszłości”. Jednak regulacjom publicznoprawnym nie towarzyszyło wyjaśnienie kwestii odszkodowania za mienie pozostawione na dawnych ziemiach niemieckich.

Traktat polsko-niemiecki z 1990 r. ostatecznie zlikwidował geopolityczną pułapkę Stalina, ale nie wszystkie sprawy zostały wyjaśnione. Na początku XXI w. pojawił się problem odszkodowania za mienie utracone przez Niemców na terenach znajdujących się obecnie w granicach państwa polskiego, co nie zostało załatwione przez rząd Tadeusza Mazowieckiego. Teraz ta kwestia przycichła, ale może wrócić, tym bardziej że zgodnie z ustawą zasadniczą RFN Niemcy w granicach z 1937 r. nadal istnieją.

Polacy nie wygrali II wojny światowej, acz trudno uznać, żeby dokonana rekonstrukcja terytorialna i ludnościowa Polski była dowodem naszej przegranej. Mogliśmy zostać narodem pozbawionym nawet nie w pełni niepodległego państwa, na co zanosiło się w latach 1939-1941, ale tak się nie stało. Dzieje PRL-u po 1956 r. są nieustannym procesem wybijania się na niepodległość. Końcowym efektem tego procesu jest pojawienie się niepodległego państwa polskiego. Było to możliwe na początku lat 90. – po upadku komunizmu w ZSRS i rozpadzie samego imperium sowieckiego – chociaż już wcześniej dokonał się proces dekomunizacji Polski. Na przeszkodzie tym zmianom nie stanęła obecność w Polsce wojsk sowieckich (później rosyjskich), które opuściły nasz kraj ostatecznie we wrześniu 1993 r.

---------------------------------
Czytaj całość w najnowszym numerze "Historii Bez Cenzury"

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Viktor Kozaryk

Wesołe miasteczko „Czarnobyl”

Miejsce największej katastrofy nuklearnej XX wieku stało się atrakcją turystyczną.

Paweł Zarzeczny

Niemiec z orzełkiem

Rok 1938, przedwojenny. W naszym ataku geniusz, Ernest Wilimowski, prawdopodobnie najlepszy piłkarz, który kiedykolwiek zakładał koszulkę z białym orłem.