Historia

Niderlandzki cud gospodarczy

Jakub Wozinski

W latach 1590-1610 Republika Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich niespodziewanie wyrosła na pierwszorzędną potęgę gospodarczą Zachodu. Sukces ten nie był wcale oczywisty, gdyż dokonał się w samym środku zmagań wojennych.

Wspomniany sukces gospodarczy nie polegał oczywiście na tym, iż mieszkańcy nizinnego państwa byli wcześniej ubodzy. Wręcz przeciwnie, dorzecze Renu, Mozy i Skaldy od wielu wieków stanowiło region niezwykle intensywnej wymiany handlowej. Niderlandzkie porty stanowiły gospodarcze okno na świat dla niemal połowy Cesarstwa, a jednocześnie przyciągały kupców ze Skandynawii, Wysp Brytyjskich, całego Bałtyku oraz południa Europy.

Położenie na skrzyżowaniu kluczowych dróg handlowych było zaledwie jedną z przyczyn gospodarczej pomyślności Niderlandów. Innym, niezwykle ważnym czynnikiem była wyjątkowa słabość instytucji państwa. Położone na skraju Cesarstwa, pełne mokradeł i terenów zalewowych ziemie były tradycyjnie lekceważone przez władców. Tymczasem miejscowa ludność mozolnie wydzierała morzu kolejne tereny przy pomocy specjalnego systemu tam i grobli, stopniowo zwiększając potencjał własnego regionu. Mieszkańcy Niderlandów, zamiast polegać na państwie, zakładali stowarzyszenia oraz spółki celowe, które zajmowały się m.in. utrzymywaniem kanałów w odpowiedniej kondycji.

Wielkie zmiany

Wstępem do cudu gospodarczego lat 1590-1610 była tzw. rewolucja agrarna, która dokonała się jeszcze w XV wieku. Historycy wskazują, że Niderlandom, jako pierwszym w Europie, udało się wprowadzić własne rolnictwo na bezprecedensowy poziom rozwoju. Liderem w tym zakresie były szczególnie najbardziej ludne Flandria i Brabancja, w których granicach znajdowały się takie miasta,  jak Antwerpia, Brugia, czy Gandawa. Skromny obszar uprawny musiał wystarczyć do wyżywienia całej prowincji, dlatego Holendrzy wznieśli się na wyżyny umiejętności upraw rolnych. Kluczem do sukcesu okazały się techniki nawadniania oparte na skomplikowanej sieci grobli i kanałów, intensywne wykorzystanie nawozów zwierzęcych, uprawa roślin pastewnych oraz wznoszenie dużej liczby wiatraków. Tak rodził się słynny „krajobraz holenderski”, w skład którego wchodzą niezmiennie kanały, schludne gospodarstwa oraz kanały ze szpalerami nasadzonych drzew.

W Niderlandach szlachta była zawsze słabsza niż w innych częściach Europy: szacuje się, że ok. 1500 roku 200 rodzin szlacheckich posiadało zaledwie 5 proc. wszystkich uprawnych ziem. Istniało za to wiele małych gospodarstw rolnych, które konkurując ze sobą, stale podnosiły poziom gospodarki. I co najważniejsze, większa część Niderlandów korzystała z rzecznych mad, które stanowią jedno z najbardziej żyznych podłoży. Wszystkie te czynniki sprawiły, że już na początku XVI wieku Niderlandy były gotowe na to, aby dokonać kolejnego, cywilizacyjnego skoku.

Gospodarcza rewolucja z lat 1590-1610 dokonała się niejako z przymusu. W 1566 r. Niderlandy zbuntowały się przeciwko Habsburgom. W ten sposób wybuchła trwająca aż 80 lat wielka wojna o niepodległość, która początkowo wydawała się przedsięwzięciem beznadziejnym, gdyż nizinne prowincje były niczym karzeł wobec potęgi imperium o globalnym zasięgu. W 1584 r. hiszpańskie wojska stanęły pod murami Antwerpii, która stanowiła metropolię i główne centrum handlowo-finansowe całego kraju. Po trwającym kilka miesięcy oblężeniu aż 38 tysięcy mieszkańców miasta (z łącznej liczby ok. 90 tys.) zmuszonych zostało do ucieczki. Wydawało się wówczas, że odcięte od swojego głównego okna na świat oraz zaplecza finansowego zbuntowane prowincje są skazane na porażkę i wkrótce ich bunt zostanie krwawo stłumiony. Spanikowani przywódcy niderlandzcy wysłali nawet specjalne zaproszenie do króla Francji oraz królowej angielskiej, aby objęli tron w ich kraju i w ten sposób ocalili ich od zemsty Habsburgów.

Żaden z zaproszonych monarchów nie przyjął oferty, choć Anglia postanowiła skorzystać z pomocy Niderlandów, gdyż w obliczu inwazji Hiszpanów sama potrzebowała pomocy. W dniach 28-29 lipca 1588 r. pod Gravelines na kanale La Manche doszło do wielkiej bitwy między niezwyciężoną hiszpańską Wielką Armadą, a połączonymi siłami angielskimi i holenderskimi, które tworzyły w sporej mierze statki handlowe, przerobione naprędce na okręty wojenne. Dzięki śmiałemu atakowi na linie wroga oraz umiejętnie stosowanej taktyce niedopuszczania do abordażu, starcie zakończyło się klęską Hiszpanów, którzy zmuszeni do ucieczki stracili ostatecznie połowę wszystkich okrętów. Zupełnie nieoczekiwanie przed Republiką Zjednoczonych Prowincji otworzyła się całkowicie nowa perspektywa.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Urbański

Kto i dlaczego był oburzony

Prezydent Kwaśniewski postanowił uroczyście obejść dziesiątą rocznicą obrad Okrągłego Stołu i wydał w Pałacu wielką uroczystość. To było całkowicie zrozumiałe.

Grzegorz Braun

Kto kręci Wałkiem?

Lech Wałęsa rzeczywiście może traktować płatną współpracę z esbekami jako przelotny epizod o relatywnie niewielkim znaczeniu – na tle swej całożyciowej lojalności wobec bezpieki wojskowej.