Historia

Po trupach do celi

Grzegorz Szymborski

Kiedy w okolicy miejsca zamachu śledczy znaleźli wstążkę i spinkę w ukraińskich barwach – niebieskiej i żółtej – sanacyjni włodarze, od pierwszych chwil przeświadczeni o winie Obozu Narodowo-Radykalnego, byli w ciężkim szoku.

15 czerwca 1934 r. stałym swoim zwyczajem Bronisław Pieracki opuścił gmach ministerstwa spraw wewnętrznych po godzinie trzeciej po południu i udał się na obiad. Jak zawsze, dystans między biurowcem a Klubem Towarzyskim przy ulicy Foksal 3 pokonał samochodem. Drzwi do hallu otworzył szefowi resortu woźny klubu, Józef Zając. Nagle podszedł do ministra młody, ubrany w płaszcz i kapelusz, osobnik. Szczupły, mierzący 170 cm, wyglądał na lat 25. Był blondynem o opalonej twarzy. Znalazłszy się przy Pierackim, chwilę próbował coś zrobić z trzymanym przez siebie pakunkiem, a  następnie, wyraźnie zdenerwowany, wyciągnął pistolet i z odległości 25 cm oddał strzały do przybyłego gościa. Minister upadł na podłogę. Jedna kula trafiła w okolice ucha. Drugi pocisk przeszył potylicę i utknął w górnej części czaszki. Napastnik chciał mieć pewność należycie wykonanego zadania, więc pociągnął za spust trzeci raz. Przestrzelił, lecz nie pomogło to dogorywającej ofierze.

Strzelanina w centrum miasta

Sprawca zamachu opuścił posesję, przeszedł przez jezdnię i ruszył w stronę ulicy Nowy Świat. Prawą rękę z rewolwerem trzymał na piersi pod płaszczem. Gdy tylko oszołomieni bywalcy klubu zorientowali się w rozmiarze tragedii, rozpoczął się pościg. Napastnika próbował obalić woźny poselstwa japońskiego – Wywrocki. Budynek poselstwa znajdował się na trasie ucieczki mordercy. Zazwyczaj w tym miejscu  pełnił służbę policjant, jednak w momencie zbrodni znajdował się on we wnętrzu budynku. Zabójca oddał kilka strzałów, rzucił jakąś paczkę i skręcił biegiem w ulicę Kopernika. Huk zaalarmował policjanta, który wybiegłszy z gmachu poselstwa, ruszył za sprawcą zamieszenia, ale drogę zagrodziła mu nadjeżdżająca ciężarówka. Na ulicy Kopernika, mimo panującego zgiełku, przypadkowo znajdujący się tam starszy posterunkowy Władysław Obrębski dwukrotnie strzelił do zabójcy. Chybił. Gorzko tego pożałował. Napastnik odgryzł się nader skutecznie, przestrzeliwując przegub lewej dłoni policjanta. W pogoń zaangażowało się kilkanaście osób z Klubu Towarzyskiego i niektórzy przechodnie. Sprawca zdołał jednak zniknąć w jednym z budynków. Przybyłe policyjne posiłki działały w sposób chaotyczny, a sprzeczne informacje udzielane przez świadków tylko komplikowały sprawę.

Kilka minut po zabójstwie do feralnego lokalu przybył minister sprawiedliwości Czesław Michałowski, obejmując ogólny nadzór nad śledztwem. Na miejsce zbrodni dotarł naczelny prokurator Sądu Apelacyjnego Kazimierz Rudnicki, naczelny prokurator Sądu Okręgowego, a także trzech innych oskarżycieli. Zjawił się również sędzia śledczy Szwedowski. Dzielnicę otoczył znaczny oddział policji. Dokonano obławy we wszystkich sąsiadujących domach; w ramach śledztwa zatrzymano kilkanaście osób mających trudność z wylegitymowaniem się. Jeszcze tego samego dnia kierownictwo nad pościgiem objął płk Józef Piątkiewicz, który znalazłszy się o 17.00 na miejscu poszukiwań, zastał policjantów otaczających pustą szopę gdzie, jak podejrzewano, ukrył się zabójca. Mundurowi zmarnowali szansę na szybkie ujęcie sprawcy, zapominając zabezpieczyć jeden dom, w którym, jak później się okazało, znaleziono porzucony płaszcz i kapelusz. W płaszczu śledczy znaleźli wstążkę i spinkę w kolorze niebieskim i żółtym. Inspektor Piątkiewicz wziął ten trop za dobrą monetę i poinformował premiera o prawdopodobnym zamieszaniu w sprawę środowiska nacjonalistów ukraińskich. Sanacyjni włodarze, od pierwszych chwil przeświadczeni o sprawstwie Obozu Narodowo-Radykalnego, byli w ciężkim szoku.

Ukraińcy czy nacjonaliści?

Pułkownik Bronisław Pieracki pełnił resortowe obowiązki od 1931 r. Jako legionista, był zaufanym człowiekiem Józefa Piłsudskiego. Karierę polityczną rozpoczął w 1926 r. Na krótko przed zamachem odbył ważną misję na Wołyniu, gdzie próbował dogadać się z Ukraińcami i greckokatolickim biskupem Chomyszynem z Ukraińskiej Partii Narodowo-Katolickiej. W sytuacji, kiedy wydawało się, że próba normalizacji stosunków z mniejszością kresową zainicjowana przez Bronisława Pierackiego zaczynała przynosić pożądane efekty, zabójstwo ministra było dla rządu szokiem.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Uchodźcy-Nachodźcy

Uchodźcy mają tu do odegrania zaledwie rolę lodołamacza, torującego drogę zgoła innym przybyszom – rolę buldożera wyrównującego plac pod całkiem inną konstrukcję.

Kordian Kuczma

Rosjanka, która szpiegowała Einsteina

Głośna u zarania obecnej dekady Anna Chapman miała prekursorki o niejednokrotnie porywających życiorysach. Jedna z nich – córka prowincjonalnego prawnika i muza artystycznej elity – została żoną najwybitniejszego rosyjskiego rzeźbiarza swojego pokolenia, a w 1998 r. pojawiła się na ustach całego świata jako ostatnia miłość samego Alberta Einsteina...