Historia

Po trupach do celi

Grzegorz Szymborski

Kiedy w okolicy miejsca zamachu śledczy znaleźli wstążkę i spinkę w ukraińskich barwach – niebieskiej i żółtej – sanacyjni włodarze, od pierwszych chwil przeświadczeni o winie Obozu Narodowo-Radykalnego, byli w ciężkim szoku.

Zamach na życie ministra powiódł się, choć umierającego zdołano jeszcze przetransportować do Szpitala Ujazdowskiego. Pieracki trafił na stół operacyjny. Udało się zatrzymać krwawienie i wydobyć kulę. Mimo pomyślnego zabiegu, kwadrans po piątej po południu minister zmarł.

Porzucona paczka okazała się niewypałem, a przy tym niezwykle istotnym dla dalszego przebiegu śledztwa, dowodem. Z ekspertyzy wykonanej przez pirotechników przybyłych z warszawskiej Cytadeli wynikło, iż był to wypełniony materiałem wybuchowym ładunek podobnego typu jak te, których przed laty polscy i rosyjscy rewolucjoniści używali przeciw carskim oficjelom. Wskutek wad konstrukcyjnych ładunek nie zadziałał i zachowany, przysłużył się śledczym do powiązania sprawy morderstwa ministra z rozpracowaniem komórki OUN-u, której laboratorium zabezpieczono na dzień przed zabójstwem. Sukces umożliwiła współpraca wywiadu wojskowego Czechosłowacji i Polski, w tym przekazanie archiwum OUN zabezpieczonego przez naszych południowych sąsiadów. Z dokumentów terrorystów polskie władze najpewniej dowiedziały się również o planowanych zamachach na najwyższe władze państwowe.

Dzień po tragedii ministerstwo spraw wewnętrznych ogłosiło niebagatelną nagrodę za wykrycie mordercy – zaoferowano 100 tysięcy złotych. Rano odbyło się żałobne posiedzenie Rady Ministrów. Premier Kozłowski postawił sprawę jasno: „karząca dłoń sięgnąć musi nie tylko do bezpośrednich, ale i do pośrednich sprawców zbrodni”.

Ładunek wybuchowy trafił do Krakowa, gdzie rozwiano wątpliwości dotyczące zbiegu okoliczności – bomba, która pierwotnie miała sprowadzić śmierć na szefa MSW, wykonana została na południu Polski. Od tej pory policja porzuciła myśl o współudziale oenerowców w przestępstwie. Problem był jednak istotny – dotychczas OUN przedsiębrał działalność wyłącznie na terenach spornych, nigdy zaś na „rdzennie polskich”. Zamach w stolicy stanowił nie lada wyzwanie, ale donosy spływające w związku z chęcią uzyskania nagrody okazały się pomocne. Za sprawą pensjonariusza jednego ze schronisk udało się namierzyć sprawcę zamachu przebywającego w Warszawie pod przybranym nazwiskiem. Hryć Maciejko  zdołał jednak uciec do Czechosłowacji. Kolejny Ukrainiec, również student, jak się później okazalo  legitymujący się cudzymi dokumentami, uciekł do Gdyni, a następnie odpłynął do Świnoujścia. Na miejscu oczekiwał go polski konsul w Szczecinie w asyście niemieckiej policji kryminalnej Kripo. Mimo fałszywych papierów polskie władze utrzymywały, że jest to poszukiwany Mykoła Łebied. Niemieckie władze na osobiste polecenie Führera ekstradowały podejrzanego. 24 czerwca Ukrainiec został odstawiony do Warszawy specjalnym samolotem. Tam udało się potwierdzić, że polski wymiar sprawiedliwości faktycznie ma do czynienia z przestępcą odpowiedzialnym za napad na urząd pocztowy w Gródku Jagiellońskim w 1932 r.

W wyniku rozpracowania laboratorium przeprowadzono aresztowania ukraińskich słuchaczy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Śledztwem objęto całą Małopolskę Wschodnią, a w jego wyniku pochwycono niejakiego Stepana Banderę. Na Ukrainie postępowały dalsze aresztowania. Według prasy w samym województwie stanisławowskim aresztowanych miało być około tysiąca osób. Nowo powstały kartuski obóz odosobnienia zamiast polskimi, zaczął się powoli wypełniać ukraińskimi nacjonalistami.

Zasłona domysłów i półprawd opadła 10 lipca, kiedy to minister sprawiedliwości Czesław Michałowski publicznie obciążył nielegalną organizację ukraińską odpowiedzialnością za zabójstwo. Szef resortu powiązał likwidację laboratorium dokonaną w nocy z 13 na 14 czerwca z dokonaną zbrodnią. Wedle prezesa Rady Ministrów, w śledztwie aresztowano ponad 30 osób (z czego część w przeddzień zamachu), w dużej mierze studentów. Minister podziękował policji niemieckiej za pomoc w sprawie ujęcia Łebiedia. Bezpośredni sprawca mordu pozostawał i pozostał jednak, co przyznawał minister, poza zasięgiem karzącej ręki.

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Uchodźcy-Nachodźcy

Uchodźcy mają tu do odegrania zaledwie rolę lodołamacza, torującego drogę zgoła innym przybyszom – rolę buldożera wyrównującego plac pod całkiem inną konstrukcję.

Jan Piński

Polska Bez Cenzury

Cenzura jest tak stara jak świat. W końcu na początku było słowo. Mylą się ci, którzy uważają, że w Polsce cenzura skończyła się wraz likwidacją słynnego urzędu przy ul. Mysiej w Warszawie, w kwietniu 1990 r.