Historia

Ostatnia twierdza Führera

Andrzej Matowski

80 dni. Tyle czasu opierała się sowieckim atakom, bombardowaniom i ostrzałom Festung Breslau. Trzymana żelazną ręką nazistów, do końca wierzących w odsiecz, liczących na cud, który nigdy nie nadszedł. Kompletnie zrujnowane miasto poddało się dopiero 6 maja 1945 r.

Gdy byłem małym chłopcem i przechadzałem się  z ojcem po wrocławskim Placu Grunwaldzkim – niedoszłym lotnisku –  opowiedział mi historię twierdzy, która przetrwała śmierć Hitlera i upadek Berlina. Twierdzy, której gauleiter hojnie szafował wyrokami śmierci, a sam tchórzliwie uciekł po kapitulacji. Twierdzy, która pochłonęła życie dziesiątków tysięcy osób, a której obrońcy walczyli, do ostatniego naboju broniąc swoich domów.

Wrocław przetrwał większość wojny bez większego uszczerbku. Jedyny nalot na miasto miał miejsce w listopadzie 1941 r. i zabrał życie dziesięciu osobom. Miasto, nazywane „schronem przeciwlotniczym Rzeszy” znajdowało się poza zasięgiem alianckich bombowców. Działały kina, teatry, kawiarnie. Oczywiście, tak, jak w całej Rzeszy, obowiązywały wojenne obostrzenia – zaciemnienie miasta, kartki na żywność, zakaz słuchania obcych radiostacji. Była to niewielka cena za spokój mieszkańców, których w grudniu 1940 r. było około 640 tysięcy.

„Breslau bleibt Deutsch!”

Spokój jednak zaczął zanikać od połowy 1944 r., kiedy Armia Czerwona zaczęła się zbliżać do miasta. W sierpniu miasto ogłoszono twierdzą na osobisty rozkaz Führera, jako część Wału Wschodniego, mimo że nie posiadało ono żadnego systemu obronnego, a nieliczne znajdujące się umocnienia pochodziły z 1914 r. i były dalece niewystarczające do prowadzenia obrony. Za rachitycznymi umocnieniami szły braki w artylerii i broni pancernej. W mieście znajdowało się również niewiele oddziałów – zaledwie jeden batalion garnizonu i 599. batalion strzelców krajowych. Jednakże we Wrocławiu znajdowało się dowództwo VIII Okręgu Wojskowego i Okręgu Lotniczego, a także szkoła oficerska Luftwaffe i szkoły podoficerskie Wehrmachtu i SS, wokół miasta zaś znajdowało się sporo ośrodków zapasowych, uzupełnień i szkoleniowych. Pierwszym komendantem miasta został gen. Johannes Krause, który we wrześniu gorączkowo przyśpieszył prace fortyfikacyjne. Wokół miasta – przy użyciu zarówno robotników przymusowych, jak i mieszkańców miasta – wybudowano dwie silne linie obrony, zasilone sporą liczbą magazynów i składów zaopatrzeniowych. Węgierski żołnierz, Laszlo Szallasi z 9. batalionu saperów wspominał: „Wysłano nas w kierunku jednego z wiaduktów kolejowych i kazano nam zatarasować przejazd pod wiaduktem. (...) Wepchnęliśmy pod wiadukt kolejowy aż dwa wagony tramwajowe, które załadowaliśmy bryłami kostek brukowych, wyrwanych z jezdni. Na zerwanej części wiaduktu układaliśmy również takie brukowe kostki. (...) W niektórych ścianach, na wysokości 25–30 cm nad podłogą, wycinaliśmy otwory strzelnicze, które miały ułatwić prowadzenie ostrzału. Niekiedy zaś robiliśmy w murach wyłom, a także wielokrotnie przebijaliśmy ściany piwnic, aby umożliwić szybszą i bezpieczniejszą komunikację w ukryciu.”

W listopadzie doszło do pierwszych radzieckich nalotów na miasto – zginęło 69 osób. W grudniu liczebność ludności cywilnej w mieście przekroczyła milion mieszkańców. Generał Krause zdawał sobie sprawę, co to znaczy wobec zbliżającego się frontu i dlatego prosił o możliwość ewakuacji wszystkich, którzy nie będą przydatni dla obrony. Koleje Rzeszy obiecywały dostarczyć 100 pociągów do ewakuacji, jednak w dowództwie obrony miasta zdawano sobie sprawę, że obietnice te dobrze wyglądały jedynie na papierze, wobec czego komendant prosił gauleitera Dolnego Śląska, Karla Hankego o ewakuację 200 tys. cywilów. Gauleiter odmówił, zasłaniając się strachem przed reakcją Hitlera.

Kim był? Z wykształcenia był młynarzem. Od 1928 r. należał do NSDAP. Tuż przed wybuchem wojny „zaliczył” romans z Magdą Goebbels, żoną ministra propagandy, zakończony ostrą reakcją Hitlera. Na ochotnika wstąpił do Wehrmachtu, biorąc udział w agresji na Polskę, a następnie w kampanii francuskiej, gdzie otrzymał Krzyż Żelazny. Po zakończeniu walk został zdemobilizowany w 1941 r. ze stopniem porucznika, a już rok później Führer mianował go gauleiterem Dolnego Śląska. „Zasłynął” z brutalności i ślepej wiary w nazizm – pod jego rządami w prowincji życie straciło tysiące osób; szczególnie zwalczał Polaków. Jednak jego najbardziej ponura rola miała nadejść wraz z oblężeniem Festung Breslau. Tuż przed rozpoczęciem ofensywy zapewniał ministra zbrojeń Rzeszy, Alberta Speera, że nie dopuści do zdobycia miasta przez Armię Czerwoną.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Uchodźcy-Nachodźcy

Uchodźcy mają tu do odegrania zaledwie rolę lodołamacza, torującego drogę zgoła innym przybyszom – rolę buldożera wyrównującego plac pod całkiem inną konstrukcję.

Grzegorz Braun

Rachunki za Wołyń

Minęły już blisko trzy ćwierci wieku, a my nadal nie wiemy, co nas właściwie spotkało. Jakie były polityczne, militarne, ekonomiczne i policyjno-prowokacyjne uwarunkowania tamtej czystki etnicznej?