Felietony

Kto kręci Wałkiem?

Grzegorz Braun

Lech Wałęsa rzeczywiście może traktować płatną współpracę z esbekami jako przelotny epizod o relatywnie niewielkim znaczeniu – na tle swej całożyciowej lojalności wobec bezpieki wojskowej.

Ekspertyza grafologiczna stwierdzająca, że TW „Bolek” to istotnie Lech Wałęsa (dla znajomych z Trójmiasta „Wałek”) – to oczywiście fakt bez większego znaczenia dla tych, którzy zechcieli wcześniej bez uprzedzeń zapoznawać się z poprzednimi ustaleniami badaczy, po wielokroć już reprodukowanymi dokumentami i wzajemnie potwierdzającymi swą wiarygodność relacjami świadków historii. Wbrew pozorom, nie tak znowu wiele wniosło do sprawy „Bolka” odkrycie przed rokiem w szafie nieboszczyka Cze-Kiszczaka oryginałów donosów, pokwitowań i odręcznie spisanego zobowiązania do współpracy – nie zmieniły one zasadniczo niepięknego obrazu, który wyłaniał się już przed laty ze szczątkowej, ale dostatecznie wymownej dokumentacji.

Dostępne w obiegu publicznym materiały – naukowe, publicystyczne, a także filmowe – dawno już przekroczyły „masę krytyczną”, pozwalającą na wyciągniecie logicznych wniosków, prowadzących do niezbitej konkluzji: tak, owszem, legendarny przywódca „Solidarności”, laureat nagrody Nobla, pierwszy prezydent Post-PRL wybrany w powszechnych wyborach, u początków swej politycznej aktywności był płatnym kapusiem Służby Bezpieczeństwa. To żadna nowina – fakt potwierdzony nawet przez samego Wałęsę, który wszak jeszcze w firmowanej przez siebie narracji książkowej w latach 80. wyraźnie stwierdzał, że owszem, w roku 1970 podpisał, co mu SB podsunęła, że nikomu nic o tym nie powiedział i że nie jest z tego wszystkiego dumny (patrz: „Droga nadziei”).

Co jednak znacznie ważniejsze od tak dobrze już znanej pracy dla SB w pierwszej połowie lat 70. – to wcześniejsza i późniejsza, całożyciowa współpraca Wałęsy ze służbami wojskowymi. Istnieje wiele przesłanek do tezy, że była to więź znacznie trwalsza i brzemienna  w znacznie poważniejsze skutki – i że z tej zależności Wałęsa nigdy się nie uwolnił. Pierwsza poszlaka (w chronologii życia Wałęsy), to świadectwo ś.p. Janusza Stachowiaka, b. majora SB, który w ramach swoich obowiązków biurowych wprowadzał Wałęsę do „czynnej sieci agenturalnej” – i miał wówczas w rękach świadectwo jego wcześniejszej rejestracji jako donosiciela przez Wojskową Służbę Wewnętrzną, jeszcze w latach 60. Inna znacząca poszlaka – to ustęp z notatki służbowej funkcjonariuszy gdańskiej SB, Wojtalika i Łubińskiego, którzy w drugiej połowie lat 70. usiłowali reaktywować Wałka jako TW SB – a on załatwił ich wówczas odmownie, oświadczając, że „o nachodzeniu go zamelduje komu trzeba”. Jest oczywiste, że Wałęsa musiał mieć na uwadze jakąś inną, suwerenną i w jego pojęciu nadrzędną względem SB służbę. Ważna wskazówka zawiera się również w anegdocie, którą na użytek filmu „Plusy dodatnie, plusy ujemne” opowiedział Krzysztof Wyszkowski – o tym, jak to Wałek, zgłaszając swój akces do Wolnych Związków Zawodowych, przedstawił plan terrorystycznego odwetu, przy czym powołał się na umiejętności pirotechniczne nabyte rzekomo w toku zasadniczej służby wojskowej. Ewidentnie Wałęsa wystąpił więc wówczas jako agent-prowokator.

Dotychczasowy dyskurs o Wałęsie ma ten zasadniczy niedostatek, że takie właśnie, drobne z pozoru szczegóły, dla uproszczenia po prostu się ignoruje – co pozwala bez przeszkód podtrzymywać „ratunkową” wersję życiorysu Wałęsy, wedle której jeśli nawet „jako młody i niedoświadczony” w latach 70. „popełnił jakiś błąd”, to przecież „ma swoje niezaprzeczalne zasługi w latach 80.”. Ta bałamutna, „lajtowa” wersja nieodwołalnie upada, jeśli zrozumiemy, że prymarna i nadrzędna lojalność wiązała Wałka z sowiecką polskojęzyczną bezpieką wojskową – przy czym wszystko wskazuje na to, że w lojalności tej zamierza Wałęsa wytrwać aż do grobowej deski. Osobiście, po fundamentalnych książkach Cenckiewicza i Zyzaka nie jestem już szczególnie ciekaw następnych monografii nędzy i upadku samego Wałęsy jako TW „Bolka” – czekam natomiast na włączenie do dyskursu wątku jego zależności od wojska.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Jakubowski

Piosenkarka Dorota R. zatrzymana. Niebezpieczna kobieta „Pitbulla” przesłuchiwana przez policję

Piosenkarka Dorota R. została zatrzymana w środę rano – dowiedział się dwutygodnik „Bez Cenzury”.

Kordian Kuczma

Rosjanka, która szpiegowała Einsteina

Głośna u zarania obecnej dekady Anna Chapman miała prekursorki o niejednokrotnie porywających życiorysach. Jedna z nich – córka prowincjonalnego prawnika i muza artystycznej elity – została żoną najwybitniejszego rosyjskiego rzeźbiarza swojego pokolenia, a w 1998 r. pojawiła się na ustach całego świata jako ostatnia miłość samego Alberta Einsteina...