Wstępniak

Licytacja krzywd

Aleksander Piński

Kiedy w 1994 r. amerykański profesor Richard C. Lucas wydał książkę m.in. o cierpieniach polskich dzieci w czasie II wojny światowej (chodzi o publikację „Did the Children Cry: Hitler's War Against Jewish and Polish Children, 1939-45” – „Czy dzieci płakały: wojna Hitlera przeciwko żydowskim i polskim dzieciom, 1939-1945), w Ameryce zawrzało. Jednak amerykańska opinia publiczna oburzyła się nie z powodu okrucieństwa Niemców. Środowiska amerykańskich Żydów zaprotestowały przeciwko przyrównywaniu cierpień wojennych polskich i żydowskich dzieci (w domyśle: bo cierpienia małych Żydów były większe).

Tymczasem prof. Lucas pokazywał w swojej publikacji, jak podobny los był jednych i drugich. Na przykład jedne i drugie dzieci korzystały z nielegalnych szkół i brały udział w zabronionych przez Niemców wydarzeniach kulturalnych. Zarówno mali Żydzi, jak i mali Polacy starali się pomagać swoim rodzicom przetrwać okupację. Jedni i drudzy byli wykorzystywani jako przymusowi robotnicy i często byli świadkami śmierci swoich rodziców. Dzieci żydowskie i dzieci polskie często też odnajdywały pocieszenie w pięknych książkach polskiego Żyda, Janusza Korczaka. Tym bardziej szokujące było zachowanie amerykańskich Żydów, którzy zaprotestowali, gdy książka prof. Lucasa została nominowana do prestiżowej literackiej nagrody im. Janusza Korczaka, a nawet grozili skierowaniem spawy do sądu. Jury nie ugięło się pod naciskami i ostatecznie książka została wyróżniona, choć nie było oficjalnej uroczystości wręczenia nagrody.

Z książki amerykańskiego akademika wynika, że żydowskie dzieci nie do końca podzieliły los małych Polaków. Jasnowłose i błękitnookie polskie dzieci były odbierane rodzicom i adoptowane przez niemieckie rodziny. Najczęściej były one w takim wieku, że nie pamiętały swojej prawdziwej matki i prawdziwego ojca (piszemy o tym w okładkowym artykule „Złodziej polskich dzieci”). Można tylko próbować wyobrazić sobie, co czuli rodzice takiego dziecka, mający świadomość, że ich ukochany syn czy córka są zaledwie o kilka godzin jazdy od nich, a oni nie mogą zrobić nic, by ich odzyskać. Gdy wojna się skończyła, z 200 tys. porwanych dzieci do Polski powróciło zaledwie ok. 30 tys. W większości przypadków nie dało się ich odnaleźć, bo przybranym rodzicom nie zależało na ich oddaniu. Zresztą często nawet nie wiedzieli kim ich córka albo syn był, zanim go adoptowali.

Paradoksalnie to chyba najtrwalszy skutek zbrodniczej działalności nazistów. Można bowiem szacować, że obecnie jakieś 0,5 mln – 1 mln Niemców (czyli co setny obywatel RFN), to potomkowie porwanych polskich dzieci. Najczęściej niebieskookich blondynów i blondynek, bo takie wybierano do zniemczenia, ponieważ odpowiadały stereotypowi idealnego Aryjczyka. Sam Hans Frank, generalny gubernator okupowanych ziem polskich (skazany na śmierć w Norymberdze za zbrodnie wojenne) miał powiedzieć, że za każdym razem, kiedy widzi niebieskookie dziecko mówiące po polsku jest zaskoczony.

Był zaskoczony dlatego, że stało to w sprzeczności nazistowską ideologią, która taki wygląd przypisywała jedynie stojącym rzekomo wyżej w hierarchii rasowej potomkom Aryjczyków. Jest chichotem historii, że to, iż obywatele Niemiec obecnie bardziej przypominają z wyglądu wymarzonych przez Hitlera i Himmlera niebieskookich blondynów to między innymi „zasługa” genów polskich dzieci. 

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Jakubowski

Piosenkarka Dorota R. zatrzymana. Niebezpieczna kobieta „Pitbulla” przesłuchiwana przez policję

Piosenkarka Dorota R. została zatrzymana w środę rano – dowiedział się dwutygodnik „Bez Cenzury”.

Grzegorz Braun

Czyja historia?

Dosyć finansowania antypolskiej agitacji z polskich budżetów - czas zaprzestać retransmisji cudzych narracji degradujących Polaka do roli wiecznego winowajcy, petenta i aspiranta.