Historia

Złodziej Polskich Dzieci

Leszek Pietrzak

W czasie II wojny światowej Niemcy ukradli prawie dwieście tysięcy polskich dzieci, aby je zgermanizować. Tylko niewielka część z nich mogła po wojnie wrócić do swoich polskich rodziców.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, gdy dziewięcioletnia Alice Dahl w towarzystwie polskich urzędników stanęła przed Haliną Witaszek. Na szyi miała karteczkę z napisem Alodia Witaszek. Brzmiało on dla niej obco. Obcy był także język, w którym do niej mówiono. Obcy był również dom, w którym się znalazła i obca była kobieta, przed którą stanęła. Dziewczynka myślała wówczas tylko o pozostawionym w Niemczech domu i  o swojej Mutti, którą bardzo kochała. Przyjechała do Polski ze Stendal – niewielkiego miasteczka w niemieckiej Meklemburgii. Tam miała ładne sukienki, swoje ulubione zabawki, a przede wszystkim ciepło swojej niemieckiej rodziny. I właśnie tam chciała za wszelką cenę powrócić. Ta myśl wypełniała ją w całości. Gdy Alice Dahl stanęła przed Haliną Witaszek, po twarzy tej ostatniej zaczęły płynąć łzy. Czuła się nie tylko bezsilna, ale i całkowicie życiowo przegrana. Nie poznawała jej bowiem własna córka, którą utraciła w czasie ostatniej wojny. Dla każdej matki taka sytuacja to dramat największy. I takim właśnie był dla Haliny Witaszek. 

Jego korzenie sięgały sytuacji, jaka wydarzyła się 25 kwietnia 1942 r. kiedy poznańskie gestapo aresztowało jej męża, Franciszka Witaszka, znanego poznańskiego lekarza i społecznika, a jednocześnie członka polskiej konspiracji. Jego działalność dała się Niemcom szczególnie mocno we znaki. Szczepy wirusów z gabinetu doktora Witaszka zaraziły bowiem dziesiątki Niemców, którzy zapadali później na nieuleczalne choroby i umierali. Po ciężkim śledztwie, niemiecki Policyjny Sąd Doraźny skazał Witaszka na karę śmierci przez ścięcie. Orzeczony wyrok wykonano 8 stycznia 1943 r., na terenie poznańskiego Fortu VII. Od ciała ofiary została odcięta głowa, którą umieszczono w słoju z formaliną, stojącym potem w niemieckim laboratorium w Poznaniu. Widniała na nim informacja w języku niemieckim "Kopf eines intelligenten polnischen Massenmörders" (po polsku: "Głowa inteligentnego polskiego masowego mordercy").

To nie był jeszcze koniec tragicznej historii poznańskiego lekarza. W marcu 1943 r. żonę Franciszka Witaszka Halinę zesłano do Auschwitz, a dwoje spośród jego piątki dzieci przejęło poznańskie gestapo. W ten sposób pięcioletnia Alodia Witaszek i jej trzyletnia siostra Daria trafiły do obozu dziecięcego w Łodzi. Tam przeszły pozytywnie niemiecką selekcję rasową, a następnie zostały skierowane do ośrodka Lebensbornu w Kaliszu. W styczniu 1944 r. obie dziewczynki zostały przetransportowane do ośrodka w Połczynie Zdroju na Dolnym Śląsku, gdzie sfałszowano im metry  ki urodzenia, zastępując je nowymi, w których napisano, że nazywają się Alice Wittke i Dora Wittke i są niemieckimi sierotami. W ten sposób obie dziewczynki mogły zostać przekazane do adopcji niemieckim rodzinom. W następstwie tego, wiosną 1944 r., straszą Alodię przekazano rodzinie Wilhelma Dahla, zamieszkałej w meklemburskim Stendal, młodszą Darię zaś rodzinie Edmunda Schoeln z Weitra, niewielkiego miasteczka położonego w Dolnej Austrii. Tam spędziły resztę wojny.

Gdy wojna wreszcie się skończyła, ich biologiczna matka – Halina Witaszek – wspierana przez liczne grono przyjaciół zamordowanego męża, rozpoczęła poszukiwania dziewczynek. Była w tej sprawie w wielu urzędach i instytucjach, pisała do Czerwonego Krzyża, ale nie przynosiło to początkowo żadnego rezultatu. Nie miała żadnych informacji o losie córek. Mimo tego liczyła, że być może jakimś cudem zdołały przetrwać wojnę. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero latem 1947 r. gdy otrzymała informację od Pełnomocnika Polskiego Rządu do Spraw Rewindykacji Dzieci.  Minęło jeszcze kilka miesięcy, zanim mogła spotkać się ze swoimi córkami. Gdy je wreszcie zobaczyła, dopiero wtedy uświadomiła sobie, jak wielka krzywda  spotkała  przede wszystkim jej dzieci, ale i ją ze strony niemieckiego okupanta. Musiało minąć wiele lat, zanim córki Haliny Witaszek odnalazły się w swoim rodzinnym domu, poczuły jej matczyne serce, ciepło i miłość. Jeszcze więcej czasu musiało upłynąć, aby poczuły się  Polkami. Historia córek Haliny Witaszek zakończyła się  happy endem. Nie wszystkie jednak historie ukradzionych w czasie wojny przez Niemców polskich dzieci miały taki koniec. Wiele z nich nigdy  już nie wróciło do swoich rodziców. Nawet nie miały szansy dowiedzieć się, że są ofiarami zbrodniczej polityki III Rzeszy.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.

Grzegorz Braun

Czyja historia?

Dosyć finansowania antypolskiej agitacji z polskich budżetów - czas zaprzestać retransmisji cudzych narracji degradujących Polaka do roli wiecznego winowajcy, petenta i aspiranta.