Historia

Zapomniany korpus Wielkiej wojny

Andrzej Nowicki

Rosyjskie oddziały wywołały prawdziwą furorę wśród Francuzów. Na trasie przemarszu rosyjskich żołnierzy witały łuki triumfalne z imieniem imperatora Mikołaja II.

Podczas I wojny światowej rosyjscy żołnierze bili się nie tylko w obronie swojego imperium na wschodniej scenie teatru działań wojennych. W 1916 r. rosyjski korpus wylądował we Francji, aby wziąć udział w najkrwawszych kampaniach frontu zachodniego oraz w kampanii greckiej. Szeregowi i oficerowie z Rosji wykazali się najpierw niezłomnym bohaterstwem, a następnie dopuścili się zdrady, za którą zostali bezlitośnie ukarani. Chyba ze względu na tragiczny los, historia związku operacyjnego uległa kompletnemu zapomnieniu.

Żołnierze za karabiny

Historia Rosyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego we Francji, bo tak brzmiała oficjalna nazwa jednostki, miała swoją genezę w wydarzeniach początkowego okresu I wojny światowej. Jesienią 1914 r. niespodziewane uderzenie dwóch rosyjskich armii na Prusy Wschodnie przesądziło w ogromnej mierze o niemieckiej klęsce w bitwie nad Marną. Co prawda rosyjskie odziały uległy armii Kajzera w pamiętnej bitwie pod Tannenbergiem, ale berliński sztab generalny utracił rezerwy niezbędne do pobicia zachodnich państw Ententy. Echo tych wydarzeń rozległo się w Europie z niezwykłą mocą. Trzeba pamiętać, że rosyjska armia uderzyła nie tylko na Prusy, ale równolegle zadała klęskę oddziałom austro-węgierskim, dochodząc niemal do Krakowa i na Nizinę Węgierską. Ówczesny generał, a późniejszy wódz naczelny francuskiej armii Ferdinand Foch nie ukrywał, że krew rosyjskiego żołnierza uratowała Paryż. Zarazem Francja i Wielka Brytania utwierdziły się w błędnym przekonaniu, że rosyjski „walec parowy”, jak nazywano armię wschodniego sojusznika, jest w stanie wygrać wojnę samymi masami żołnierskimi. Z tak postawioną tezą wiązało się jeszcze jedno nieprawdziwe twierdzenie, a mianowicie o wprost niewyczerpalnych zasobach ludzkich Rosji, umożliwiających nieskończoną mobilizację kolejnych tysięcy rekrutów. Z drugiej strony, wojna wykazała stopień zbrojeniowego nieprzygotowania tego kraju do działań militarnych na ogromną skalę. Petersburski sztab generalny przewidywał, że tzw. wielki program modernizacji sił zbrojnych zakończy się dopiero w 1917 r., dlatego konflikt ujawnił boleśnie wszelkie braki sprzętowe. Rosja nie była po prostu w stanie uzbroić armii w dostateczną ilość dział i karabinów maszynowych, o odpowiednich dostawach amunicji nie wspominając. Początkowo rosyjski przemysł nie mógł wyprodukować tylu karabinów ręcznych, aby wystarczyło dla kilku milionów żołnierzy. Przeciętny rezultat miesięczny wynosił jedynie 50 tys. trochliniejek, czyli karabinów systemu Mosina. To było o wiele za mało jak na potrzeby tysiąckilometrowego frontu. Dlatego carski rząd ratował się importem, skąd tylko się dało. O tym, że były to zakupy rujnujące skarb państwa, świadczą dwa fakty. Pierwszym była dewaluacja waluty, która wymusiła odejście od złotego parytetu rubla. Drugi z kolei problem wynikał z płatności kruszcem za dostawy. Rezerwy złota wynoszące w 1914 r. 1800 ton zmalały w toku wojny do 600 ton. Na dodatek przełom lat 1914/1915 ujawnił przed aliantami cechy szczególne konfliktu, które przesądzą o nadaniu mu miana Wielkiej Wojny.

Przede wszystkim działania wojenne na Zachodzie przybrały charakter pozycyjny, a masowe ofensywy i kontrofensywy podejmowane przez przeciwne strony nabrały rozmiaru żołnierskiej masakry. Liczba ofiar szła najpierw w setki tysięcy, a potem w miliony istnień ludzkich. I tak, widząc hekatombę wraz z nader mglistą perspektywą przerwania rzezi, francuskie dowództwo wpadło na pomysł sprowadzenia rosyjskich rezerw. Już w 1915 r. tamtejszy minister obrony przedstawił w Petersburgu koncepcję wymiany rosyjskich żołnierzy na dostawy broni i amunicji. Oczywiście ton rozmów był bardzo dyplomatyczny, ale istota pozostawała niezmienna. Francja wyraziła chęć przyjęcia armii sojuszniczej złożonej ni mniej, ni więcej tylko z 400 tys. żołnierzy. Oczywiście pod sztandarami i dowództwem rosyjskim, jednak carski sztab nie chciał o tym nawet słyszeć. Na skutek głodu amunicyjnego 1915 r. Niemcom udało się przerwać front wschodni, na którym doszło wówczas do tzw. wielkiego odwrotu. Armie państw centralnych udało się zatrzymać dopiero po utracie Królestwa Polskiego, części Litwy, Białorusi i Ukrainy. Dlatego do rozmów powrócono dopiero rok później, tym razem, gdy to nad zachodnimi aliantami zawisł miecz Damoklesa w postaci bitwy pod Verdun. Ofensywa niemiecka, która rozpoczęła się w lutym 1916 r., pożerała rezerwy francuskie, co skłoniło Paryż do ponowienia prośby. Tym razem propozycja napotkała pozytywny odzew samego cara. Mikołaj II był zdania, że obecność jego wojsk na zachodniej scenie teatru działań wojennych przysłuży się Rosji nie tylko symbolicznie. Stanie się politycznym atutem w przyszłej grze zwycięzców o nowy podział Europy. Bo że takim rezultatem zakończy się wojna, ani car ani sztab generalny nie mieli wątpliwości. Decyzję o sformowaniu korpusu ekspedycyjnego przeważyły francuskie i brytyjskie dostawy amunicji artyleryjskiej, tak potrzebnej ze względu na plany letniej kampanii, która weszła do historii pod nazwą ofensywy Brusiłowa. A z amunicją były stałe kłopoty, bo gdy produkcja dla ciężkich dział wzrosła we Francji z 9 do 20 pocisków dziennie, w Anglii z 17 do 42, to w Rosji jedynie z 3 do 8 pocisków na posiadaną lufę. Jednym słowem zachodni alianci dysponowali 57 proc. amunicji Ententy dla artylerii polowej i 87 proc. pocisków dla artylerii ciężkiej, podczas gdy Rosja odpowiednio 47 proc. i 13 proc. zasobów. O ówczesnym zużyciu świadczy przykład bitwy pod Verdun. W połowie dziesięciomiesięcznego starcia armia francuska wystrzeliła 8,5 mln pocisków artyleryjskich wszelkich kalibrów.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

1050 lat promesy cywilizacyjnej

Wraz ze Chrztem otrzymywali nasi przodkowie promesę na korzystanie ze wszystkich najwspanialszych skarbów cywilizacji opartej na dwóch filarach – nieznanych w innych kręgach cywilizacyjnych – rozdziale władzy świeckiej i duchownej i etyce bezwzględnej.

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.