Historia

Zdobywcy Hiszpanii

Andrzej Matowski

Legion Condor kojarzy się szerszej publiczności z bandą hitlerowskich morderców, którzy z lubością atakowali miasta i ostrzeliwali bezbronną ludność cywilną, niemym zaś symbolem ich bestialstwa ma być baskijskie miasteczko Guernica. Czy jednak przekonanie to odpowiada choć trochę prawdzie?

Republikańska, a wraz z nią sowiecka propaganda wielokrotnie opisywały w bardzo negatywny sposób działalność niemieckich lotników w Hiszpanii. Wodę na młyn dostarczył nalot na Guernikę i obraz Pabla Picassa, notabene zdeklarowanego komunisty. Jest to również jeden z głównych wyrzutów, czyniony do dziś gen. Franco – że po jego stronie walczyli niemieccy lotnicy, a sam Caudillo prosił o pomoc Adolfa Hitlera. Lewicowa propaganda do dziś lansuje tezę, że niemieckie wsparcie dla Franco było z góry zaplanowane i natychmiastowe.

Zanim rozpoczęła się wojna domowa w Hiszpanii, Rzesza Niemiecka niewiele uwagi poświęcała temu krajowi, położonemu na uboczu Europy, z dala od niemieckich obszarów zainteresowań, w dodatku notorycznie targanemu wewnętrznymi sporami i awanturami. Nawet po wybuchu wojny domowej 17 lipca 1936 r. optyka Berlina nie uległa za bardzo zmianie. Tymczasem w Hiszpanii rebeliantom udało się opanować 1/3 Hiszpanii oraz całe Maroko Hiszpańskie. Jednak gros sił nacjonalistów znajdowało się w Afryce, a kontrolę nad Cieśniną Gibraltarską sprawowała wierna rządowi republikańskiemu flota.

Führer podejmuje decyzję

Pierwsze, i to dość przypadkowe, zaangażowanie się Niemiec w konflikt hiszpański, związane było z zarekwirowaniem przez powstańców samolotu Lufthansy 20 lipca, mimo protestów pilota, kpt. Alfreda Henkego. Jednocześnie, przywódcy nacjonalistów zdawali sobie sprawę, że powodzenie rebelii zależy od szybkiego przerzucenia ich sił – Korpusu Afrykańskiego, złożonego z zaprawionych w boju żołnierzy zawodowych Tercio i marokańskich najemników, zwanych Regulares – na tereny Hiszpanii. Już od 22 lipca część przywódców rebelii depeszowało do MSZ Niemiec z prośbą o pomoc, jednak niemieccy dyplomaci zareagowali negatywnie, nie wierząc w powodzenie puczu. Nie zniechęcony tym Franco postanowił zaapelować o pomoc do samego Führera. W związku z tym z misją dyplomatyczną wysłano dwóch członków marokańskiej sekcji NSDAP: Johannesa Bernhardta i Adolfa Langenheima, wraz ze wspomnianym kpt. Henkem, którzy polecieli do Berlina 25 lipca. Wysłannicy Franco spotkali się najpierw ze znajomym Langenheima – przywódcą zagranicznej organizacji NSDAP gauleiterem Bohlem, który zorganizował spotkanie z zastępcą Hitlera – Rudolfem Hessem. Ten ostatni polecił delegacji udać się do Bayreuth, gdzie na Festiwalu Wagnerowskim przebywał Führer. Późnym wieczorem tego samego dnia delegacja dotarła przed oblicze Hitlera z odręcznie napisanym przez Franco listem. Tytułując Hitlera „Jego Ekscelencją”, Franco wręcz błagał o pomoc w walce z demokracją i komunistami oraz o wysłanie 10 samolotów transportowych i 6 myśliwskich. Zaintrygowany Hitler zadał pytanie delegatom, kim właściwie jest ten cały Franco i czym dysponuje. Usłyszawszy odpowiedź, powiedział z niedowierzaniem: „Z tak małą ilością pieniędzy nie zaczyna się wojny!”. Mimo wszystko, po chwili wahania zdecydował się udzielić pomocy powstańcom. Wezwał natychmiast do swojej willi ministra lotnictwa Hermanna Goeringa i ministra wojny gen. Wernera von Blomberga i poinformował  ich o swojej decyzji,  polecając jednocześnie rozpoczęcie niezbędnych działań. O 1:30 pożegnał delegatów, zapewniając, że pomoc będzie większa, niż oczekiwał Franco i tylko on będzie jej beneficjentem.

Kalkulacja Hitlera była całkiem sensowna. Udzielając pomocy, liczył na to, że będąca dłużnikiem Niemiec Hiszpania udzieli w przyszłości pomocy w walce z Francją i Wielką Brytanią. Liczył też na surowce naturalne z hiszpańskich złóż, a także na osłabienie sił lewicowych w tej części kontynentu. Oczywiście, Führer miał nadzieję, że Franco odniesie szybkie zwycięstwo, a niemiecka pomoc pozostanie okryta tajemnicą. Operacja otrzymała kryptonim „Feuerzauber”, w nawiązaniu do twórczości Wagnera.

W związku z decyzją Hitlera, podsekretarz stanu w Ministerstwie Lotnictwa, gen. Erhard Milch powołał tzw. „Sonderstab W”, dowodzony przez gen. Helmutha Wilberga (mającego doświadczenie w tajnych operacjach jeszcze ze szkolenia pilotów w ZSRR),  który to miał kierować pomocą dla Franco. Zdecydowano, że Franco otrzyma 20 samolotów transportowych Junkers Ju-52 przerzuconych drogą powietrzną, natomiast 6 myśliwców Heinkel He-51, piloci, obsługa naziemna i 20 działek przeciwlotniczych 20 mm zostanie przetransportowanych drogą morską. W związku z tym utworzono dwie fikcyjne spółki – „HISMA”, która miała zajmować się dostarczaniem sprzętu, oraz „ROWAK”, mająca zajmować się dostarczaniem surowców z Hiszpanii w zamian za udzielaną pomoc. Warte wspomnienia tutaj jest to, że o ile pomoc innych państw dla rządu Republiki Hiszpańskiej była udzielana wyłącznie za natychmiastową zapłatę w złocie, o tyle pomoc dla Franco była kredytowana, lub polegała na wymianie barterowej, co stawiało powstańców w znacznie lepszej sytuacji.

Poprzednia
1 2 3 4 5 6 7 8

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Uchodźcy-Nachodźcy

Uchodźcy mają tu do odegrania zaledwie rolę lodołamacza, torującego drogę zgoła innym przybyszom – rolę buldożera wyrównującego plac pod całkiem inną konstrukcję.

Andrzej Urbański

Kto i dlaczego był oburzony

Prezydent Kwaśniewski postanowił uroczyście obejść dziesiątą rocznicą obrad Okrągłego Stołu i wydał w Pałacu wielką uroczystość. To było całkowicie zrozumiałe.