Polska i Świat

Pierwsza wojna z terrorem

Aleksander Piński

Pierwszy konflikt USA z muzułmańskimi państwami miał miejsce niedługo po ogłoszeniu niepodległości przez Amerykę w 1776 r. Przedstawiciele arabskich państw-miast z północnej Afryki takich jak Algier, Tunis czy Trypolis zaczęli porywać amerykańskie statki kupieckie, a ich załogi zamieniać w niewolników, motywując to tym, że ich religia nakazuje takie traktowanie „niewiernych”.

Amerykanie próbowali płacić okupy i daniny, w zamian za pokój i zwolnienie więźniów, ale powodowało to tylko eskalację żądań. Dopiero budowa amerykańskiej floty wojennej i wysłanie jej na Morze Śródziemne wraz z wojskową kampanią lądową na dłuższy okres rozwiązała problem arabskich bandytów.

Chrześcijańscy niewolnicy

W lipcu 1785 r. amerykański statek „Dauphin” z kapitanem Richardem O'Brienem napadnięto u wybrzeży Portugalii. Agresorem byli algierscy piraci na statku uzbrojonym w czternaście dział. Przeważający liczebnie bandyci szybko przejęli kontrolę nad amerykańską jednostką i zajęli ją w imieniu deja Algieru, jednego z tzw. berberyjskich miast-państw (czyli położonych na śródziemnomorskim wybrzeżu Afryki, pozostałe to m.in. Tunis i Trypolis). Załoga została zamieniona w niewolników, zakuta w kajdany i zmuszona do łupania skał w pobliskich górach od rana do nocy. Jak pisze Brian Kilmeade i Don Yaeger w książce „Thomas Jefferson and the Tripoli Pirates: The Forgotten War That Changed American History” (Thomas Jefferson i piraci z Trypolisu: Zapomniana wojna, która zmieniła amerykańską historię) podobny los spotkał także załogę innej amerykańskiej jednostki „Maria”, a do 1793 r. kolejnych dziesięć amerykańskich statków i ich załóg.

Problem wziął się stąd, że w 1783 r. po tzw. traktacie z Paryża, który zakończył rewolucję amerykańską, amerykańskie statki przestały być chronione przez brytyjską marynarkę. Także francuska marynarka, sojusznik USA z czasów wojny o niepodległość nie poczuwała się do obowiązku bronienia amerykańskich statków w związku z zakończeniem działań wojennych. A ponieważ nowe państwo nie miało własnej marynarki (ostatni statek „John Paul Jones” został sprzedany po zakończeniu wojny o niepodległość ze względu na wysokie koszty utrzymania i brak bezpośredniego zagrożenia kraju), to kapitanowie amerykańskich statków handlowych zdani byli tylko na siebie. W efekcie ubezpieczenie statków z USA kosztowało dwadzieścia razy więcej niż tych pływających pod banderą europejskich państw.

Mocarstwa płacą okup


Co więcej, nawet europejskie mocarstwa takie jak Wielka Brytania i Francja, choć posiadały silną marynarkę, zapewniały bezpieczeństwo swoim obywatelom płacąc coroczne daniny, oficjalnie określanie mianem „podarków”, przywódcom berberyjskich państw. Problem polegał na tym, że amerykańskiego budżetu nie było stać na takie łapówki (w 1800 r. szacowano, że kosztowałyby one 20 proc. rocznych przychodów państwa). Z drugiej strony handel z krajami południowej Europy był dla gospodarki USA w tym okresie kluczowy: jedna czwarta najważniejszego produktu eksportowego Nowej Anglii (region USA na północnym wschodzie kraju składający się z sześciu stanów: Maine, New Hampshire, Vermont, Massachusetts, Rhode Island i Connecticut) – suszonego solonego dorsza – trafiał właśnie tam, podobnie jak jedna szósta krajowego eksportu zboża oraz mniejsze ilości drewna i ryżu. A Ameryka potrzebowała pieniędzy na spłatę długów zaciągniętych na wojnę o niepodległość.

W tej sytuacji Amerykanie próbowali rozwiązać problem metodą dyplomatyczną. W 1786 r. ówczesny ambasador USA we Francji John Adams i ambasador USA w Wielkiej Brytanii Thomas Jefferson spotkali się w Londynie z posłem z Trypolisu Rahmanem Adżą. Amerykańscy dyplomaci próbowali zaapelować do poczucia moralności Adży i zapytali go, jak usprawiedliwia on ataki na kupców z państwa, które niczego złego im nie uczyniło. Ten odpowiedział, że według świętej księgi – Koranu – członkowie wszystkich narodów, które nie uznały proroka to grzesznicy, których wierni mieli prawo i obowiązek grabić i zniewalać. A gdyby zginęli w czasie tych działań, to pójdą do raju – wyjaśniał poseł z Trypolisu. Po tej rozmowie Thomas Jefferson stał się zwolennikiem siłowego rozwiązania problemu berberyjskich piratów. Uważał, że nawet gdyby płacili łapówki, to nie ma żadnej gwarancji, że bandyci dotrzymają danego słowa. Jego zdaniem jedynym rozwiązaniem było zbudowanie przez USA floty, która ciągle patrolowałaby wody w okolicach berberyjskiego wybrzeża. Jefferson policzył, że koszt utrzymywania marynarki będzie niższy niż zsumowane koszty okupów, łapówek i strat poniesionych przez kupców.

Polowanie na Amerykanów

Mimo że od 1789 r. Thomas Jefferson był sekretarzem stanu w administracji prezydenta George'a Washingtona, to nie mógł pokonać oporu wśród amerykańskich polityków przeciwko budowie własnej floty. Prezydent Washington miał świeżo w pamięci ogromne koszty, jakie poniesiono w związku z zakończoną w 1783 r. wojną o niepodległość z Wielką Brytanią i uważał, że USA nie powinny angażować się w żadne konflikty zbrojne (stąd deklaracja neutralności USA z 1793 r.). Jednak wieloletni lobbing Jeffersona przyniósł w końcu skutek.

Przyczynił się do tego list, jaki w październiku 1793 r. Jefferson otrzymał od amerykańskiego konsula w Lizbonie. Pisał on, że nowa flota ośmiu algierskich statków, w tym cztery fregaty i bryg (statek z dwoma masztami i tzw. ożaglowaniem rejowym) uzbrojony w dwadzieścia dział, pływała w okolicach Gibraltaru, poszukując amerykańskich statków, które mogliby zaatakować. A zatem amerykańscy kupcy przestali być tylko przypadkowymi ofiarami, takimi, na które akurat trafili piraci, ale stali się ofiarami, których Algierczycy z zamysłem poszukiwali. „Nie zmrużyłem oka, od kiedy usłyszałem o tym diabelskim planie. Kolejni korsarze na Atlantyku, niech Bóg nas ochroni” – pisał zrozpaczony konsul.

Po burzliwej debacie w kongresie przegłosowano, a 27 marca 1794 r. prezydent USA George Washington podpisał „Ustawę o stworzeniu marynarki wojennej” (ang. Act To Provide a Naval Armament” ), która umożliwiała zlecenie budowy sześciu fregat, czterech z 44 działami i dwóch z 36 za kwotę 689 tys. USD (stanowiła ona 9,6 proc. budżetu federalnego, cały budżet USA to było wówczas 7,1 mln USD). Jednak minęły kolejne trzy lata, zanim pierwszy zamówiony statek opuścił stocznię, a w tym czasie kontynuowano starania, by sprawę rozwiązać dyplomatycznie i uwolnić więzionych Amerykanów. I na początku wydawało się, że wydatki na zbrojenia mogły okazać się zbędne.

Joel Barlow amerykański ambasador w Trypolisie obdarował deja diamentowymi pierścieniami, wysadzanych klejnotami tabakami, luksusowymi dywanami i innym dobrami wartymi ok. 27 tys. USD (a więc 4 proc. kosztu budowy sześciu statków amerykańskiej floty), które przywiózł z Francji. W efekcie udało mu się doprowadzić do zwolnienia amerykańskich niewolników, w tym tych ze statku „Dauphine”, porwanych prawie dwanaście lat wcześniej. Następnie wraz z innymi amerykańskimi konsulami z regionu wynegocjował, że koszt pokoju z muzułmańskimi piratami Maroko, Trypolisu, Tunisu i Algierii wyniesie, w gotówce i różnych dobrach, prawie milion dolarów, a więc jedną ósmą rocznego budżetu rządu USA. Rząd jednak nie dysponował taką kwotą i musiała ona zostać pożyczona od bankierów we Włoszech i Portugalii, co generowało dodatkowe koszty.

Jankesi upokorzeni


W 1800 r. zwodowany trzy lata wcześniej amerykański statek „George Washington” jako pierwszy amerykański wojenny okręt w historii przekroczył Cieśninę Gibraltarską i znalazł się na Morzu Śródziemnym. Co prawda, zadaniem kapitana Williama Bridgesa było dostarczenie okupu Algierczykom, ale nie bez powodu dostawę zrobiono okrętem wojennym. Skoro już wydano pieniądze na flotę wojenną, chciano, by przywódcy berberyjskich piratów wiedzieli, że mają do czynienia z krajem, który może się bronić i by nie przesadzali w swoich żądaniach. Dodatkowo problem polegał na tym, że dostarczono tylko część umówionego okupu, a reszta miała zostać dosłana później. Tak więc okręt wojenny miał dać do myślenia dejowi Algieru, by nie reagował zbyt ostro.

Amerykanie rozładowali „dary”, wśród których były dębowe i sosnowe deski, cyna i pudełka z gwoździami. Najcenniejszej rzeczy, czyli złota i srebra brakowało. Kapitan O'Brien zgodnie ze zwyczajem umówił się na audiencję u władcy Algieru, by okazać mu szacunek. Kiedy Bobba Mustafa dowiedział się, że okup nie jest taki jak się umawiali, oświadczył: „Płacicie mi daninę. A zatem jesteście moimi niewolnikami i w związku z tym mogę wydawać wam rozkazy według mojego uznania”. Następnie władca wydał rozkaz, by amerykański okręt wojenny zawiózł jego ambasadora wraz z dworem do Konstantynopolu, stolicy Imperium Ottomańskiego, którego zwierzchność uznawały berberyjskie państwa i któremu same płaciły daninę.

Kapitan O'Brien zaczął protestować, zwracając uwagę, że zawarte traktaty nie pozwalały statkom wojennym na świadczenie takich „usług”, a poza tym nie otrzymał takich rozkazów od swoich zwierzchników. Amerykanin jednak nie mógł sobie pozwolić na niewykonanie rozkazów deja, ponieważ nieopatrznie pozwolił algierskiemu pilotowi, by skierował jego statek do doku, na który zwrócone było dwieście dział fortecy. Gdyby więc próbowali wymknąć się z portu bez wykonania rozkazów władcy, statek zostałby rozniesiony na strzępy.

Tak więc O'Brien wysłał za pośrednictwem innego okrętu wiadomość do swoich zwierzchników, gdzie się udaje i przyjął na pokład ambasadora, około stu osób jego „dworu”, kolejnych stu niewolników, a także prezenty dla sułtana z Konstantynopola, m.in. 150 owiec, 25 krów, cztery konie, cztery lwy, cztery tygrysy i cztery antylopy (statek był przeznaczony tylko dla 220 członków załogi). Trudno wyobrazić sobie większe upokorzenie niż zamienienie dumy militarnej potęgi Ameryki w pływające zoo. Na dodatek tuż przed odpłynięciem dej zarządził, by zdjąć amerykańską flagę z masztu i powiesić na nim flagę Algieru. Co więcej, przez dwadzieścia trzy dni podróży kapitan musiał dostosować się do rozkładu modlitw pasażerów, tak by w ich trakcie, pięć razy dziennie, statek skierowany był w stronę Mekki. Po dowiezieniu pasażerów na miejsce kapitan O'Brien miał stwierdzić: „Mam nadzieję, że już nigdy nie zostanę wysłany z daniną do Algieru, chyba że będę miał prawo „podarować” im zawartość luf naszych dział”.

Dyplomaci całują po rękach

Kiedy amerykańska opinia publiczna dowiedziała się o upokorzeniu marynarki wojennej, wybuchł skandal. Jakby tego było mało, basza z Trypolisu zażądał dodatkowej daniny (225 tys. USD oraz 10 tys. USD z okazji śmierci George'a Washingtona, w sumie jedną trzecią tego, ile kosztowała budowa sześciu okrętów wojennych), pomimo tego, że w podpisanym przez obie strony (władze USA i baszę) traktacie wyraźnie zapisano, iż takie podwyżki nie mogą mieć miejsca. Basza wyznaczył także sześciomiesięczny termin, w którym jego żądania miały zostać spełnione, w przeciwnym razie zagroził... wypowiedzeniem wojny USA, którego dokonał 11 maja 1801 r. jednocześnie symbolicznie ścinając maszt w konsulacie USA, na którym zawieszona była flaga kraju. Zbiegło się to z wyborem w 1801 r. na prezydenta Thomasa Jeffersona, zwolennika zbrojnego rozwiązania problemu muzułmańskich piratów. Zadecydował on o wysłaniu czterech amerykańskich okrętów wojennych na Morze Śródziemne: „President”, „Philadelphia”, „Essex” i „Enterprise” wraz z żołnierzami piechoty morskiej (ang. US Marine Corps). Na razie nie po to, by atakować, ale odpierać ewentualną agresję na amerykańskie statki handlowe i dać w portach berberyjskich władców pokaz siły, który miałby sprawić, że stonowaliby swoje żądania.

Amerykanie do końca nie mogli się zdecydować jaką politykę prowadzą, ponieważ jednocześnie z wysłaniem okrętów dyplomatyczną drogą zaproponowano baszy z Trypolisu, czy zadowoli się dodatkowymi 10 tys. USD, którą to propozycję ten odrzucił. Niedługo później amerykańscy dyplomaci stacjonujący w Tunisie zostali wezwani przez deja. Przybyli do jego pałacu i stanęli przed jego obliczem. Chwilę stali w milczeniu, aż wreszcie jeden ze służących warknął do nich: „Całować rękę deja!”, co też ci pospiesznie zrobili. Jeden z  Amerykanów, którzy całowali rękę deja zanotował później w swoim dzienniku: „Czy ktokolwiek może uwierzyć, że temu wywyższonemu brutalowi daninę płaci siedmiu królów Europy, dwie republiki, podczas gdy jego cała morska siła składa się z dwóch rzędów statków?”.

---------------------------------
Czytaj całość w najnowszym numerze "Historii Bez Cenzury"

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Viktor Kozaryk

Wesołe miasteczko „Czarnobyl”

Miejsce największej katastrofy nuklearnej XX wieku stało się atrakcją turystyczną.

Andrzej Urbański

Kto i dlaczego był oburzony

Prezydent Kwaśniewski postanowił uroczyście obejść dziesiątą rocznicą obrad Okrągłego Stołu i wydał w Pałacu wielką uroczystość. To było całkowicie zrozumiałe.