Historia

Skurczybyki z Bataanu

Andrzej Matowski

Pięć miesięcy i dwadzieścia osiem dni. Tyle czasu dokładnie trzy ćwierćwiecza temu heroiczny opór stawiali Japończykom amerykańscy i filipińscy żołnierze. W końcu jednak ulegli, a tysiące amerykańskich jeńców miało być symbolem wielkiego zwycięstwa Japończyków. Paradoksalnie, zdobywając Filipiny, Japończycy przegrali wojnę.

Filipiny to duży archipelag na Pacyfiku, obejmujący ponad 7 tys. wysp w trzech grupach: Luzon na północy, Mindanao na południu i Visayas w centrum. W 1521 r. hiszpański odkrywca Ferdynand Magellan przyłączył je do Hiszpanii, jednak kolonizacja rozpoczęła się dopiero w 1565 r., gdy Miguel Lopez de Legazpi założył pierwszą europejską osadę – Cebu. W 1571 r. została założona Manila. Filipiny należały do Hiszpanii aż do końca XIX wieku, gdy wybuchło powstanie antyhiszpańskie, a do konfliktu włączyły się Stany Zjednoczone. W efekcie kontrolę nad Filipinami, jako terytorium zależnym, przejęły Stany Zjednoczone, które stopniowo poszerzały swobodę, a następnie w 1934 r.  nadały 10-letnią autonomię, po czym Filipiny miały otrzymać pełną niepodległość.

Strategiczne położenie Filipin było w kręgu zainteresowań nie tylko USA. Japończykom bardzo zależało na zdobyciu archipelagu. Chcieli móc kontrolować żeglugę w tym rejonie, ale też stworzyć sobie możliwość przejęcia Holenderskich Indii Wschodnich, bogatych w surowce naturalne. Bardzo istotne było również uniemożliwienie Amerykanom wykorzystywania Filipin w charakterze bazy operacyjnej. Filipiny znajdowały się bardzo blisko ważnych dla Japończyków ośrodków: 1340 mil od Singapuru, 746 mil od Tajwanu i 912 mil od wybrzeży Wietnamu.

W celu zajęcia Filipin już 6 listopada 1941 r. powołano w Japonii  14. Armię, złożoną początkowo z trzech dywizji piechoty: 16., 48. i 56. oraz samodzielnej 65. brygady mieszanej. Oprócz tego miała dwa (4. i 7.) pułki pancerne wyposażone w czołgi Typ 89 i Typ 95, po pięć batalionów artylerii polowej i przeciwlotniczej, cztery kompanie przeciwczołgowe, batalion moździerzy oraz jednostki piechoty morskiej. Armię wsparto silnymi jednostkami saperów. 16. Dywizja była jedną z najlepszych w japońskiej armii, miała bowiem długie tradycje i duże doświadczenie bojowe, zdobyte podczas walk w Chinach, m.in. podczas oblężenia Nankinu i bitwach pod Xuzhou i Wuhan w 1938 r. 48. Dywizja z kolei była bardzo świeżą jednostką, sformowaną na Tajwanie i nie posiadała żadnego doświadczenia bojowego. 56. Dywizja została później podporządkowana 16. Armii i wzięła udział w walkach o Holenderskie Indie Wschodnie. Całość sił liczyła – wg różnych źródeł – od 43 do 100 tys. żołnierzy.

Dowódcą armii został gen. Masaharu Homma – bardzo zdolny oficer, żywiący głęboki szacunek do świata Zachodu, bowiem spędził osiem lat jako attaché wojskowy w Wielkiej Brytanii, a w 1918 r. służył we Francji przy Brytyjskim Korpusie Ekspedycyjnym. Po I wojnie światowej ponownie trafił do Wielkiej Brytanii, a w 1937 r. został adiutantem brata samego cesarza. W latach 1938 – 40 w Chinach blokował zagraniczne koncesje w Tientsin, a następnie został dowódcą Armii Formozy. Miał duszę poety i pasjonował się sztuką, a podkomendni nazywali go „Generałem Poetą”.

Plan Japończyków zakładał lądowanie w dwóch miejscach. 48. Dywizja miała lądować w Zatoce Lingayen w północno-wschodniej części Luzonu, 16. zaś – w Zatoce Limayen, w południowej części. Do wsparcia ataku oddelegowano 3. Flotę adm. Ibo Takahashi, wspartą przez dwie eskadry niszczycieli i zespół krążowników z 2. Floty adm. Nobutake Kondo oraz lotniskowiec „Ryujo” z 1. Floty Powietrznej. Siły te łącznie liczyły: lotniskowiec, po pięć krążowników ciężkich i lekkich, 29 niszczycieli, dwa tendry wodnosamolotów oraz mniejsze jednostki, jak trałowce i ścigacze torpedowe. Wsparcie z powietrza zapewniały – poza samolotami floty – maszyny z 11. Floty Powietrznej. Łącznie do dyspozycji Japończycy mieli 541 samolotów wszystkich typów.

Sytuacja obrońców była znacznie gorsza, bowiem Amerykanie długo ignorowali możliwe zagrożenie ze strony Japonii. Dopiero w lipcu 1941 r. powołano Siły Amerykańskie na Dalekim Wschodzie (USAFFE), na których czele stanęła przyszła sława amerykańskiej armii – gen. Douglas MacArthur. Oczywiste jest, że w kwestii obronności Filipin decydujący głos należał do Amerykanów, którzy podzielili obszar na 10 dystryktów wojskowych. USAFFE liczyły w końcu lipca 22 532 żołnierzy, z czego połowa była Filipińczykami. Głównym komponentem była Dywizja Filipińska, licząca 10,5 tys. ludzi i złożona była w większości z tzw. Filipińskich Zwiadowców, czyli Filipińczyków służących pod komendą Amerykanów. Jednostka była dobrze wyszkolona i wyekwipowana; liczyła trzy pułki: 31., 45. i 57., wsparte dwoma pułkami artylerii i dodatkowym batalionem piechoty z 43. pułku. Była to bez wątpienia najlepsza z jednostek amerykańskich na Filipinach. Departament Filipiński został wzmocniony w październiku 1941 r. przez 8,5 tys. żołnierzy USAAF, jednostki Gwardii Narodowej (sformowane w 200. pułk artylerii nadbrzeżnej) oraz dwa bataliony – 194. i 192. – czołgów lekkich M3 „Stuart”. Po wzmocnieniu siły amerykańskie liczyły 31 095 żołnierzy, z czego blisko 12 tys. Filipińczyków. Ponadto, w skład sił wchodziły także jednostki armii filipińskiej, liczącej 10 dywizji i ok. 100 tys. żołnierzy, mobilizowanych od początków września 1941 r. Większość żołnierzy filipińskich przeszła krótkie, pięciotygodniowe szkolenie. Niektóre dywizje miały niepełne stany, bo brakowało im poborowych. Wiele jednostek nie posiadało zaś artylerii, środków transportu i innego wyposażenia. Osiągnięcie gotowości bojowej zakładano dopiero na lipiec 1942 r. Na Filipinach znajdowały się tylko dwie stacje radiolokacyjne w Iba i Nichols Field. Bazy lotnicze (było ich łącznie siedem) nie dysponowały natomiast dostateczną obroną przeciwlotniczą, ponieważ większość środków trafiła na Corregidor – wyspę u wejścia do Zatoki Manilskiej. MacArthur prosił też o dostarczenie nowej broni strzeleckiej, w tym karabinów samopowtarzalnych M1 Garand, znacznie lepszych od używanych powtarzalnych enfieldów i springfieldów, ale do inwazji japońskiej dostarczono ich zaledwie 8 tys.

Poprzednia
1 2 3 4 5 6 7

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Bohaterowie spod ciemnej gwiazdy

Powiedz mi, jakich czcisz bohaterów, a powiem ci, kim jesteś – w przypadku Polaków ta zasada sprawdza się doskonale. Nasz „narodowy panteon” znakomicie obrazuje zamęt duchowy i dezorientację intelektualną, w jakiej utrzymywani jesteśmy od pokoleń – o zgrozo, także przez własnych dziejopisów.

Grzegorz Braun

Kto kręci Wałkiem?

Lech Wałęsa rzeczywiście może traktować płatną współpracę z esbekami jako przelotny epizod o relatywnie niewielkim znaczeniu – na tle swej całożyciowej lojalności wobec bezpieki wojskowej.