Historia

Zrujnowali Polskę

Jakub Wozinski

Najazd Szwedów stanowił nie tylko polityczną katastrofę, ale przede wszystkim niespotykany wcześniej w Polsce akt grabieży i celowego niszczenia infrastruktury. W skali zniszczeń w naszym kraju potop dorównuje albo nawet przewyższa II wojnę światową.

Szacuje się, że pod koniec pierwszej połowy XVII wieku Rzeczpospolitą zamieszkiwało łącznie ok. 10 milionów mieszkańców. W 1670 r. było ich już zaledwie 7 mln, co oznacza ubytek aż 30 proc. obywateli. Co prawda w okresie tym miało miejsce powstanie kozackie, wojna z Rosją (wraz z utratą części Ukrainy) i rokosz Lubomirskiego, lecz najwięcej ofiar pochłonął potop szwedzki. Dla porównania: w czasie II wojny światowej straciło życie ponad 6 milionów Polaków, co stanowiło ok. 22  proc. ówczesnej liczby ludności. Najazd Szwedów był więc proporcjonalnie bardziej krwawy niż ostatnia wojna, choć nie wiążemy go dziś z ogromnymi ofiarami w ludziach.

Dzieło zniszczenia dokonane przez potop najłatwiej zaobserwować śledząc losy polskich miast, które do tej pory kwitnące, zdołały się podnieść w większości dopiero w XIX wieku. Z większych miast Szwedom nie udało się zająć jedynie Gdańska i Lwowa, ale wiele spośród najważniejszych grodów zostało praktycznie zrównanych z ziemią. W Poznaniu najpierw Szwedzi doszczętnie spalili przedmieścia, a gdy później miasto zajęły wojska brandenburskie, spaliły 14 kościołów i 5 klasztorów. W całej Wielkopolsce w wyniku wojen z połowy XVII wieku ludność miejska zmniejszyła się o 60–70 proc., a wiele miast na zawsze straciło wówczas prawa miejskie, gdyż nie potrafiły podnieść się z gruzów. Region ten ucierpiał bardziej niż inne przede wszystkim dlatego, że przez jego terytorium wielokrotnie maszerowały wojska polskie, szwedzkie, jak i brandenburskie. W efekcie miasta Wielkopolski utraciły w czasie całego konfliktu aż 62 proc. zabudowań.

Odbiciem wielkiego ciosu, jaki stanowił dla Polski potop szwedzki była m.in. liczba ludności Gdańska. Jeszcze w 1650 r. liczył on 77 tys. mieszkańców, a pod koniec XVII wieku zaledwie 55 tys. Warto pamiętać, że metropolia nad Motławą nie została zajęta przez obce wojska, lecz jej kondycja była ściśle uzależniona od losów całej Rzeczpospolitej. W 1653 r. przez Gdańsk wyeksportowano 53 tys. łasztów zboża, podczas gdy w 1659 r. zaledwie 514 łasztów. Po zakończeniu potopu produkcja zbożowa w całym kraju nie przekraczała już 40 proc. poziomu przedwojennego. Gdański port w praktyce nigdy już nie odzyskał dawnej pozycji i wpływów, stając się ostatecznie miastem o drugorzędnym znaczeniu nad Bałtykiem (z czasem wyprzedził go szwedzki a potem pruski Szczecin).

Mocno ucierpiały także wsie, które padały łupem wiecznie nieopłaconych armii. Przykładowo, w dobrach królewskich w województwie kaliskim w 1661 r. liczba gospodarstw spadła aż o 39,6 proc. w porównaniu do 1616 r. Braki ludnościowe rekompensowano później osadnikami m.in. z Holandii i Niemiec, lecz liczba ludności wiejskiej odzyskała swój potencjał dopiero pod koniec XVIII wieku. W całej Polsce brakowało narzędzi i sprzętu rolniczego. W wielu regionach kraju gospodarka rolna, na dobrą sprawę, cofnęła się o kilka wieków, gdyż ponownie sięgnięto po dwupolówkę, polegającą na naprzemiennej uprawie pól. Jednocześnie silnie odczuwano brak zwierząt gospodarskich – na Mazowszu pogłowie spadło nawet o 30 proc.

Antykatolicka krucjata

Historycy omawiający potop szwedzki względnie rzadko podejmują temat przyczyn, dla których Szwedzi dokonali tak brutalnego najazdu. Czasami wskazuje się na to, że bardzo groźny dla Polski precedens stworzyła wcześniejsza wojna trzydziestoletnia (1618–1648), w której zginąć mogło nawet 11 mln osób, a której negatywnymi bohaterami byli właśnie Szwedzi, którzy przystępując do konfliktu w 1630 r., wsławili się szczególnym okrucieństwem i bestialstwem.

Wyjaśnienie to jest tylko częściowo prawdziwe. W XVII wieku wojska przestawały opierać się wyłącznie na najemnikach i coraz częściej gromadziły jednostki walczące w imię idei. W przypadku Szwedów jednym z głównych motywów walki był czynnik religijny: luterańska Szwecja pałała nienawiścią do katolickiej Polski, a Polacy również nie kryli się ze swoją niechęcią wobec innowierców.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Krzysztof Galimski

Pistolet Pulemiot Szpagina wz. 1941

Nic tak nie cieszy jak seria z pepeszy.

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.