Historia

Enver Pasza - Portret niespełnionego bohatera

Andrzej Nowicki

Kim właściwie był jeden z największych awanturników XX wieku – Enver Pasza?

Enver Pasza należy do tych awanturniczych postaci, z którymi historia obeszła się nader okrutnie. Został jednym z ojców-założycieli współczesnej Turcji, a wdzięczni rodacy okrzyknęli go nowym Napoleonem Bonaparte. Następnie stał się zbrodniarzem wojennym, bo jego polityczne i militarne błędy unicestwiły nieomal tureckie państwo. W końcu musiał uciekać z kraju, a gdy postanowił powrócić w aureoli zdobywcy Azji, jego ziemski los zakończyła bolszewicka szabla.

Młodoturek

Enver Pasza, a właściwie Ismail Enver, znany także jako Enver Bej i Ali Bej urodził się w 1881 r. Miejscem narodzin był Stambuł, ówczesna stolica wielonarodowego państwa otomańskiego. Przyszedł na świat w rodzinie drobnego urzędnika kolejowego, z pochodzenia etnicznego Turka, matka zaś była Albanką. Genealogia rodziny Enverów to dobry przykład struktury społecznej imperium tureckiego. Założyciel rodu był z pochodzenia Gagauzem wyznania prawosławnego, który ożenił się z dwórką krymskiego chana. Gdy w XVIII w. Krym zdobyła Rosja, uciekł wraz z tatarską arystokracją do tureckiej Mołdawii, skąd jego potomkowie emigrowali najpierw do Anatolii, a potem do Stambułu. Po drodze skoligacili się z Czerkiesami, bo takiej narodowości była jedna z prababek naszego bohatera. Enver był trzecim dzieckiem w rodzinie i jak wielu chłopców z ubogiej warstwy społecznej nie miał wielkiego życiowego wyboru. Mógł pójść w ślady ojca, lub zostać zawodowym wojskowym. Imperium zawsze potrzebowało wielkiej armii, dlatego po ukończeniu szkoły realnej Enver zdał egzaminy do liceum wojskowego w bałkańskim Monastyrze. Podobno nie wykazywał się ani pilnością, ani uzdolnieniami naukowymi, dlatego był uważany za typowego średniaka. Mimo to, po ukończeniu szkoły w stopniu podporucznika kontynuował naukę w Akademii Sztabu Generalnego. W 1903 r. opuścił na dobre sztabowe ławy i już w stopniu kapitana odbywał służbę liniową w Macedonii, kolejnej prowincji rozległego sułtanatu.

Na początku XX w. imperium tureckie było państwem rozległym geograficznie, choć w coraz większym stopniu jedynie na mapie. Od dłuższego czasu ustrój oparty na autokratycznej władzy dziedzicznego sułtana domagał się reform. W latach 80. XIX w. siły modernistyczne wymogły na dworze konstytucję, jednak wykorzystując armię, sułtanowi udało się zawiesić ustawę zasadniczą i przerwać reformy ustrojowe. Wszystko działo się na oczach Europy, a jako że był to czas bezwzględnych potęg kolonialnych, słabnące w oczach imperium stało się łakomym kąskiem. Dyplomacje mocarstw nazywały Turcję chorym człowiekiem Europy i szykowały się do jej rozbiorów. Petersburg chciał Dardaneli i Bosforu, bo kontrola cieśnin czyniła z Morza Czarnego wewnętrzne jezioro Rosji, dając jej marynarce wojennej swobodę pływania po Morzu Śródziemnym. Carowie chcieli także tureckiej stolicy twierdząc, że Stambuł to nadal prawosławny Konstantynopol. Przemianowany na Cargrad (Miasto Miast) miał zostać stolicą nowego państwa zjednoczonych Słowian bałkańskich, powstałego oczywiście pod rosyjskim protektoratem. Z kolei tureckie Bałkany liczyły na niepodległość wywalczoną przez rosyjską armię, w obawie, że zostaną siłą włączone do Austro-Węgier. Wiedeń od dawna pretendował do zajęcia europejskiej części Turcji. Do wojny o tureckie prowincje w Afryce Północnej szykowały się Włochy, na gwałt poszukując sposobu wejścia do elitarnej ligi mocarstw kolonialnych. Na dodatek Egipt był tureckim tylko formalnie, bo faktycznie był okupowany przez Wielką Brytanię. Zbliżał się więc czas podjęcia kluczowych decyzji wewnętrznych, jeśli Turcja chciała pozostać suwerennym państwem.

W takim momencie dziejów na scenie politycznej pojawił się Ismail Enver, który w 1906 r., już jako majo,r stał się sympatykiem reformatorskiego ugrupowania Zjednoczenie i Postęp. Taki status konspirował jedynie udział w nielegalnej organizacji wojskowej o nazwie Ojczyzna i Wolność. Enver przygotowywał i brał aktywny udział w zamachach terrorystycznych na wysokich urzędników Macedonii.

Poprzednia
1 2 3 4 5

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.