Historia

Kamikadze po niemiecku: dywizjony szturmowe Luftwaffe

Piotr Korczyński

Goebbels w swoim starannie prowadzonym dzienniku zanotował: „Nasi samobójczy piloci nie odnieśli dzisiaj tak bardzo oczekiwanego sukcesu…”.

Któż nie słyszał o japońskich pilotach-samobójcach wbijających się swymi samolotami w pokłady amerykańskich lotniskowców, by zatrzymać inwazję na wyspy japońskie? Nazwano ich Kamikadze – Boski Wiatr – od nazwy tajfunu, który w 1281 r. niespodziewanie zniszczył flotę mongolską wiozącą wojska inwazyjne Kublaj-chana. Jednak w przeciwieństwie do potężnego żywiołu, eskadry na ogół słabo wyszkolonych młodych pilotów niewiele uczyniły szkód nieprzyjacielskim okrętom. Jedynie początkowo psychologowie amerykańskiej marynarki wojennej mieli pełne ręce roboty, gdyż ataki kamikadze deprymująco wpływały na załogi. Z czasem i marynarze oswoili się z tą nową taktyką, gdy zobaczyli, jak bardzo jest nieskuteczna; niestety, takich samych wniosków nie wyciągnęło dowództwo japońskie, posyłając na bezsensowną śmierć kolejne zastępy patriotycznej młodzieży…

Mniej znany jest fakt, że pod koniec wojny także w armii III Rzeszy podjęto próbę sformowania i rzucenia na front oddziałów lotniczych „jednorazowego użytku”. I nie czerpano tutaj – wbrew pozorom – z wzorów dalekowschodniego sojusznika, lecz powrócono do doświadczeń z 1941 r. na froncie wschodnim. Wtedy to gromiona niemiłosiernie Armia Czerwona zaczęła wysyłać swych lotników na samobójcze misje. Najczęściej dochodziło do taranowania niemieckich bombowców (według źródeł sowieckich, wielu pilotów przeżywało takie ataki). Dochodziło też do formowania z jednostek Komsomołu dywizjonów, których piloci przysięgali, że będą niszczyć samoloty nieprzyjaciela taranując, je lub prowadząc atak „taran”. Atak ten polegał na zbliżeniu się myśliwca do maszyny nieprzyjaciela od tyłu na tyle blisko, by pokryte stalą śmigło „przecięło” jej ogon.

Niemieckie tarany

Do końca 1943 r. piloci Luftwaffe nie sądzili, że niedługo sami będą stosować te desperackie metody, by zniwelować rosnącą przewagę lotnictwa alianckiego. We wrześniu tego roku po raz pierwszy dowództwo niemieckie rozpatrywało plan powołania dywizjonów przechwytujących, przeznaczonych do atakowania z niewielkiej odległości i w razie konieczności taranujących samoloty wroga. Po długiej dyskusji, pod koniec roku przyjęto do realizacji wariant majora Hansa von Kornatskiego, który zaproponował stworzenie Sturmstaffeln (dywizjonów szturmowych), wyposażonych w mocno opancerzone samoloty przechwytujące o nazwie Rammjägers (Tarany). Pierwsza jednostka tego typu powstała na przełomie marca i kwietnia 1944 r. Oddano do jej dyspozycji zmodyfikowane Focke-Wulfy FW 190A-6, wyposażone w dodatkowe opancerzenie i cztery działka kalibru 20 mm oraz kilka Fw 190A-8/R7 z opancerzonymi krawędziami skrzydeł, ułatwiającymi atak taranujący. Początkowo bliskie ataki „szturmujące” okazały się tak skuteczne, że na ogół taranowanie było niepotrzebne.

Do jednej z większych akcji Sturmstaffeln doszło 2 listopada 1944 r. W tym dniu nad Niemcami pojawiło się blisko 1000 ciężkich bombowców amerykańskiej 8. Armii Lotniczej, eskortowanych przez 600 myśliwców P-51 Mustang i P-38 Lightning. Luftwaffe wysłało przeciw nim prawie 500 samolotów przechwytujących, w tym 61 Fw 190 z dwóch Sturmstaffelen. Według danych niemieckich Rammjägerzy zestrzelili 30 z 80 zniszczonych bombowców nieprzyjaciela. Doszło wtedy do jednego ataku taranowego – porucznik Werner Gerth po staranowaniu maszyny wroga zginął, gdyż nie otworzył mu się spadochron po kolizji z B-17.

Początkowo wszyscy piloci Sturmstaffeln byli ochotnikami, ale z czasem zaczęto składać propozycje służby w tych dywizjonach pilotom mającym na koncie kary dyscyplinarne. Za darowanie kar lotnik musiał przyrzec zniszczenie przynajmniej jednego bombowca w każdej z misji, nie wyłączając w razie konieczności taranowania. Karą za niedotrzymanie przyrzeczenia było oskarżenie o tchórzostwo. Wiosną 1945 r., gdy zaczęło brakować zarówno samolotów, jak i wyszkolonych pilotów, dywizjony szturmowe coraz częściej stosowały taktykę taranowania. Minister propagandy, Joseph Goebbels, zapisał w swoim pamiętniku pod datą 31 marca 1945 r.: „Rammjägers mają prowadzić teraz ataki samobójcze […]. Oczekujemy 90% strat […] ale przewidujemy ogromne sukcesy”. Sprawdzianem tych słów został dzień 7 kwietnia 1945 r., gdy przy akompaniamencie niemieckich marszów wojskowych emitowanych przez radio, 120 samolotów Fw 190 i Bf 109G Rammkommando Elbe majora Hajo Herrmanna ruszyło przeciwko 1000 superfortec i 800 eskortujących ich myśliwców, lecących nad północne Niemcy. W czasie trwającego 45 minut szaleńczego ataku taranowego Rammjägerów zniszczonych zostało osiem nieprzyjacielskich bombowców. Koszty tej akcji były ogromne: jedynie 15 Rammjägerów powróciło do swych baz w Stendal i Gardelegen; 28 pilotom udało się wyskoczyć ze spadochronami, a 77 zginęło lub zaginęło. Następnego dnia Goebbels zanotował: „Nasi samobójczy piloci nie odnieśli dzisiaj tak bardzo oczekiwanego sukcesu…”. Na szczęście nie musieli już ponawiać kolejnych prób.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Leszek Nowak

Narodowy bolszewizm

W kręgach antysemickiej prawicy Rosja po rewolucji stała się “nową Judeą”, ziemią podbitą i okupowaną przez Żydów.

Grzegorz Braun

FDR do denazyfikacji