Historia

Jak Żydzi i koty uratowali Polskę przed czarną śmiercią

Andrzej Nowicki

W XIV stuleciu pandemia dżumy uśmierciła jedną trzecią mieszkańców Europy, pustosząc cały kontynent. Jednym z nielicznych wyjątków było Królestwo Polskie, w którym epidemia przebiegała znacznie łagodniej.

Aby uzmysłowić sobie rozmiary średniowiecznego kataklizmu, niezbędne są podstawowe dane o przyczynach i przebiegu ówczesnej pandemii. Niekiedy suche fakty, a szczególnie liczby najlepiej przemawiają do wyobraźni. Świadczą także o ogromnym niebezpieczeństwie, przed jakim stanęło Królestwo Polski w chwili, gdy podnosiło się do życia po długiej niemocy dzielnicowego rozbicia. Można więc śmiało postawić tezę, że łagodny przebieg dżumy należał do tych czynników, które zadecydowały o niedalekiej świetności monarchii Piastów i Jagiellonów.

Czarna śmierć

Historia średniowiecznej pandemii jest do dziś przedmiotem naukowego sporu. Z badań wyłania się jednak dość klarowny przebieg wydarzeń.

Dla kontynentu Euroazji początek XIV w. oznaczał załamanie klimatu. Kończył się długotrwały okres ocieplenia, ustępując dziesięcioleciom chłodów. Tak więc głodne gryzonie i insekty dalekiej Pustyni Gobi ruszyły do ataku na ludzkie siedziby, dokonując prawdziwej inwazji na Chiny. Niestety, pustynni najeźdźcy byli nosicielami bakteryjnej choroby zakaźnej – dżumy. W pierwszym dwudziestoleciu XIV w. śmierć z jej powodu dotknęła  60 do nawet 90 proc. mieszkańców tego kraju.

Pech chciał, że ówczesny handel międzynarodowy pomiędzy Azją, Bliskim Wschodem i Europą dokonywał się lądowym Jedwabnym Szlakiem, a dalej Morzem Śródziemnym. Bele chińskiego jedwabiu i perskie dywany okazały się wręcz komfortowym środkiem lokomocji dla zarażonych dżumą pcheł i szczurów. Wiezione na grzbietach wielbłądzich karawan lub pod pokładami genueńskich galer gryzonie i insekty szybko przedostały się do Europy. Po drodze czarna śmierć zebrała kolosalne żniwo w mongolskim imperium Czyngizytów. Z nimi wiąże się zresztą alternatywna historia rozprzestrzeniania się choroby.

W 1346 r. czarna śmierć uderzyła w stolicę Złotej Ordy – Saraj, aby wraz z mongolską armią pojawić się w tym samym roku pod murami krymskiej twierdzy Kaffa. Tak zwano dzisiejsze miasto Teodozja, wówczas niezwykle dochodową kolonię, należącą do włoskiego państwa – miasta Genui. Zachowały się relacje z epoki, zgodnie z którymi napastnicy wystrzeliwali z katapult zarażone zwłoki swoich wojowników, bombardując Kaffę swego rodzaju bronią biologiczną. Co prawda, koczownicy zdziesiątkowani zarazą odstąpili od oblężenia, ale nieświadome niczego załogi genueńskich galer zawlokły epidemię dalej.

Choroba nie była dla Europy kompletnym novum. Około 542 r. n.e. miała miejsce tzw. pierwsza pandemia zwana dżumą Justyniana. Jej zarazki wyszły z Egiptu, atakując cały basen Morza Śródziemnego przez kolejnych 60 lat. Natomiast w latach 1346–1353 pandemia rozprzestrzeniła się na cały kontynent, zarażając po kolei mieszkańców Bizancjum, Półwyspu Apenińskiego, Hiszpanii, Francji, Anglii, Szkocji i Irlandii. Następni w śmiertelnym korowodzie byli Niemcy, którzy przekazali pałeczkę bakterii do Skandynawii, aż zaraza dotarła na Grenlandię, gdzie dżumę zatrzymał w końcu bezmiar Atlantyku.

Tyle, jeśli chodzi o suche fakty, bo liczba zmarłych to odrębna kwestia statystycznego sporu. Zgodnie z uśrednionymi danymi „skuteczność” średniowiecznej pandemii wahała się w granicach 30–50 proc. ówczesnej populacji świata, co wyraża się liczbą 60 mln ofiar śmiertelnych. W Europie najsilniej ucierpiała ludność miast włoskich, południowej Francji, wschodniej Anglii oraz Skandynawii. Gdy ówczesny papież Klemens VI zarządził liczenie mieszkańców Europy, wśród żywych zabrakło ponad 23 mln osób, czyli ok. 31 proc. populacji. Współczesne dane szacują liczbę ofiar na 35 proc. mieszkańców kontynentu.

Co najciekawsze, w Europie czarna śmierć uczyniła nieliczne wyjątki, do których należały pojedyncze miasta Francji, Czechy, a przede wszystkim Królestwo Polskie. Warto się przyjrzeć i zastanowić, co zadecydowało o łagodniejszym przebiegu choroby na naszym terytorium, bo, że dotarła także nad Wisłę i zebrała żniwo, nie ulega wątpliwości. A zatem pora na pytanie, czy ocalenie miało cudowny charakter, czy też było następstwem świadomej polityki króla Kazimierza Wielkiego? A może ratunek od średniowiecznego kataklizmu tkwił w wielu czynnikach, w tym pozornie niezwiązanych z chorobą?

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Jan Piński

Polska Bez Cenzury

Cenzura jest tak stara jak świat. W końcu na początku było słowo. Mylą się ci, którzy uważają, że w Polsce cenzura skończyła się wraz likwidacją słynnego urzędu przy ul. Mysiej w Warszawie, w kwietniu 1990 r.

Grzegorz Braun

1050 lat promesy cywilizacyjnej

Wraz ze Chrztem otrzymywali nasi przodkowie promesę na korzystanie ze wszystkich najwspanialszych skarbów cywilizacji opartej na dwóch filarach – nieznanych w innych kręgach cywilizacyjnych – rozdziale władzy świeckiej i duchownej i etyce bezwzględnej.