Historia

Tajemnica ojca Rockefellera

Aleksander Piński

Najbogatszy Amerykanin w historii wypierał się swojego ojca.

Ojciec najbogatszego Amerykanina w historii - Johna D. Rockefellera - pochowany jest pod fałszywym nazwiskiem na cmentarzu w niewielkim miasteczku Freeeport w stanie Illinois w USA. Rockefellerowie nigdy oficjalnie nie przyznali, że ten naciągacz, oszust, bawidamek i bigamista należał do ich rodziny.

Ojciec przyszłego potentata naftowego - William Avery Rockefeller - urodził się w 1810 r. w Granger w stanie Nowy Jork jako najstarszy (miał dziesięcioro rodzeństwa) syn farmera i biznesmena Godfreya Lewisa Rockefellera. Jego rodzina przybyła do USA kilka pokoleń wcześniej z terytorium dzisiejszego landu Niemiec Nadrenia-Palatynat (znajduje się na południowym zachodzie kraju). Rodzina matki - Lucy Avery - pochodziła z Anglii. Jak pisze Ron Chernow w książce „Titan. The Life of John D. Rockefeller Senior” (Tytan. Życie Johna D. Rockefellera Seniora) dziadek najbogatszego Amerykanina w historii nie potrafił zarabiać pieniędzy i rodzina musiała często przenosić się w poszukiwaniu lepszych możliwości zarobku. Godfrey nie radził sobie z przeciwnościami losu i często zaglądał do kieliszka, co wywołało u jego żony patologiczną wręcz niechęć do alkoholu, którą przekazała swojemu wnukowi (John D. Rockefeller był abstynentem i wielkim przeciwnikiem trunków).

Oszust od urodzenia

Młody William nie miał ochoty na towarzystwo rodziców i już jako nastolatek znikał z domu na całe miesiące, nie informując gdzie i na jak długo się wybiera. Przez całe życie kombinował jak zdobywać pieniądze bez ciężkiej, fizycznej pracy. Miał ku temu predyspozycje, ponieważ robił na ludziach dobre wrażenie. Był wysoki, jak na owe czasy (prawie 1,80 m wzrostu). Miał szeroką klatkę piersiową i wydatną szczękę, którą zakrywał gęstą brodą (dlatego nazywano go „dużym Billem”). Jednym z pierwszych jego trików, który zastosował jak miał ok. 25 lat, było udawanie, że jest głuchy i niemy, by wzbudzać w ludziach litość tak, by kupowali sprzedawane przez niego drobiazgi. Dodatkowo okłamywał klientów co do właściwości produktów, które sprzedawał. Jego rzekome kalectwo nie przeszkadzało mu w rozmowach z miejscowymi, które przeprowadzał, pisząc kredą na tabliczce.

Problemem Williama było to, że musiał ciągle mieć się na baczności, by nie trafić na ludzi, których wcześniej oszukał. Na przykład którejś soboty zapukał do domu diakona w miejscowości Deacon Wells i udając głuchego niemowę, przekonał jego i jego córkę, by go przenocowali. Kilka miesięcy później ta sama córka zauważyła „dużego Billa”, kiedy dyskutował zawzięcie z grupą ludzi. „Widzę, że mówisz znacznie lepiej, niż wtedy gdy się ostatnio widzieliśmy” - powiedziała mu. Na co ten odparł bez zażenowania: „Tak, trochę mi się poprawiło”. Aby uniknąć takich spotkań, William ciągle zmieniał miejsce pobytu. Dlatego swoją przyszłą żonę i matkę Johna D. Rockefellera seniora poznał na farmie jej ojca, która znajdowała się ok. 50 km na północny-zachód od miejscowości Richford, w której mieszkali wówczas jego rodzice i rodzeństwo.

„Duży Bill” lubił zwracać na siebie uwagę i zawsze chodził w kolorowych, obsypanych brokatem kamizelkach. Musiał zrobić wrażenie na Elizie, bo w jego obecności miała zadeklarować: „Wyszłabym za mąż za tego mężczyznę, gdyby tylko nie był głuchy i niemy”. Za to bardzo nie podobał się jej ojcu, który od początku ostro sprzeciwiał się związkowi. Zapewne dlatego, że nie widział w ciągle zmieniającym miejsce pobytu obwoźnym sprzedawcy odpowiedzialnego kandydata na męża dla swojej córki. On sam był dość zamożny (miał ok. 60 ha ziemi w hrabstwie Cayuga) i mógłby znaleźć dla niej lepszego adoratora. John D. Rockefeller opowiadał później, że jak na ówczesne czasy jego dziadek był bogaty. Wówczas za taką uważano osobę, która miała farmę na własność i 5–6 tys. USD oszczędności (równowartość dzisiejszych ok. 153 tys. USD). Tymczasem ojciec Elizy miał trzy-cztery razy tyle wolnych środków, czyli równowartość dzisiejszego pół miliona dolarów.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.

Leszek Nowak

Narodowy bolszewizm

W kręgach antysemickiej prawicy Rosja po rewolucji stała się “nową Judeą”, ziemią podbitą i okupowaną przez Żydów.