Historia

Niechciany symbol epoki

Tomasz Pichór

Symbolem rozwiązłości XVIII wieku stał się człowiek, który większość swojego dorosłego życia spędził we francuskich więzieniach, bez względu na to, czy rządzili Burbonowie, jakobini czy też Napoleon.

Gdyby  zwykły zjadacz chleba miał powiedzieć z kim najbardziej kojarzy mu się piękny wiek osiemnasty, to bez wątpienia padłoby nazwisko nie któregoś z wielkich monarchów, wodzów, filozofów czy artystów, lecz  de Sade. W Polsce, kiedy Jerzy Łojek wydał w latach siedemdziesiątych minionego wieku popularną książkę o francuskiej kulturze „wieku świateł” zatytułował ją „Wiek markiza de Sade”. Nazwisko francuskiego markiza stało się - co zapewne zdziwiłoby i samego de Sade’a i jemu współczesnych - powszechnie znanym i rozpoznawanym symbolem epoki, utożsamianej z rozpasanym libertynizmem, kiedy to „…mężczyźni zajęci byli tylko powiększaniem listy swoich kochanek, kobiety zaś zdobywaniem amantów z jak największym rozgłosem…” (cytaty w tekście za Jerzym Łojkiem). 

Młodzieniec z dobrego domu

De Sade urodził się w dobrej szlacheckiej rodzinie, jednak bez szczególnie arystokratycznych koneksji. Powodem do chluby był fakt, że wśród przodków znajdowała się Laura de Noves, słynna ukochana Petrarki.

Początki kariery de Sade’a były całkowicie typowe dla ludzi jego pokolenia i pochodzenia. Urodzony w 1740 r.,  dziesięć lat później, w 1750 r. trafia do kierowanego przez jezuitów kolegium Ludwika Wielkiego. Jednak już cztery lata później porzuca naukę (w wieku czternastu lat!) i w 1754 r. wstępuje do wojska. Bierze udział w wojnie siedmioletniej, którą kończy w randze kapitana francuskiej kawalerii.

Z wojska odszedł nie nawiązawszy właściwie żadnych relacji towarzyskich, które mogłyby zaowocować późniejszą karierą czy to na dworze, czy w armii. Wprost przeciwnie, za młodym markizem zaczęła się ciągnąć niebezpieczna opinia hulaki, utracjusza i – jakbyśmy to dziś powiedzieli – erotomana. Pierwsze oznaki tego, co de Sade’a interesuje najbardziej, pojawiły się jeszcze w 1757 r., kiedy miał po raz pierwszy wziąć udział w orgii. Swoje wyczyny powtórzył, w 1759 r., podczas kolejnego urlopu. Wyjście z wojska i koniec wojny oznaczały całkowite zatracenie się, już wtedy 23-letniego markiza, w rozrywkach oferowanych przez Paryż. Być uznanym za rozpustnika w XVIII-wiecznej Francji to jednak był wyczyn, trzeba to przyznać.

Od czego jednak rodzina? Zakłopotany prowadzeniem się syna, a także rodzinnymi finansami Jean-Baptiste François Joseph de Sade, ojciec naszego bohatera, zaaranżował małżeństwo z panną Renée-Pélagie de Montreuil, pochodzącą z rodziny o niezbyt dobrych koneksjach, ale za to bezsprzecznie bogatej. W maju 1763 r. młody de Sade został zaprezentowany w Wersalu i uzyskał zgodę Ludwika XV na ślub z wybraną przez ojca narzeczoną. Uroczystość odbyła się 15 maja, zaś w czerwcu markiz wynajął dla siebie pod Paryżem niewielki dworek, la petite maison, jak nazywają takie pałacyki Francuzi, gdzie zasobny w fundusze żony zaczął oddawać się swoim upodobaniom erotycznym.

Niesforny markiz

Wtedy właśnie możemy mówić o narodzinach „prawdziwego” markiza de Sade. Jego specyficzna sława, opierająca się na mniej lub bardziej prawdziwych opowieściach o orgiach i ich swoistym, pełnym przemocy charakterze, dotarła do stróżów prawa i porządku. Dbająca o dobre imię rodziny teściowa de Sade’a, madame de Montreuil postanowiła dać nauczkę niesfornemu zięciowi. Na prośbę rodziny Ludwik XV podpisał  rozkaz uwięzienia de Sade’a na zamku w Vincennes. I tak 29 października młody markiz znalazł się w więzieniu, które na przestrzeni lat będzie musiało stać się jego właściwym domem.

Tymczasem po dwóch tygodniach nadeszło uwolnienie, połączone z królewskim nakazem opuszczenia Paryża. Do stolicy de Sade mógł wrócić dopiero na wiosnę 1764 r., gdzie bez cienia skruchy kontynuował swój bulwersujący tryb życia. Latem 1765 r. wyjechał z niejaką panną de Bauvoisin, słynną paryską prostytutką, do rodowej posiadłości La Coste. Echa odbywających się tam imprez dotarły do rodziny. De Sade jednak lekceważył jakiekolwiek upomnienia. Pisał: „Niedelikatne są twoje wyrzuty, droga ciociu. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się tak dosadnych wyrażeń pod piórem mniszki. […] A co do tego pana, który cię o wszystkim powiadomił, to wiedz, że chociaż jest kapłanem, ma u siebie całą zgraję ladacznic i – wybacz, że posłużę się tym samym terminem, którego użyłaś w liście – jego zamek to nawet nie harem, to po prostu burdel. Przebacz więc moje wybryki, idę tylko za natchnieniem ducha rodzinnego, a jeśli mogę czegoś żałować, to tego jedynie, że się w takiej familii urodziłem. Niech mnie Bóg strzeże przed wszystkimi występkami i wariactwami, w które nasza rodzina obfituje; jeśli Bóg w łaskawości swojej dopuści, abym przyswoił sobie tylko niektóre z nich, będę się uważał niemal za wcielenie cnoty”.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Bohaterowie spod ciemnej gwiazdy

Powiedz mi, jakich czcisz bohaterów, a powiem ci, kim jesteś – w przypadku Polaków ta zasada sprawdza się doskonale. Nasz „narodowy panteon” znakomicie obrazuje zamęt duchowy i dezorientację intelektualną, w jakiej utrzymywani jesteśmy od pokoleń – o zgrozo, także przez własnych dziejopisów.

Kaczyński premierem jesienią

Jeszcze przed jesienią będziemy mieć nowy rząd – wynika z informacji „Polski Bez Cenzury”. Beatę Szydło zastąpi sam Jarosław Kaczyński. Czekają nas też inne zmiany personalne.