Historia

Operacja James Bond, czyli największa tajemnica II wojny światowej

Maciej Dębski

W grudniu 1972 r. podczas prac budowlanych niemal w centrum Berlina odnaleziono szkielety dwóch mężczyzn. W zębach obu szkieletów znajdowały się drobiny szkła, co wskazywałoby, że mężczyźni popełnili samobójstwo zażywając cyjanek potasu, którego ampułkę miał przy sobie każdy mieszkaniec bunkra Hitlera. Niemiecki sąd orzekł, że znalezione szkielety to szczątki Bormanna i Stumpfeggera. Sprawę można by uznać za zamkniętą, tyle, że... zbyt wiele się w niej nie zgadzało.

Nazywam się Bond. James Bond – oznajmiali kolejni przystojni (adekwatnie do akurat panujących kanonów męskiej urody) brytyjscy aktorzy. Seria filmów o agencie 007 niezmiennie bije rekordy oglądalności, chociaż jej przeciwnicy twierdzą, że żaden wywiad na świecie nie będzie posługiwał się agentem, po którym na kilometr widać, że jest agentem. James Bond istniał naprawdę – to amerykański... ornitolog. Nawiasem mówiąc, prawdziwy James Bond (1900-1989, zgodził się na wykorzystanie własnego imienia i nazwiska) w niczym nie przypominał swego literackiego imiennika, powołanego do życia przez Iana Fleminga (1908-1964), brytyjskiego pisarza i bibliofila. Fleming twierdził, że pracując nad pierwszą powieścią o agencie 007, czytał książkę prawdziwego Bonda. Wymowa imienia i nazwiska jej autora tak mu się spodobała, że je właśnie wybrał dla swego bohatera. Tyle wersja oficjalna. Ale jak to w życiu bywa, jest też ta nieoficjalna. Okazuje się, że Ian Fleming – autor książek szpiegowskich i... dla dzieci, zapalony bibliofil i ornitolog-amator miał swoje mroczne sekrety, a sam James Bond „narodził się” nie w roku 1953 na Jamajce, tylko w 1945 w drodze do oblężonego przez Rosjan Berlina, zaś jego „ojciec” pracę agenta służb specjalnych znał z autopsji. Zacznijmy jednak od początku.

Szpieg, który mnie kochał

Ian Fleming urodził się 28 maja 1908 r. w zamożnej dzielnicy Mayfair, w Londynie jako dziecko Valentine Fleming i Evelyn St. Croix Fleming. Kształcił się w elitarnym Eton College, a następnie w Sandhurst, równie elitarnej akademii wojskowej. Następnie uczył się niemieckiego w Kitzbühel w Sustrii, a później studiował na Uniwersytecie Monachijskim. Już wtedy najprawdopodobniej był związany z brytyjskim wywiadem wojskowym. Po ukończeniu edukacji zaczął pracować jako dziennikarz agencji Reutersa, a potem jako broker giełdowy w firmie Rowe and Pitman, w Londynie. Rzecz jasna wykonywana praca dawała mu niezwykle cenne w działalności agenturalnej możliwości – częste podróże i szerokie kontakty. Fleming korzystał z obu, np. w latach trzydziestych często wyjeżdżając do Niemiec i Austrii. Nawiązał w tym czasie wiele bliskich znajomości z zafascynowanymi nim kobietami, chociaż przyznać trzeba, że ujawnione dwa lata temu jego listy do licznych kochanek, brzmią co najmniej niepokojąco (Pragnąłbym też cię zranić, nie tylko dlatego, że zasłużyłaś, ale także po to, by cię okiełznać jak małe, dzikie zwierzątko – pisał do swojej austriackiej miłości, Żydówki z pochodzenia, Edith Morpurgo). Jeśli ktokolwiek zada sobie trud zbadania relacji Fleminga z kolejnymi kochankami, nie będzie miał żadnych wątpliwości, że James Bond postępuje dokładnie tak samo. Nie wiadomo, czy Fleming wykorzystywał łóżko do zdobywania potrzebnych mu jako agentowi informacji (nie ma co się łudzić, że przed wojną był tylko dziennikarzem – z „firmą” taką, jak brytyjski wywiad nie wiąże się od przypadku do przypadku); ta część jego życiorysu wciąż okryta jest tajemnicą. Wiadomo za to, że w 1939 r., w przededniu II wojny światowej, został powołany przez admirała Johna Godfreya,  szefa British Department of Naval Intelligence, na adiutanta. Co ciekawe, Fleming zakończył wojnę w randze komandora (odpowiednik pułkownika w wojskach lądowych). Trudno uwierzyć, że takiego stopnia dosłużył się li tylko planując potencjalne operacje szpiegowskie, mające na celu zmylenie przeciwnika. W sensacyjnej książce autorstwa Anthony Mastersa  (The Man Who Was M: The Life of Charles Henry Maxwell Knight) Fleming występuje też jako główny organizator akcji ucieczki Rudolfa Hessa z Niemiec w 1941 r. Podobno to jednak tylko fikcja literacka. Na pewno jednak tego nie wiadomo, zwłaszcza że istnieją wątpliwości co do tego, czy Rudolf Hess, który wystartował 10 maja 1941 r. z lotniska w Augsburgu to ten sam Hess, który wylądował w Szkocji. Wiadomo za to, że Fleming uczestniczył w operacjach brytyjskiego wywiadu, przeprowadzanych podczas II wojny światowej na terenie Stanów Zjednoczonych. Zajmowała się tym specjalna siatka szpiegowska o nazwie British Security Coordinantion, a jej głównym celem było wywołanie wśród amerykańskiej opinii publicznej nastrojów przychylnych wobec udzielenia Brytyjczykom pomocy, a docelowo – wciągnięcie USA do wojny, do czego kraj, zarabiający krocie na współpracy jego przedsiębiorców z... Hitlerem, wcale się nie palił. Czym dokładnie zajmował się Fleming w czasie swych misji w Nowym Jorku, nie wiadomo. Ale najbardziej tajemniczą sprawą, w którą miał być uwikłany, jest ucieczka z Berlina Martina Bormanna – najbliższego współpracownika Adolfa Hitlera.  Oficjalnie Bormann zginął 2 maja 1945 r. podczas próby wydostania się z Berlina. Tyle że podobnie jak relacje o tym, co działo się w bunkrze Hitlera, ta oficjalna wersja jest  kłamstwem. A udział w jego spreparowaniu miał mieć właśnie Ian Fleming.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Leszek Nowak

Narodowy bolszewizm

W kręgach antysemickiej prawicy Rosja po rewolucji stała się “nową Judeą”, ziemią podbitą i okupowaną przez Żydów.

Kordian Kuczma

Rosjanka, która szpiegowała Einsteina

Głośna u zarania obecnej dekady Anna Chapman miała prekursorki o niejednokrotnie porywających życiorysach. Jedna z nich – córka prowincjonalnego prawnika i muza artystycznej elity – została żoną najwybitniejszego rosyjskiego rzeźbiarza swojego pokolenia, a w 1998 r. pojawiła się na ustach całego świata jako ostatnia miłość samego Alberta Einsteina...