Temat z Okładki

Seks i śmierć Piłsudskiego

Mateusz Milan

Naczelnika Polski zabiła choroba weneryczna.

Oficjalna wersja głosi, że Józef Piłsudski zmarł z powodu nowotworu wątroby. Wiele wskazuje jednak na to, że prawdziwa przyczyna zgonu Marszałka była inna, wersja zaś o raku była jedną z wielu (skutecznych) prób wybielenia życiorysu Piłsudskiego przez jego wyznawców. Po śmierci Komendanta sanacyjna elita próbowała na wszelkie sposoby zatuszować niewygodną prawdę o stanie zdrowia jednego z architektów powojennej Polski. Prawdziwa wersja stawia bowiem w złym świetle Marszałka i mogłaby utrudnić pośmiertne tworzenie mitu Piłsudskiego. Sanacyjni oficjele zrobili wiele, by zatuszować rzeczywistą przyczynę zgonu. Już w dniu jego śmierci podjęto pierwsze kroki, by prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego. Przez kilkadziesiąt lat od śmierci Marszałka (12 maja 1935 r.) pracowało wiele propagandowych machin, by z Piłsudskiego uczynić postać bez skazy. Do dziś zresztą wątki stanu zdrowia Józefa Piłsudskiego są przez apologetów tej postaci cynicznie bagatelizowane.

Czas ciężkich decyzji

Odpowiedź na pytanie o stan zdrowia Józefa Piłsudskiego w ostatnich latach jego życia jest nadzwyczaj istotna. Pierwsza połowa lat trzydziestych XX wieku to czas wymagający od rządzących podejmowania trudnych decyzji. Od czasu dojścia Hitlera do władzy w 1933 r. stało się jasne, że Europa znów zmierza ku wojnie. Szef NSDAP otwarcie krytykował ład ustalony na konferencji w Paryżu (1919–1920 r.), zbrojąc się przy tym na potęgę.

Na dynamicznie zmieniającą się sytuację na arenie międzynarodowej należało reagować szybko i zdecydowanie. Przede wszystkim jednak należało zadbać o stan armii; zmodernizować ją, dostosować do nowych technik prowadzenia wojny. Niestety, po śmierci Józefa Piłsudskiego okazało się, że Wojsko Polskie jest w tragicznym stanie. I to pod każdym względem – od morale żołnierza, po wyszkolenie i zaopatrzenie. Skalę zaniedbań potwierdziły pierwsze dni II wojny światowej, podczas których wojska niemieckie przetoczyły się jak walec przez polskie terytorium.

A przecież armia była oczkiem w głowie Komendanta. Jako dowódca zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920 r. doskonale wiedział, że tylko silne i sprawne wojsko jest gwarantem niepodległości. Jak zatem racjonalnie wyjaśnić fakt, że niektóre obszary wojskowości były w lepszym stanie na początku 20-lecia międzywojennego, aniżeli w przededniu II wojny?

Odpowiedź na to pytanie nie stawia w najlepszym świetle Józefa Piłsudskiego. Komendant z polskiego wojska urządził prywatny folwark – rozstawiał generałów po kątach, obrażał ich, podważał kompetencje, odrzucał wszelkie pomysły modernizacji armii. Najbardziej niewygodne osoby – a za taką należy uznać gen. Tadeusza Rozwadowskiego, z którego innowacyjnych rozwiązań korzystał chociażby Wehrmacht – ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Zamiast fachowcami, Piłsudski otoczył się ludźmi, którzy po jego śmierci nie zdali egzaminu z rządzenia państwem.

W tym kontekście warto zadać sobie kolejne pytanie – a może Piłsudski w swoich decyzjach wcale nie kierował się kryterium racjonalności? W książce pt. „Ostatnia Tajemnica Marszałka Piłsudskiego” jej autor, Marek Kamiński, stawia tezę tyleż szokującą, co jak najbardziej prawdopodobną. Otóż – jego zdaniem – Józef Piłsudski miał poważne zaburzenia psychiczne, które wynikały z dwóch przyczyn. Po pierwsze – zdaniem autora – Komendant był genetycznie obciążony skłonnościami depresyjnymi. Po drugie zaś, cierpiał na częstą w tamtych czasach kiłę trzeciorzędową. Choroba ta w swoim ostatnim stadium wpływa destrukcyjnie na podstawowe procesy psychiczne. Liczne relacje osób, które towarzyszyły Marszałkowi w jego ostatnich latach życia potwierdzają nie najlepszą (delikatnie mówiąc) kondycję psychiczną Piłsudskiego.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Viktor Kozaryk

Wesołe miasteczko „Czarnobyl”

Miejsce największej katastrofy nuklearnej XX wieku stało się atrakcją turystyczną.

Grzegorz Braun

Kondotier cudzej sprawy

Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych „bolszewików” swojej generacji – ale czyż „mieńszewicy” mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?