Historia

Kronikarz okupowanej Polski

Leszek Pietrzak

Bez dzienników doktora Zygmunta Klukowskiego nie moglibyśmy poznać tak dobrze okupacyjnej rzeczywistości i dramatu zwykłych ludzi.

Doktor Zygmunt Klukowski z niewielkiego Szczebrzeszyna na Zamojszczyźnie pozostawił po sobie nader bogatą spuściznę kronikarską. Jednak jego „Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny” jest dziełem absolutnie wyjątkowym. Ukazuje bowiem czas niemieckiej okupacji w sposób przypominający medyczną wiwisekcję, opisując okupacyjną rzeczywistość dzień po dniu, bez jakichkolwiek uprzedzeń.

Klukowski kreśli w swoim dzienniku przebieg kampanii wrześniowej 1939 r., proces powstawania organizacji konspiracyjnych, szczególnie aktywnych na Zamojszczyźnie, wysiedlenia miejscowej ludności i niewyobrażalną tragedię wysiedlanych. Szkicuje również rodzącą się na Zamojszczyźnie walkę z niemieckim okupantem, a potem niezwykle sugestywnie opisuje tragedię zamojskich Żydów. Pisze również o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów. Opisuje przy tym dziesiątki nieznanych zdarzeń, których nie znajdziemy nawet w opracowaniach zawodowych historyków. Robi to zupełnie odmiennym językiem od tego, jaki możemy spotkać w książkach na temat okupacji. Na pozór jest on chłodny i zdystansowany, ale jednocześnie niezwykle sugestywnie oddaje niewyobrażalny tragizm tamtych czasów i skomplikowane modele ludzkich postaw. Dziennik Klukowskiego bezspornie zaliczyć należy do czołówki gatunku. Nie ustępuje on w niczym zarówno „Kronice getta warszawskiego” Emanuela Ringelbluma, jak i „Kronice lat wojny i okupacji” Ludwika Landaua, które to dzieła zaliczają się do klasyki literatury czasów Holocaustu.

 „Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny” został wydany w 1958 r., a sam jego autor uhonorowany został nagrodą prestiżowego wówczas tygodnika „Polityka” (1959 r.). W następnych latach szybko o nim i jego dziele zapomniano. O Klukowskim i jego dzienniku zrobiło się po prostu cicho: Komunistycznym władzom nie podobało się jego praca. Nie tak miała wyglądać historia czasów niemieckiej okupacji, a Klukowski pokazał ją w swoim dzienniku bez jakiegokolwiek retuszu. Dopiero gdy upadł komunizm i nauka, w tym także ta historyczna, odzyskała prawdziwą wolność, „Dziennik” Klukowskiego wrócił do łask polskich naukowców. Jego dziełem zachwycili się w ostatnich latach także zachodni historycy, cytując go obficie w swoich opracowaniach, jako źródło wyjątkowej wagi. Przywołuje je brytyjski historyk Martin Winston w swojej niezwykle cennej monografii „Generalne Gubernatorstwo. Mroczne serce Europy Hitlera”, która opisuje wydarzenia, jakie działy się w okupowanej przez Niemców Polsce. Robią to także inni zachodni badacze zafascynowani dziennikiem Klukowskiego. Warto zatem przypomnieć losy doktora ze Szczebrzeszyna i jego równie ciekawą drogę życiową.

Zanim Hitler zawojował Europę

Zygmunt Klukowski urodził się w 1885 r. w rosyjskiej Odessie, gdzie jego ojciec Jordan Klukowski miał własną aptekę. Rodzina Klukowskich przeniosła się po pewnym czasie do Moskwy, gdzie młody Zygmunt ukończył gimnazjum i zgodnie z życzeniem ojca rozpoczął studia medyczne. Gdy w 1905 r. w Rosji wybuchła rewolucja, Klukowscy przenieśli się do Krakowa, gdzie Klukowski dokończył studia, uzyskując dyplom doktora nauk lekarskich. W Krakowie założył rodzinę, a jego wybranką została Helena Wojciechowska, koleżanka ze studiów. Tutaj też na poważnie zetknął się ze środowiskiem socjalistów z PPS i jego ideologią.

Zanim wybuchła I wojna światowa Klukowski ponownie wylądował w Rosji. Najpierw w rosyjskim Kazaniu, gdzie uzupełniał swoje studia medyczne. Potem jako lekarz pracował w dobrach należących do Radziwiłłów, położonych na terenie dzisiejszej Białorusi. W czasie Wielkiej Wojny jako obywatel imperium rosyjskiego został powołany do armii carskiej i jako lekarz służył w rosyjskich jednostkach operujących w rejonie Prus Wschodnich. Po raz pierwszy w swoim życiu mógł na własne oczy zobaczyć piekło wojny.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Uchodźcy-Nachodźcy

Uchodźcy mają tu do odegrania zaledwie rolę lodołamacza, torującego drogę zgoła innym przybyszom – rolę buldożera wyrównującego plac pod całkiem inną konstrukcję.

Grzegorz Braun

FDR do denazyfikacji