Historia

Wzloty i upadki generała Rayskiego

Kordian Kuczma

Mało kto wie, że jeden z twórców przedwojennego polskiego lotnictwa, generał Ludomił Rayski swoją karierę pilota wojskowego rozpoczynał w armii tureckiej podczas I wojny światowej.

Statystycznemu Polakowi nazwisko generała Ludomiła Rayskiego może nic nie mówić. Jak na drugoplanowego aktora historii Polski, jego dokonania spotykają się jednak z wyjątkowo skrajnymi ocenami. Dla swoich oponentów i PRL-owskich paszkwilantów był hitlerowskim agentem, który wysłał na śmierć setki lotników, odmawiając wyposażenia pilotowanych przez nich maszyn w spadochrony (sic). Z kolei jego legionowy dowódca generał Józef Kordian-Zamorski nazwał go w swoich pamiętnikach „rycerzem bez skazy”.

Jak często zdarza się w życiu, prawda leży mniej więcej pośrodku. Dowódca (przynajmniej nominalny) polskich sił powietrznych, z wielu powodów zasłużył na szacunek, jednak konfliktowy charakter sprzyjał obarczaniu go winą za niepowodzenia, za które w najgorszym wypadku był jedynie częściowo odpowiedzialny. Przy tym jego życiorys byłby fascynujący, nawet gdyby nie dosłużył się generalskich szlifów.

Tajemniczy rodowód

Pisarz i orientalista dr Jerzy S. Łątka w swojej książce „Lot ku gorzkiej sławie” zwrócił uwagę na wiele niejasności dotyczących korzeni i pierwszych lat życia Rayskiego. Jego ojciec Artur Teodor (na co dzień używał głównie drugiego imienia) prawdopodobnie był z wykształcenia leśnikiem i brał udział w powstaniu styczniowym. W 1877 r. służył w stopniu kapitana piechoty w niewielkim Legionie Polskim zorganizowanym do walki z Rosjanami u boku Imperium Osmańskiego.

Po tureckiej klęsce pracował jako inżynier kolejowy w bałkańskich prowincjach jego państwa, a ok. 1889 r. osiedlił się w Galicji. Wiele wskazuje na to, że prowadził tartak na Słowacji, pewne jest jednak tylko, że posiadał kilka majętności na terenie ziemi krakowskiej i kamienicę przy obecnej ulicy Pędzichów. W 1910 r. wzięty architekt Henryk Lamensdorf przebudował jej górne piętro na meczet z istniejącym do dziś minaretem. Mimo że w mieście krążyła nawet plotka, że Rayski ożenił się z piękną Egipcjanką, nie przesądza to faktu jego przejścia na islam. Pomysłodawczynią meczetu mogła być jedyna udokumentowana żona weterana Józefa, która chciała mu w ten sposób przypomnieć lata młodości.

Ze względu na rzadkość imienia, w wielu wojskowych dokumentach można spotkać błędny zapis: Ludomir Rayski, natomiast według zapisu w księdze chrztów parafii Radziechowice naprawdę brzmiało ono Ludmił. Utrwalenie się formy Ludomił było najpewniej związane ze słowackim etapem życia rodziny. Jako miejsce urodzenia ze względów prestiżowych oficer często podawał Kraków, jednak w rzeczywistości przyszedł na świat 28 grudnia 1892 r. w rodzinnej posiadłości Czasław w okolicach Wieliczki.

„Turek”

Chłopiec rozpoczął naukę w gimnazjum realnym w Krakowie, lecz w 1903 r. został przeniesiony, być może z racji sprawianych kłopotów wychowawczych, do Krosna. Tam dzięki zetknięciu z ekscentrycznym wynalazcą ziemianinem Adamem Ostaszewskim, zwanym „Leonardem ze Wzdowa”, po raz pierwszy zainteresował się lotnictwem. Po maturze w 1909 r. uzupełniał naukę na kursie krakowskiej Akademii Handlowej, a po roku zapisał się na Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Lwowskiej, który ukończył już po I wojnie światowej. W 1912 r. wstąpił do Związku Strzeleckiego, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Dwa lata później znalazł się w II batalionie Pierwszej Brygady Legionów Polskich. W jej szeregach przyjął pseudonim „Turek”, który nadali mu już koledzy z gimnazjum (bywał też nazywany przez nich „Lulu”).

Po odbyciu kampanii jesienno-zimowej (m.in. bitwy pod Krzywopłotami i Łowczówkiem), Rayski stanął przed wyborem pozostania w Legionach lub przyjęcia powołania do armii osmańskiej. Wbrew spotykanym opiniom, nie uciekł do niej, nie chcąc składać przysięgi na wierność cesarzowi Austro-Węgier, ani tym bardziej nie został skierowany nad Bosfor przez niemieckie dowództwo. Chciał pozostać wśród swoich, jednak wspomniany wyżej Zamorski dostrzegł w wyjeździe podkomendnego szansę zdobycia przez niego kwalifikacji, które mogą okazać się przydatne w niepodległej Polsce.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Uchodźcy-Nachodźcy

Uchodźcy mają tu do odegrania zaledwie rolę lodołamacza, torującego drogę zgoła innym przybyszom – rolę buldożera wyrównującego plac pod całkiem inną konstrukcję.

Grzegorz Braun

FDR do denazyfikacji