Wstępniak

Osobiste zesłanie

Aleksander Piński

Syberia dla Polaków” to najbardziej osobisty ze wszystkich tekstów, które pojawiły się na okładce „Historii Bez Cenzury”.

Osobisty dlatego, że w pierwszym transporcie przymusowych zesłańców, tym który 10 lutego 1940 r. wyruszył z Polski, znajdowali się mój Tata, Babcia i Dziadek.

Wysłano ich to Kazachstanu, skąd Dziadek już nigdy nie wrócił. Zmarł w 1944 r., choć wyjeżdżając, był zdrowym mężczyzną, w sile wieku. W Polsce pracował jako leśniczy w Lasach Państwowych, co było jednym z powodów wywózki. Takich jak on, leśników, było w pierwszym transporcie siedem tysięcy.

W rodzinie zostało po nim tylko jedno zdjęcie, medalik świętego Andrzeja Boboli i kilka listów, które pisał do żony i syna. Listy w większości pisane po rosyjsku, tak by cenzura mogła je sprawdzić. Z okładkowego tekstu można się więcej dowiedzieć o warunkach, jakie panowały na zesłaniu. Z rodzinnych opowieści wiem, że do przetrwania przyczyniło się to, że Babcia dobrze znała się na roślinach, ponieważ przed wojną studiowała ogrodnictwo w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Nie tylko mogła wyszukiwać jadalne rośliny, ale także sama je sadziła i uprawiała, uzupełniając nędzną dietę kazachskich stepów dla siebie i swojego syna, mojego Ojca.

To miało kluczowe znacznie, ponieważ 20 proc. z tych Polaków, których na rozkaz Stalina wywieziono w głąb Związku Radzieckiego, zmarło. A w pierwszej kolejności umierały właśnie dzieci, szczególnie te najmłodsze. Mój Ojciec w momencie wywózki miał niecałe dwa lata, tak więc był wśród tych, którzy mieli największe szanse nie przeżyć wywózki. Niewiele zatem brakowało, byście Państwo nie czytali dzisiaj tego tekstu.

O wywózkach Polaków do Związku Radzieckiego piszemy także dlatego, że śmiertelne żniwo tych akcji nie jest tak znane, jak w przypadku niemieckich zbrodni. Zapewne wynika to z tego, że Rosjanie, w przeciwieństwie do Niemców, ciągle grają rolę ofiary i nie biorą odpowiedzialności za swoje działania. Co najwyżej twierdzą, że „była wojna” i „wszystkim było ciężko”. To oczywiście prawda.

To nie zmienia faktu, że wywożono konkretnie wytypowane osoby, których władze radzieckie chciały się pozbyć. I warunki życia w czasie zsyłki pozbywaniu się niewygodnych ludzi sprzyjały. W Kazachstanie, do którego trafiła moja rodzina, Polaków rozmieszczano w gliniankach bez podłogi i mebli za to pełnymi pcheł, pluskiew i wszy. Wszystko to w miejscu, w którym zimą temperatura na dworze spadała do minus 50 stopni Celsjusza.

Obecnie mija 400 lat, od kiedy trafili tam pierwsi zesłańcy z naszego kraju. Miało to miejsce za czasów wojen Stefana Batorego z państwem moskiewskim. Ostatnia, miejmy nadzieję, że definitywnie, wywózka miała miejsce w czerwcu 1941 r., tuż przed atakiem Niemiec na Związek Radziecki (czyli można przypuszczać, że gdyby nie ten atak, wywózki by trwały). Przez 323 lata władze rosyjskie wywoziły nas na rosyjski „dziki wschód” i żyją jeszcze ludzie, którzy ostatnie wywózki pamiętają.

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Kondotier cudzej sprawy

Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych „bolszewików” swojej generacji – ale czyż „mieńszewicy” mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?

Stanislas Balcerac

Matecznik dla migrantów

Najazd imigrantów na Polskę nastąpi nie z zachodu i południa, tylko z północy.