Temat z Okładki

Syberia dla Polaków

Leszek Pietrzak

Stalinowskie deportacje zabiły więcej z nas, niż miało to miejsce w przypadku największego niemieckiego obozu koncentracyjnego – Auschwitz.

Wszelkie bilanse polskich ofiar w czasie II wojny światowej zawsze powodują spory. Głównie dlatego, że zazwyczaj dane, na których bazie chcemy ich dokonać, są niekompletne i mogą prowadzić do nieuprawnionych wniosków.

Pomimo podejmowanych od wielu lat wysiłków nadal nie mamy ostatecznego bilansu polskich ofiar w czasie II wojny światowej. Wprawdzie IPN przed kilku laty oszacował, że w wyniku okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej życie straciło od 5,47 mln do 5,67 mln polskich obywateli (prawie 3 mln to Polacy narodowości żydowskiej). Liczba ta, jak łatwo zauważyć, nie uwzględnia tych polskich obywateli, którzy zostali zamordowani w czasie wojny przez Sowietów. Takiej bowiem informacji nie mamy do tej pory, bo prowadzone w tym zakresie przez polskich historyków badania natrafiły na spore trudności. Rosyjskie archiwa zostały dla nich zamknięte, a oni sami są w Rosji, jak mogliśmy to zauważyć na przykładzie prof. Henryka Głębockiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, osobami niepożądanymi. Z kolei w przypadku Ukrainy prowadzone tam poszukiwania szczątków polskich ofiar z czasów II wojny światowej zostały przez stronę ukraińską kilka miesięcy temu wstrzymane. Jedynie w przypadku Białorusi istnieje szansa na podjęcie prac poszukiwawczych, ponieważ strona białoruska kilka miesięcy temu wyraziła na to zgodę. Wszystko wskazuje na to, że będziemy musieli jeszcze długo poczekać na warunki niezbędne do tego, aby ostatecznie dokończyć badania i przynajmniej oszacować liczbę Polaków zamordowanych w czasie wojny przez Sowietów. Nie znaczy to jednak, że na temat skali sowieckich zbrodni na Polakach w czasie II wojny światowej nie mamy obecnie żadnej wiedzy. Wprost przeciwnie: wiemy na ten temat całkiem sporo.

Skupmy się na dwóch momentach II wojny światowej, w których najczęściej dochodziło do zbrodni Sowietów na Polakach. Pierwszy z nich to okres od lutego 1940 r. do czerwca 1941 r., kiedy władze sowieckie wysiedlały polską ludność z Kresów Wschodnich, aby następnie deportować ją na Syberię i w inne odległe rejony Związku Sowieckiego. Z kolei drugi z nich to okres od lipca 1944 r. do wiosny 1945 r., kiedy Sowieci opanowali tereny tzw. Polski Lubelskiej i kiedy organizowali na nich deportacje Polaków w głąb Związku Sowieckiego.

Deportacje z Kresów

W nocy z 9 na 10 lutego 1940 r. rozpoczęła się pierwsza fala masowych deportacji obywateli polskich z Kresów Wschodnich. Objęła ona wówczas osadników wojskowych, służbę leśną oraz cywilnych polskich kolonistów, zamieszkałych na Kresach. Większość z nich trafiła do Kraju Krasnojarskiego, autonomicznej republiki Komi, a także do obwodów archangielskiego, swierdłowskiego i irkuckiego. Kolejna fala deportacji polskich obywateli z Kresów miała miejsce dwa miesiące później, czyli w kwietniu 1940 r. Objęła wówczas polskich urzędników, nauczycieli, sędziów, a także rodziny tych, których zakwalifikowano do pierwszej deportacji z lutego 1940 r. Docelowym rejonem ulokowania zsyłanych wówczas Polaków były tereny sowieckiego Kazachstanu. W czerwcu 1940 r. miała miejsce trzecia fala deportacji. Tym razem zagarnięto obywateli polskich, pochodzących ze środkowej i zachodniej części kraju, którzy po wybuchu wojny szukali schronienia na Kresach. Wywiezieni w czasie tej zsyłki trafiali najczęściej do obwodu archangielskiego, republiki Komi oraz do Kraju Ałtajskiego, Krasnojarskiego i Jakucji. Kolejna fala zsyłek zaczęła się 22 maja 1941 r. Tym razem objęła ona mieszkańców Małopolski Wschodniej. Do deportacji sowieckie władze zakwalifikowały kolejne grupy przedstawicieli naszych elit kresowych oraz rodziny tych, których deportowano już wcześniej. Kolejna fala miała mieć miejsce w czerwcu 1941 r. Sowieci nie zdążyli już jej zrealizować wskutek wybuchu wojny z III Rzeszą. Miała ona jednak ostatecznie oczyścić Kresy z obywateli przedwojennej Polski.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.