Historia

Pojedynek poety

Andrzej Nowicki

Minęło już blisko 200 lat od śmierci Aleksandra Puszkina w pojedynku, którego okoliczności dotąd otacza aura tajemnicy. Szerzej nieznane, choć nie mniej intrygujące są losy dzieci poety.

Biografia każdej z wielkich postaci historii podlega większym lub mniejszym retuszom. A jeśli chodzi o buntowników swojej epoki lub ludzi wyrastających ponad konwenanse, takie poprawki są wręcz obowiązkowe. Jak bowiem wychowywać i edukować przyszłe pokolenia na kontrowersyjnych przykładach? Taką postacią był niewątpliwie Aleksander Siergiejewicz Puszkin, w którym genialny umysł zmieszał się z ludzkimi przywarami oraz trudnym charakterem. Wszystko razem uczyniło go bohaterem kolejnych pokoleń Rosjan, pewnie na miarę Jamesa Deana czy Zbigniewa Cybulskiego, aby odwołać się do kanonów pop kultury XX w.

To wcale nie przesada, bo Puszkin nie tylko z trudem mieścił się w ciasnym gorsecie moralności pierwszej połowy XIX w. ale także wiecznie poszukiwał swojego miejsca i roli w społeczeństwie. Pochodził ze starego, choć niezbyt bogatego rodu ruskiej szlachty. Genealogia Puszkinów sięga naprawdę zamierzchłej przeszłości kijowskich Rurykowiczów i Wielkiego Nowogrodu. Na dodatek w jego żyłach płynęła ogromna domieszka afrykańskiej krwi. Pradziadkiem poety był Abraham Hannibal, czarnoskóry wasal tureckiego sułtana, który na przełomie XVII i XVIII w. znalazł się w Rosji Piotra I. Zrobił oszałamiającą karierę, od carskiego pazia, przez stopień generała, po szefa wojsk inżynieryjnych. Błękitna krew i zasługi otworzyły przed Hannibalem wrota elity cesarstwa, z czego skwapliwie skorzystał, koligacąc się z rosyjską szlachtą. Gdy w 1799 r. przyszedł na świat „Afrorosjanin” Aleksander Puszkin, był już dzieckiem majętnych rodziców, wywodzących się z korpusu oficerskiego i właścicieli ziemskich.

Babka, Maria Hannibal, w której posiadłości spędził wczesne dzieciństwo, nie kryjąc obaw, charakteryzowała wnuka, jako trzpiota o nader zmiennym nastroju i biegunowo skrajnym zachowaniu. Osobowość nie przeszkodziła w umieszczeniu przyszłego poety w najlepszej szkole ówczesnej Rosji, którą było liceum w Carskim Siole pod Petersburgiem. To była prawdziwa kuźnia kadr imperium, z której wyszła cała plejada ministrów, gubernatorów, dyplomatów i generałów. A także Puszkin, który po ukończeniu szkoły otrzymał posadę w ministerstwie spraw zagranicznych. Zgodnie z tabelą rang został sekretarzem kolegialnym, czyli urzędnikiem służby państwowej X kategorii, co odpowiadało statusowi porucznika lub kozackiego sotnika. Jak widać, carowie urządzali przyszłość swoich poddanych w najdrobniejszych szczegółach.

Zamiast jednak piąć się po szczeblach kariery, Puszkin wdał się w złe towarzystwo. Przystał do ludzi określanych w tym czasie mianem wolnomyślicieli. Inaczej mówiąc, związał się z towarzystwem literackim Arzamas, a potem Zielona Lampa. Problem w tym, że z tych samych kręgów pochodzili konspiratorzy marzący o monarchii konstytucyjnej lub wręcz republice. Ten okres poetyckiej twórczości Puszkina zaznaczył się więc wolnościowymi odami. Związki z dekabrystami, którzy w 1825 r. podjęli próbę zamachu stanu, kosztowały Aleksandra zesłanie. Jednak nie na Syberię, tylko do jeszcze bardziej nudnej pracy w administracji gubernatora prowincjonalnego Kiszyniowa. Od tego czasu Puszkin znalazł się w ewidencji tajnej policji cesarstwa. W uznaniu zasług literackich car Mikołaj I darował poecie karę i po osobistym spotkaniu zezwolił na powrót do stołecznego Petersburga. Niemniej jednak Puszkin do końca swoich dni znajdował się pod stałą obserwacją III Oddziału Tajnej Kancelarii oraz Korpusu Żandarmerii, choć trzeba przyznać, że car, pozostając pod wrażeniem poezji Puszkina, zawsze wybaczał i blokował ewentualne represje. Jak więc pisali przyjaciele poety, Mikołaj sprawował nad nim dyskretną opiekę.

Z drugiej strony, twarde zderzenie z polityką, a w jeszcze większym stopniu z rzeczywistością położyło cień na reszcie życia Aleksandra. Doszedł do wniosku, że jest bezsilny wobec panującego porządku społecznego, któremu nie może się przeciwstawić. Może to i dobrze, bo z tą chwilą jego talent rozkwitł i postanowił zawodowo parać się piórem.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Krzysztof Galimski

Pistolet Pulemiot Szpagina wz. 1941

Nic tak nie cieszy jak seria z pepeszy.

Kordian Kuczma

Rosjanka, która szpiegowała Einsteina

Głośna u zarania obecnej dekady Anna Chapman miała prekursorki o niejednokrotnie porywających życiorysach. Jedna z nich – córka prowincjonalnego prawnika i muza artystycznej elity – została żoną najwybitniejszego rosyjskiego rzeźbiarza swojego pokolenia, a w 1998 r. pojawiła się na ustach całego świata jako ostatnia miłość samego Alberta Einsteina...