Historia

Pupil tajemniczej damy

Katarzyna Gruc

Nie dorównuje popularnością Monie Lisie chyba tylko dlatego, że sławę tamtej przyniosło miejsce zamieszkania w Luwrze. Nie da się też ukryć, że chociaż „starsza” od Mony Lisy, jest od niej... ładniejsza. I jest nasza. Dama z łasiczką. Jak się okazuje, to obraz pełen zagadek, tajemnic i fascynujących historii. A więc kim jest najsłynniejsza polska dama?

Łasiczka, czyli gronostaj

Zwierzątko na portrecie spoczywa na łonie modelki, zasłaniając jej ciążowy brzuch swoim gibkim, miękkim ciałem i opierając się prawą łapką o lewą rękę modelki. Początkowo błędnie było określane jako łasiczka. Zostało zidentyfikowane jako gronostaj w szacie zimowej (czyli białej). Umiejscowienie gronostaja i fakt, że zasłania sobą portretowaną dziewczynę, był celowym zabiegiem. Gronostaj ukrywał ciążę swej właścicielki, a jednocześnie... wskazywał na siebie jako jej sprawcę. Tak się bowiem składa, że Ludovico był kawalerem Orderu Gronostaja. Było to prestiżowe wyróżnienie, więc Ludovico jemu współcześni nazywali „Ermellino”, czyli... Gronostaj. Zresztą sam zainteresowany wizerunku gronostaja używał jako swojego godła. A na wypadek, gdyby ktoś był zbyt domyślny, Leonardo zawsze mógł bronić się, że grecka nazwa gronostaja galé (koci) zawiera się w nazwisku Gallerani. Gronostaj na portrecie jest więc nawiązaniem do nazwiska modelki, a w ogóle to przecież gronostaj jest symbolem czystości i dziewictwa, więc jego obecność raczej sławi przymioty panny Cecylii. W dodatku gronostaj do gronostaja był średnio podobny i przez lata interpretowany jako łasiczka, a ta może być również pojmowana jako alegoria macierzyństwa, gdyż, zgodnie z sięgającą antyku tradycją, ułatwiała rozwiązanie.

Jak więc widać, Leonardo, portretując Cecylię Gallerani, pokazał więcej, niż pokazał. Zwłaszcza że jeśli się uważnie przyjrzeć „bohaterowi” portretu, to nie jest on zbyt wiernym odzwierciedleniem ani gronostaja, ani łasicy. W dodatku wydaje się, że jego łapki są pewnego rodzaju wariacją łap psa lub niedźwiedzia z innych szkiców Leonarda. Ba! Nawet „z pyska” gronostaj przypomina nieco „fizjonomię”... niedźwiedzia ze szkicownika Leonarda. I nie wynika to z braku umiejętności rysowania i malowania zwierząt. Dość wspomnieć jego studia koni czy kota. Pozostaje więc jedyna możliwość: sposób przedstawienia zwierzątka był całkowicie celowy i świadomy.

Warto też zwrócić uwagę na inne nowatorskie koncepcje zastosowane przez Leonarda: skręt ciała modelki, delikatne dotknięcie zwierzątka i równie delikatny jego ruch, sprawiające wrażenie dynamizmu, życia. W dodatku światło pada na portret jak z lampy u fotografa, uwypuklając postać kobiety i jej pupila. No i portret ma swoisty podpis Leonarda – splecione witki trzcin (wł. vin¬chi ), od których m.in. pochodziło nazwisko mistrza, a także przemalowane tło. Słowem, mnóstwo alegorii, tajemnic i wieloznaczności, jak to u Leonarda.

Z ziemi włoskiej do Polski

Po ukończeniu portret został sprezentowany i był własnością Cecylii Gallerani aż do jej śmierci w 1536 r. Jego dalsze losy są niejasne aż do 1800 r., kiedy pojawił się w Polsce. Stało się tak za sprawą księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, który kupił go w prezencie dla swojej matki, Izabeli Czartoryskiej, urządzającej akurat w tym czasie w Puławach pierwsze polskie muzeum. Obraz został wyeksponowany w tzw. Domu Gotyckim. Jednak nie była mu dana spokojna ekspozycja. W 1830 r. wybuchło powstanie listopadowe. Po jego upadku Czartoryscy w obawie przed grabieżą cennego dzieła wywieźli obraz do pałacu w Sieniawie i tam zamurowali w jednej z komnat. W tej kryjówce obraz pozostał do 1840 r., kiedy został wywieziony do Paryża, a konkretnie do Hôtel Lambert, gdzie na emigracji osiedlili się Czartoryscy. Przez blisko 30 lat tylko oni go oglądali. Na przełomie lat 70/80. XIX w. przenieśli swoją kolekcję do Krakowa. W 1876 r. Dama pokazała się publicznie w nowo otwartym Muzeum Czartoryskich. Tym razem zaznała spokoju nieco dłużej, bo aż do 1914 r., kiedy wybuchła I wojna światowa.

Dama na wojnie

W obawie przed działaniami wojennymi obraz został wywieziony do Drezna i tam poddany gruntownym badaniom, które potwierdziły jego autentyzm i tożsamość modelki. Do kraju wrócił w 1920 r. Rok był to niespokojny. Na szczęście Cud nad Wisłą uratował nie tylko Europę przed bolszewizmem, ale i Polskę przed masową grabieżą. Niestety, nie na długo. Wkrótce bowiem niespełniony malarz z wąsikiem skumał się z niedoszłym popem z wąsem i razem zgotowali Polsce prawdziwą Golgotę. Niemcy ustąpili miejsca bolszewikom, jeśli chodzi ilość zamordowanych ludzi, ale nie dali się prześcignąć w grabieży dzieł sztuki, zostając największymi ich złodziejami w dziejach ludzkości. Oczywiście jako naród porządny i poukładany mieli doskonale zaplanowane już przed wojną, co chcą ukraść. W Polsce, pośród tysięcy dzieł sztuki przeznaczonych do zrabowania znalazła się oczywiście i Dama z gronostajem. Odkryta w 1939 r. została nawet wywieziona do Berlina. Finalnie miała ozdobić ściany planowanego muzeum Hitlera w Linzu. Ponieważ była piękna i bezcenna, za łby wzięli się, walcząc o nią, dwaj niemieccy rabusie dzieł sztuki – tworzący wspomniane muzeum w Linzu dr Hans Posse, dyrektor drezdeńskiej Gemäldegalerie (tej samej, która przygarnęła Damę podczas I wojny światowej) i Kajetan Mühlmann – specjalny pełnomocnik ds. zabezpieczenia (czytaj: kradzieży) dzieł sztuki, który wywiózł ją do Berlina. Trzecim, który skorzystał na ich bitwie, był sam Hans Frank, który już pod koniec 1939 r. ponoć z poparciem samego Hitlera przywiózł Damę na Wawel, gdzie się wprowadził. Mniej więcej w tym samym czasie gen. Sikorski powierzył specjalną misję krakowskiemu historykowi sztuki, prof. Karolowi Estreicherowi. Na polecenie Naczelnego Wodza, Estreicher przez pięć lat tworzył katalogi zrabowanych dzieł sztuki, a gdy alianci wkroczyli do Niemiec, udał się na zajmowane przez nich tereny. 13 grudnia 1945 r. wszedł do willi Franka w Neuhaus. Znalazł tam Damę z gronostajem, wywiezioną przez generalnego gubernatora z Krakowa w styczniu 1945 r. Nie od razu jednak Damie było dane wrócić do Polski. Obraz był wszak prywatną własnością i ani rząd na uchodźstwie, ani sami właściciele nie palili się, by powierzyć go „bolszewikom”. Ostatecznie 26 kwietnia 1946 r. z Norymbergi w stronę polskiej granicy wyruszył specjalny pociąg, wiozący dzieła sztuki odzyskane przez Estreichera, wśród nich Damę z gronostajem. Ponieważ eskortowali go Amerykanie, mieli ogromne problemy z radzieckimi jednostkami, które usiłowały przejąć cały transport, a wtedy skierowaliby go znacznie dalej niż do Krakowa. Na szczęście losu tego udało się uniknąć. Transport dotarł do Krakowa, a Estreicher w mundurze majora Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie mógł zaprezentować odzyskaną dla Polski Damę. Później w ramach „podziękowania” usłyszał wiele gorzkich słów, bo przywiózł obraz do komunistycznego kraju, wbrew woli właścicieli. Na szczęście polscy komuniści, co by złego o nich nie powiedzieć, o Damę – najcenniejszy obraz w polskich zbiorach muzealnych, dbali.

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Jakubowski

Piosenkarka Dorota R. zatrzymana. Niebezpieczna kobieta „Pitbulla” przesłuchiwana przez policję

Piosenkarka Dorota R. została zatrzymana w środę rano – dowiedział się dwutygodnik „Bez Cenzury”.

Krzysztof Galimski

Pistolet Pulemiot Szpagina wz. 1941

Nic tak nie cieszy jak seria z pepeszy.