Historia

O jeden lincz za daleko

Aleksander Piński

Jak jeden prawnik zniszczył Ku Klux Klan.

Śmierć za śmierć

Powszechnie uważano, że jest to jedynie formalność, ponieważ w latach 80. sytuacja, by pochodzący z wyborów sędzia nie posłuchał „woli ludu”, czyli zdania przysięgłych, nie zdarzała się. A jednak sędzia Braxton L. Kittrell zdecydował się skazać Henry’ego Haysa na karę śmierci. Kiedy morderca usłyszał wyrok, nawet nie drgnął. Żaden mięsień na jego twarzy nie wykazał, że coś poczuł. Za to matka Michaela Donalda, która była wtedy na sali, zaczęła płakać.

Hays został przeniesiony do celi śmierci w więzieniu Holman znajdującym zaraz za granicami miasteczka Mobile.

Zanim jednak do skazania Haysa doszło, sprawą morderstwa Michaela Donalda zainteresował się Morris Dees, zamożny prawnik, który zbił fortunę na prowadzeniu sklepu wysyłkowego. W 1969 r. zdecydował się go sprzedać za równowartość dzisiejszych 30 mln USD ( 120 mln zł) i założyć za te pieniądze kancelarię adwokacką, która walczyłaby pro bono z łamaniem praw człowieka. Nazwał ją Southern Poverty Law Center (Południowe Centrum Prawa dla Niezamożnych). Już w 1975 r. magazyn „Time” określił Deesa „drugim najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Alabamie” (zaraz po jednym federalnym sędzim). Kiedy w czerwcu 1983 r. Dees przeczytał o aresztowaniu Knowlesa i Haysa za morderstwo na tle rasowym, wiedział już, że chciałby, by jego organizacja była zaangażowana w tę sprawę. Prawnik zadzwonił do czarnoskórego senatora Michaela Figuresa i poprosił go o pomoc w dotarciu do matki Michaela Donalda, Beulah Donald. Chciał poprosić ją o wyrażenie zgody na wytoczenie w jej imieniu procesu cywilnego Ku Klux Klanowi o odszkodowanie za zamordowanie jej syna. 14 czerwca 1984 r. Dees złożył w sądzie federalnym w mieście Mobile pozew cywilny o odszkodowania w wysokości 10 mln USD przeciwko United Klans of America i kilku wybranym członkom tej organizacji. Oczywiście prawnik zdawał sobie sprawę z tego, że organizacja nie miała tylu pieniędzy, ale uważał, że wyrok na wysoką kwotę powinien nadać rozgłosu sprawie i zadziałać odstraszająco.

 Dees  nie zdawał sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo się naraża. Cztery dni po złożeniu pozwu znany z liberalnych poglądów dziennikarz radiowy Alan Berg został zastrzelony na podjeździe swojego domu. Dees zaczął nosić ze sobą wszędzie pistolet Beretta i chodzić z ochroniarzem. Ochroniarzy zatrudniono także w siedzibie SPLC oraz w domu prawnika (ochrona kosztowała 20 tys. USD miesięcznie i była największym kosztem ponoszonym przez SPLC). Środki ostrożności okazały się uzasadnione.

Zaledwie kilka dni po złożeniu pozwu, w sierpniu 1984 r. w siedzibie SPLC pojawił się Louis Beam, Wielki Smok Teksańskich Rycerzy Ku Klux Klanu wraz z dwoma towarzyszami twierdząc, że „chce przeprowadzić wywiad” z Deesem. Ludziom Klanu pokazano drzwi, a Dees zbytnio nie przywiązywał wagi do tego incydentu, dopóki miesiąc później nie dowiedział się od agentów FBI, którzy otrzymali tę informację od informatora policji z Klanu, że jego życie jest poważnie zagrożone. Potencjalnymi zabójcami mieli być członkowie Ku Klux Klanu, ci sami ludzie, którzy zabili dziennikarza Alana Berga.

Znalazło to swoje potwierdzenie podczas comiesięcznego spotkania Klanu. W jego trakcie przywódca rasistów, Robert Shelton oświadczył, że Dees jest „człowiekiem, którego nie potrzebujemy”. Ta sugestia w praktyce działania Klanu oznaczała wyrok śmierci na prawnika. Dees jednak starał się prowadzić w miarę możliwości normalne życie. Było to jednak trudne. 3 grudnia 1984 r. strażnicy na ranczu Deesa trafili na dwóch mężczyzn, którzy na widok ochroniarzy rzucili się do ucieczki. Kiedy kilka tygodni później przygotowywał się do świąt wraz z 14-letnią córką Ellen, nagle w radio ochroniarza, który znajdował się z Deesem w domu, odezwał się głos: „Jezus Chryste, ktoś tam jest! Słyszycie mnie? Dwóch mężczyzn w kamuflażu; mają kałasznikowa albo inny karabin!” - mówił jeden ze strażników, który był na zewnątrz. Dees złapał Berettę, a Ellie wzięła swój pistolet kaliber 22, którego obsługi nauczył ją ojciec. Ostatecznie zabójcy zostali spłoszeni i uciekli, ale córkę prawnika kosztowało to mnóstwo nerwów. „Dlaczego bierzesz takie sprawy, tatusiu? Dlaczego nie możesz być zwykłym prawnikiem jak wszyscy inni?” - zapytała.

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.

Paweł Zarzeczny

100 historii na 100-lecie

Legia Warszawa obchodzi właśnie 100-lecie istnienia. Byłem jej żołnierzem, serio, takim w mundurze, z karabinem jak trzeba, i piłką przy nodze i rakietą tenisową w ręce, w prawej…