Felietony

1050 lat promesy cywilizacyjnej

Grzegorz Braun

Wraz ze Chrztem otrzymywali nasi przodkowie promesę na korzystanie ze wszystkich najwspanialszych skarbów cywilizacji opartej na dwóch filarach – nieznanych w innych kręgach cywilizacyjnych – rozdziale władzy świeckiej i duchownej i etyce bezwzględnej.

1050. Rocznica Chrztu Polski zaowocowała w mediach szeregiem „wrzutek”, których autorzy (resp. redaktorzy i wydawcy) z zapałem godnym sowieckich politruków usiłowali rzecz zmanipulować, zbagatelizować i unieważnić. Każdy chwyt okazuje się dobry, by zasiać niepokój w sercach i zamęt w głowach odbiorców, Bogu ducha winnych, a najczęściej niezbyt biegłych w wykładzie dziejów ojczystych – którym stosunkowo łatwo zaimponować może erudycją publicysta niekoniecznie nawet z profesorskim tytułem. Jakiż bowiem jest w populacji odsetek (promil?) Odbiorców zdolnych do weryfikowania śmiałych aż do absurdu reinterpretacji Thietmara czy Galla? Co bardziej zdeterminowani „rewizjoniści” z ewidentną satysfakcją wypominają Dobrawie niepewność jej stanu panieńskiego, a Mieszkowi jego siedem wcześniejszych żon i ogólnie wątpliwą reputację, a także brak dowodów na szczerość i trwałość konwersji (skoro w archiwach państwowych brak metryki Chrztu Św. i nie zapisano imion rodziców chrzestnych – sic). Do klasycznego repertuaru należy też kwestionowanie datowania – że przecież u Długosza 965, nie 966 – z czego dla laika wynikać ma podejrzenie, że może i w innych zasadniczych sprawach „katole” mijają się z prawdą… Podobnie działać ma redukowanie Mieszkowego wyboru do politycznego utylitaryzmu – zgodnie z retoryką ćwiczoną już za Gomułki. Słowem, odbywa się akcja obliczona na bulwersowanie maluczkich obrazoburczymi rewelacjami, których znakomita większość znana jest od dawna historiografii, a co do istoty sprawy – niczego nie zmienia.

To zresztą w postpeerelowskich mediach „głównego ścieku” norma – zawsze, kiedy normalni Polacy świętują daty ważne w kalendarzu liturgicznym czy narodowym, wówczas w opacznym duchu odzywają się etatowi funkcjonariusze jednej czy drugiej „gwiazdy śmierci”, a wtórują im wynarodowieni abnegaci i pożyteczni idioci z ochotniczego zaciągu. Ze strony głównych ośrodków masowej dezinformacji np. na Boże Narodzenie, Wielkanoc i Boże Ciało bankowo spodziewać się możemy jakichś pseudonaukowych rewelacji o odkryciu kolejnego „grobu Chrystusa”, lub/i najświeższych, nie cierpiących ani dnia zwłoki doniesień o przejawach nieobyczajności w życiu kleru i laikatu. Na tym tle, trzeba przyznać, jubileusz 1050-lecia potraktowany został i tak ulgowo – na jednym z centralnych portali przywitano go zaledwie doniesieniem o „korkach w centrum Poznania”, a na czołówki przebił się tylko tamtejszy hierarcha, którego słabość do płci tożsamej wykorzystała kiedyś operacyjnie peerelowska bezpieka. Z drugiej strony mało kto zauważył – a odnotowała tylko część mediów „reakcyjnych” – istotny skandal, jakim okazało się daleko posunięte wypranie oficjalnych obchodów z ducha Tradycji katolickiej i „dożynkowy” styl w doborze repertuaru („Jesus Christ Superstar” jako główne „wydarzenie artystyczne” – sic).

Zwłaszcza to ostatnie „wydarzenie” ujawniło bezmiar ignorancji i złego gustu nawet po stronie tych, którzy powinni przynajmniej dobrze wiedzieć, co właściwie świętują. A skoro zabrakło głębszej świadomości i adekwatnej wrażliwości po stronie elity – to któż ma tłumaczyć „dołom”, co się dokonało na naszych ziemiach dziesięć i pół wieku temu? Kto ma przypomnieć o wyborze cywilizacyjnym, jaki został wówczas dokonany? Najwyraźniej nie robią tego w porę ani nauczyciele historii, ani katecheci – podporządkowani tej samej politpoprawności, która nie pozwala zrozumieć, ani tym bardziej chlubić się skarbami łacińskiej cywilizacji. Zaleca za to brednie od „wielonarodowości” i „wieloreligijności” jako rzekomych źródłach wielkości Rzeczypospolitej. Jakoś łatwiej przychodził konstruowanie „patriotycznych narracji” związanych z wydarzeniami o bardziej jednoznacznie politycznym, czy wręcz militarnym charakterze – w rodzaju Cudu nad Wisłą, czy Powstania Warszawskiego. W porównaniu z tamtymi rocznicami jakże smutny jest brak inwencji i nieledwie cisza w eterze teraz właśnie, gdy mowa ma być o tym pierwszym, najważniejszym punkcie zwrotnym w naszych narodowych dziejach. Już nawet abstrahując od najważniejszego tu wymiaru duchowego, nie mówi się z odpowiednim rozgłosem, ani w doprawdy stosownych superlatywach nawet o świeckich „zyskach” z Mieszkowego wyboru – tak wielkich, że aż trudnych do przecenienia.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

1050 lat promesy cywilizacyjnej

Wraz ze Chrztem otrzymywali nasi przodkowie promesę na korzystanie ze wszystkich najwspanialszych skarbów cywilizacji opartej na dwóch filarach – nieznanych w innych kręgach cywilizacyjnych – rozdziale władzy świeckiej i duchownej i etyce bezwzględnej.

Grzegorz Jakubowski

Piosenkarka Dorota R. zatrzymana. Niebezpieczna kobieta „Pitbulla” przesłuchiwana przez policję

Piosenkarka Dorota R. została zatrzymana w środę rano – dowiedział się dwutygodnik „Bez Cenzury”.