Polska i Świat

Bałtycki poker Putina

Leszek Pietrzak

Rosja zgromadziła w rejonie Morza Bałtyckiego takie siły, że może zamknąć dostęp do niego wszystkim innym krajom.

Rosja chce, aby Morze Bałtyckie było strefą jej wyłącznych wpływów. Dlatego wysyła NATO czytelne sygnały, że nie zgodzi się na wzmocnienie sił sojuszu w tym rejonie.

Od kilkunastu miesięcy mamy do czynienia  z rosyjskimi prowokacjami na obszarze Morza Bałtyckiego. W oficjalnym komunikacie, jaki litewskie ministerstwo obrony przedstawiło 2 maja poinformowano, że tylko w ostatnim tygodniu siły powietrzne NATO stacjonujące w krajach bałtyckich przeprowadziły, aż pięć operacji, których celem było przechwycenie rosyjskich samolotów wojskowych w międzynarodowej przestrzeni powietrznej Morza Bałtyckiego. Pierwszy z opisanych incydentów miał miejsce 26 kwietnia. Rosyjski Su-27 nie odpowiadał na jakiekolwiek wezwania z litewskiego centrum ruchu lotniczego. Brak reakcji rosyjskiego samolotu był powodem alarmu w bazie lotniczej NATO w Szawłach, z której wystartowały amerykańskie myśliwce mające przechwycić rosyjskiego intruza. Zaledwie dzień później samoloty z litewskiej bazy musiały ponownie wystartować, aby tym razem przechwycić rosyjskiego Iła -38, który przeznaczony jest do zwalczania okrętów podwodnych.  28 kwietnia myśliwce stacjonujące w Szawłach startowały nawet dwukrotnie, aby przechwycić lecące z Kaliningradu rosyjskie samoloty: Ił - 18 i Ił – 38, zaś następnego dnia (29 kwietnia), aby przechwycić rosyjskiego Iła – 20, który wykonywał swoją szpiegowska misję.

USA postanowiły skierować do Moskwy oficjalny protest w tej sprawie. Amerykanie uznali, że działania pilotów rosyjskich samolotów są jawną prowokacją  wobec NATO i stanowią naruszenie istniejących przepisów międzynarodowych, głównie  dotyczących bezpieczeństwa.  W ocenie Amerykanów najgroźniejszy  był przypadek z 26 kwietnia, kiedy rosyjski Su-27 wykonał bardzo niebezpieczny manewr nad jednym z amerykańskich samolotów. Amerykanie postanowili zaapelować do Rosji, aby ta nie eskalowała  napięcia w rejonie Morza Bałtyckiego.

Nieudany test rakiet Patriot

Zdecydowanie najgłośniejszą prowokacją, jakiej dopuściły się rosyjskie samoloty nad Bałtykiem była ta, do której doszło   12  i 13 kwietnia. Nad płynącym po wodach międzynarodowych  amerykańskim niszczycielem  „USS Donald Cook” kilkakrotnie niebezpiecznie blisko przeleciały  dwa rosyjskie  myśliwce Su-24. Rosyjskie samoloty nie reagowały na próby kontaktu radiowego, jakie usiłowała nawiązać  z nimi załoga amerykańskiego okrętu. Była to symulacja prawdziwego ataku w wykonaniu rosyjskich myśliwców. Niektórzy eksperci sugerowali nawet, że rosyjskie samoloty, dokonały w czasie tego incydentu całkowitego wyłączenia elektroniki amerykańskiego okrętu. Miało to być możliwe dzięki temu, że posiadały one specjalny system Jibiny, służący do oślepiania elektroniki  przeciwnika. USS „Donald Cook” to niszczyciel rakietowy zintegrowany z systemem obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Aegis. Jego obecność na Bałtyku miała być elementem wspólnych polsko – amerykańskich ćwiczeń, mających na celu sprawdzenie możliwości obronnych systemu Patriot, którego instalacje powstaną w Radzikowie na Pomorzu. Problem miał rzekomo  dotyczyć tego, że amerykańskie Patrioty nie mogą już zapewnić Polsce skutecznej obrony przed rosyjskimi rakietami S-400, które ulokowane zostały  przez Rosjan w Obwodzie Kaliningradzkim. I właśnie USS „Donald Cook” płynął w kierunku Kaliningradu, aby  przeprowadzić test, który miał  odpowiedzieć  na to kluczowe dla Polski pytanie. Gdyby okazało się, że tak rzeczywiście jest, sprawa zakupu przez Polskę baterii Patriotów stałaby się mocno dyskusyjna. Jednak są to informacje nieoficjalne, których nie udało się nam potwierdzić w MON. W każdym razie, po to miał właśnie przypłynąć do Gdyni amerykański USS „Donald Cook”, który 12 kwietnia wyruszył w morze mając na swoim pokładzie śmigłowiec  polskiej Marynarki Wojennej. Zanim jednak doszło do incydentu z udziałem rosyjskich myśliwców, USS „Donald Cook” był śledzony przez rosyjski okręt wywiadowczy. Dopiero potem doszło do prowokacyjnych lotów rosyjskich Su - 24, które wielokrotnie przelatywały niebezpiecznie blisko USS „Donald Cook”. Incydent z amerykańskim niszczycielem nie był pierwszym. Dwa lata wcześniej, w kwietniu 2014 r., znalazł się on w podobnej sytuacji na Morzu Czarnym. Wtedy to jeden z rosyjskich Su-24 kilkakrotnie przelatując obok   amerykańskiego okrętu zdołał również wyłączyć  jego elektronikę. Pentagon poinformował  wówczas, że Rosjanie wysłali Su-24 w pobliże USS „Donald Cook”, ale nie potwierdzili, że rosyjskie samoloty wyłączyły elektronikę okrętu.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Kto kręci Wałkiem?

Lech Wałęsa rzeczywiście może traktować płatną współpracę z esbekami jako przelotny epizod o relatywnie niewielkim znaczeniu – na tle swej całożyciowej lojalności wobec bezpieki wojskowej.

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.