Polska i Świat

Przebudzenie niedźwiedzia

Andrzej Nowicki

Koniec rosyjskiej recesji?

Agencja Bloomberg dostrzega pozytywne tendencje w rosyjskiej gospodarce. Podobnego zdania jest rosyjskie ministerstwo finansów. W tym samym czasie ekonomicznych sukcesów nie widzi ani premier Dmitrij Miedwiediew, ani gospodarczy strateg Kremla Aleksiej Kudrin. Kto ma rację i z czego się bierze różne postrzeganie rosyjskiej gospodarki.

Wymuszone reformy

Majowy raport agencji informacyjnej Bloomberg stawia tezę o największym od piętnastu lat procesie zmian, jakim ulega rosyjska gospodarka. Zgodnie z ocenami analityków, reformy są prowadzone bez zbędnego szumu propagandowego, a to zdecydowanie odróżnia Rosję od identycznych działań Arabii Saudyjskiej, która z głośnymi fanfarami zainicjowała projekt Vision – 2030, choć w obu wypadkach chodzi dokładnie o to samo, czyli przebudowę surowcowych gospodarek, znajdujących się w dołku od czasu spadku ich cen. Nie trzeba dodawać, że obie gospodarki cierpiały na tę samą chorobę holenderską, czyli kompletny brak motywacji do jakichkolwiek reform. Bo i po co? - skoro każdą dziurę można było załatać strumieniem petrodolarów. Jednak w wypadku Rosji diagnoza skutków choroby jest bardziej złożona, zważywszy choćby na wielkość państwa, zróżnicowanie ekonomiczne poszczególnych regionów kraju oraz kosmiczne wręcz rozwarstwienie socjalne i finansowe społeczeństwa. Miarą kryzysu, w jaki wpadła Moskwa jest ujemny przyrost zeszłorocznego PKB o 3,7 proc. oraz spadek realnych dochodów ludności o kolejne 10 proc. Mimo tego Bloomberg dostrzega pozytywy, a raczej wzrost tych sektorów gospodarki, które dotąd nie miały wielkiego znaczenia dla PKB. Przede wszystkim chodzi o produkcję rolną i przemysł spożywczy, a także chemiczny i turystykę krajową. Na przykład udział rolnictwa w sumarycznym wyniku gospodarczym 2015 r. wzrósł do 4,4 proc. Co ważne, Bloomberg ocenia, że rosyjska recesja wyhamuje ostatecznie w ostatnim kwartale tego roku. Także roczny wskaźnik inflacji sięgający 7,5 proc. jest najniższy od 13 lat i nieporównywalny do historycznego maksimum – 16,9 proc. osiągniętego w 2015 r.

Gdzie jest wzrost gospodarczy?

Cudownym panaceum na ekonomiczne kłopoty okazał się płynny kurs rubla, czyli proces faktycznego urealnienia wartości uruchomiony pod koniec 2014 r. przez rosyjski Bank Centralny. To nie koniec dobrych wieści, bowiem podczas kwietniowej narady rosyjskiego rządu, która odbyła się w ministerstwie finansów, można było usłyszeć niezwykle optymistyczną ocenę gospodarki. Jej stan określono, jako najlepszy od wielu lat, a z pewnością dużo lepszy niż wynika to z ekspertyz niezależnych agencji ratingowych. Stało się to na złość prezydentowi Barckowi Obamie, który referując przed Kongresem skutek antyrosyjskich sankcji ekonomicznych USA i UE, diagnozował  rozpad rosyjskiej gospodarki na kawałki. Stabilizacyjny sukces ogłosił premier Dmitrij Miedwiediew, a minister finansów Anton Siułanow chwalił się niskim zadłużeniem wewnętrznym budżetu (13,6 proc. PKB) oraz pozyskaniem na wewnętrznym rynku 800 mld rubli (ok.12 mld dolarów) z przeznaczeniem na inwestycje. W maju przejście kryzysowego progu spadku ekonomicznego ogłosił ostatecznie prezydent Władimir Putin. Tylko wiceminister finansów studził nastroje, twierdząc, że nowe motory napędowe PKB, które ujawnił światowy kryzys surowcowy, nie były w stanie zahamować spadku w innych sektorach rosyjskiej gospodarki. Sukces chwilowej stabilizacji osiągnięty dzięki manipulacji kursem rubla, to w największej mierze równie chwilowy rezultat koniunkturalnego wzrostu cen ropy naftowej, który zbliżył cenę baryłki marki Urals do 40 dolarów. Jednak największym problemem Rosji jest brak przemyślanej strategii wzrostu gospodarczego, a jeszcze większym politycznej woli przeprowadzenia reform, skutkujący nieistnieniem elitarnego konsensusu. Zatem przed Rosją stoi nadal pytanie, co dalej? Kolejnym kluczowym problemem pozostaje kwestia finansowania ewentualnych zmian niosących upragniony wzrost gospodarczy. I w tych właśnie kwestiach optymizmu rządzących nie widać w ogóle.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Krzysztof Galimski

Pistolet Pulemiot Szpagina wz. 1941

Nic tak nie cieszy jak seria z pepeszy.

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.