Polska i Świat

Sędziokracja

Paweł Łukasiewicz

Przeważająca większość z nas ocenia negatywnie sądy jako niewydolne, niesprawiedliwe i skorumpowane. Sędziowie chcąc czy nie, wkrótce staną przed koniecznością akceptacji głębokich reform.

Każdy, kto nawet tylko powierzchownie zetknął się z polskim sądownictwem w praktyce, ma pełną świadomość, że jest to siedlisko patologii. Sędziowie przekonani o swojej wyjątkowości i nieomylności stali się najważniejszą kastą sprawującą dożywotnio władzę, która nie podlega żadnej weryfikacji.

Skansen PRL-u

Polskie sądy są skażone postkomunizmem. System z PRL-u, państwa totalitarnego, został przeniesiony w realia demokracji. Z połączenia najgorszych cech obu modeli powstało polskie sądownictwo. Kolejne próby reform skończyły się fiaskiem. Zamiast skupić się na kadrach, przeprowadzano fasadowe działania, takie jak akcja promowania mediacji czy elektroniczny dostęp do systemów informatycznych sądów. Tymczasem głównym problemem polskich sądów są sami sędziowie.

Polski sędzia, musi chodzić do pracy, której nie traktuje jako powołania, ale jako przymus. W przeciwieństwie do statystycznego Kowalskiego sędzia nie ma określonych godzin pracy. Sami sędziowie określają to mianem zadaniowego czasu pracy. W każdym innym zawodzie i branży oznacza to konieczność pracy powyżej ustawowych 8 godzin. Ale nie dla sędziów. Na przykład powszechną praktyką w warszawskich sądach jest przychodzenie  sędziów do pracy na 2-3 godziny dziennie. Nie ewidencjonuje się czasu pracy sędziów, zaś próby dokonania tego kończyły się histerycznymi reakcjami środowiska. Mimo natłoku spraw sędzia polski nie poczuwa się w obowiązku pracy nawet w ramach ustawowej normy 8 godzin dziennie z jednego zasadniczego powodu: jest nie do ruszenia i nic mu nie można zrobić.

        W ramach gwarancji niezależności i niezawisłości sędziowskiej, nominacja na sędziego oznacza dożywotnie zatrudnienie i znaczne dochody. Popularny żart głosi, że sędziowie są niezawiśli także od pracy. Sędziowie są w praktyce nieusuwalni z urzędu, co jest największą wadą polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ich wiedza i sposób pracy nie podlega żadnej weryfikacji. Nie podlegają naturalnemu prawu rynku, gdzie lepsi zastępują gorszych. Sędziowie są niezawiśli od weryfikacji zawodowych dokonań. Sędzia w ramach swojej niezawisłości i niezależności może, nie bacząc na stanowisko Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, dokonać własnej niezależnej od nikogo oceny stanu faktycznego i prawnego danej sprawy.

Potwierdzają to takie przykłady jak np. sprawa sędziego Ryszarda Milewskiego z Gdańska, który padł ofiarą prowokacji dziennikarskiej, skutkiem której wyszło na jaw, że niezależny sędzia był gotów spełniać oczekiwania władzy dotyczące sprawy właściciela Amber Gold, bulwersującej opinię publiczną. Mimo tak nagannego zachowania, które powinno skutkować wydaleniem z zawodu, sędzia Milewski został jedynie za karę delegowany do Sądu Okręgowego w Białymstoku.

Asystenci, czyli kto naprawdę sądzi

W ramach reformy sądownictwa wprowadzono instytucję asystentów sędziego. Zaczęła się ona rozpowszechniać w sądach wraz z likwidacją stanowiska asesorów (osoby, które skończyły aplikacje sądowe) sądowych, którzy oczekując na nominację sędziowską odciążali sędziów od ich bieżących obowiązków. Instytucja ta została uznana za niezgodną z Konstytucją przez Trybunał Konstytucyjny w zakresie, w jakim asesorzy wykonywali pracę sędziów. Odpowiedzią na powstałe braki kadrowe miała stać się właśnie instytucja asystenta sędziego. Niestety wadliwa praktyka spowodowała powstanie patologii w niezliczonych wydziałach sądowych.

Dziś to asystenci wykonują większość pracy za sędziów. Przygotowują projekty orzeczeń (wyroków i postanowień). Referują sprawy, na które wybiera się sędzia, przygotowują wyroki, które mają zapaść. Największą część czasu pracy asystenta zajmuje przygotowywanie pisemnych uzasadnień wyroków, doręczanych stronie na jej żądanie. Przygotowują również te wygłaszane ustnie przez sędziów. W sądach normą stało się, że część asystentów zwyczajnie zabiera akta sądowe do domu i już po godzinach pracy, w zaciszu domowym, nadrabiają zaległości danego sędziego.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Kondotier cudzej sprawy

Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych „bolszewików” swojej generacji – ale czyż „mieńszewicy” mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?

Andrzej Gąsiorowski

Samotny wojownik

To przecież nieprawda, że powietrze jest niczym. Tak jest tylko dla tych, którzy nie potrafią się nim posługiwać.