Historia

Złamana Strzała

Jakub Mikołajczuk

Komunikat „Broken Arrow” (złamana strzała) w amerykańskiej armii, to czarna wiadomość dla generałów i polityków. Oznacza on wypadek z udziałem ładunku nuklearnego, taki jak uszkodzenie go, czy… zgubienie. Wydaje się to niewiarygodne, ale USA przyznają się aż do trzydziestu dwóch takich incydentów.

17 stycznia 1966 roku doszło do najsłynniejszego wypadku z udziałem amerykańskiego samolotu. W pobliżu hiszpańskiej Kartageny samolot pilotowany przez majora Charlesa Wendorfa rozpoczął pobieranie paliwa z powietrznego tankowca. Podczas manewru podajnik paliwa uderzył mocno w bok bombowca, co spowodowało zapłon. Zniszczeniu wraz z załogą uległ powietrzny tankowiec KC-135. Uratowała się część załogi bombowca. Kadłub samolotu spadł do oceanu, ale zanim to nastąpiło, zerwały się mocowania przenoszonych na pokładzie czterech bomb termojądrowych MK28FI. Bomby zaczęły opadać na spadochronach, które w przypadku zrzutu bojowego miały zapewnić samolotowi czas na oddalenie się od miejsca eksplozji. Trzy z nich spadły w pobliżu wioski Palomares, gdzie eksplodowały klasyczne ładunki detonujące. Na szczęście zadziałały bezpieczniki i nie została zainicjowana reakcja. Jednak wybuchy konwencjonalne rozrzuciły po okolicy radioaktywny pluton. Czwarta z bomb spadła do morza. W rejon upadku bomby ściągnięto 30 okrętów VI Floty Stanów Zjednoczonych. Po kilku miesiącach udało się ją odnaleźć i wydobyć. Choć media w Hiszpanii, rządzonej wówczas przez generała Franco, wyciszyły problem, o niebezpieczeństwie skażenia zaczęły donosić media francuskie. Aby uspokoić opinię publiczną, amerykański ambasador w asyście obserwujących go dziennikarzy wykąpał się w morzu w pobliżu Palomares. Incydent miał długofalowe następstwa – prezydent Francji, Charles de Gaulle, wykorzystał go jako jeden z pretekstów do wystąpienia jego kraju z wojskowych struktur NATO, a wiele europejskich krajów paktu, zakazało nad swoim terytorium lotów z bronią atomową na pokładzie.

Gwoździem do trumny stałego parasola powietrznego okazało się zgubienie bomby atomowej nad Grenlandią. Należąca do Danii wyspa, położona na trasie najkrótszej drogi powietrznej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim, była strategicznie niezwykle istotna podczas zimnej wojny. 3 stycznia 1968 roku „New York Times” na pierwszej stronie głosił: „Bombowiec B-52 Sił Powietrznych USA przewożący cztery bomby wodorowe rozbił się wczoraj w lodach u wybrzeży Grenlandii podczas próby awaryjnego lądowania w bazie Sił Powietrznych w Thule”.

Choć jak zwykle w takich przypadkach nie doszło do reakcji łańcuchowej, eksplodowały konwencjonalne ładunki wybuchowe, powodując radioaktywne skażenie lodowca. Skutki były bardzo poważne. Część skażonego lodu udało się usunąć, ale co najmniej czterech mieszkańców okolicznych terenów zapadło na chorobę popromienną. Co więcej, po latach okazało się, że odnaleziono szczątki tylko trzech bomb Mark 28. Czwarta, o numerze seryjnym 78252 i mocy 1,1 megatony, jest albo w morzu, albo przebiła wieczną zmarzlinę i znajduje się gdzieś pod ziemią. Próby ukrycia katastrofy sprowokowały wielkie demonstracje antyamerykańskie w wielu krajach zachodnioeuropejskich. Wypadek w grenlandzkiej bazie zakończył w 1968 roku wieloletnią praktykę utrzymywania w powietrzu samolotów z bombami atomowymi na pokładzie.

Zguby w oceanach

Problemów nie ustrzegła się też marynarka wojenna. W grudniu 1965 roku, podczas wojny w Wietnamie, po odbyciu dyżuru bojowego do bazy w porcie Yokosuka w Japonii, wracał lotniskowiec USS „Ticonderoga”. Gdy okręt znajdował się około 110 kilometrów od wyspy Ryukyu z windy numer 2 stoczył się samolot myśliwsko-szturmowy A-4E „Skyhawk”. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że miał podwieszoną pod kadłubem bombę termojądrową B-43. Samolot zatonął gdzieś na głębokości około 5 kilometrów. Ani on, ani jego ładunek nigdy nie został odnaleziony.

W tym samym 1968 roku, gdy rozbił się amerykański bombowiec na Grenlandii, 21 maja okręt podwodny USS „Scorpion” (SSN-589) wysłał do dowództwa w Norfolk radiogram z informacją o swojej pozycji około 50 mil na południe od Azorów. Sześć dni później okręt uznano za spóźniający się, w związku z czym podjęto akcję poszukiwawczą, 5 czerwca okręt i jego załogę uznano za „prawdopodobnie stracone”. Okręt zatonął wraz z 99-osobową załogą około 650 km na południowy zachód od Azorów. Na pokładzie znajdowały się dwie torpedy z głowicami jądrowymi typu Mk. 45 Astor. W październiku udało się odnaleźć część wraku na głębokości 3600 metrów. Nie stwierdzono eksplozji i do dziś nie wyjaśniono przyczyny katastrofy. Jednostka wraz z załogą i atomowym ładunkiem nadal spoczywa na dnie Atlantyku. [Zobacz artykuł „Samobójstwo Scorpiona?” w tym numerze HBC].

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Jakubowski

Piosenkarka Dorota R. zatrzymana. Niebezpieczna kobieta „Pitbulla” przesłuchiwana przez policję

Piosenkarka Dorota R. została zatrzymana w środę rano – dowiedział się dwutygodnik „Bez Cenzury”.

Jan Piński

Polska Bez Cenzury

Cenzura jest tak stara jak świat. W końcu na początku było słowo. Mylą się ci, którzy uważają, że w Polsce cenzura skończyła się wraz likwidacją słynnego urzędu przy ul. Mysiej w Warszawie, w kwietniu 1990 r.