Polska i Świat

Niemiecki trop

Mariusz Bach

Ujawniamy szczegóły planowanego zamachu na komisariat w Warszawie. Anarchiści byli powiązani z niemieckimi organizacjami lewackimi. Jeździli za Odrę na specjalne szkolenia, podczas których przekonywano ich, że mają być polską filią reaktywowanej anarchistyczno-lewackiej organizacji terrorystycznej Frakcja Czerwonej Armii (tzw. Rote Armee Fraktion, w skrócie RAF). Jak ustaliła „Polska Bez Cenzury”, grupę rozpracowała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

25 maja 2016 roku w Warszawie policja zatrzymała 3 osoby, które planowały zamach na komisariat policji w warszawskich Włochach. Szybko odtrąbiono w mediach sukces. - To są przykłady, że funkcjonariusze polskiej policji są funkcjonariuszami z powołania i w ten sposób możemy budować zaufanie do policji, a bez zaufania obywateli do policji nie możemy zapewnić praworządności i bezpieczeństwa mieszkańcom naszego kraju, a to jest nasze główne i zasadnicze działanie – mówił Mariusz Błaszczak, minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. Policjanci dostali rządowe odznaczenia.

„22 maja br. funkcjonariusze Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji uzyskali informację operacyjną, z treści której wynikało, że w nocy z 22 na 23 maja członkowie ruchu warszawskich anarchistów planują, przy użyciu ładunków wybuchowych, atak na budynek Komisariatu Policji Warszawa Włochy. Natychmiast zostały podjęte działania w kierunku przeprowadzenia zasadzki i zatrzymania sprawców na gorącym uczynku” – pisze na swoich stronach policja.

- Boki można z tego zrywać. Dzielni funkcjonariusze, którzy operacyjnie zdobyli informacje. Ich operacyjne działanie polegało na tym, że odebrali telefon od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Gdyby nie oni, cały ten komisariat wyleciałby w powietrze – mówi wysoki rangą policjant z Komendy Stołecznej Policji.

Jego słowa potwierdzają nasze źródła w służbach. – Koronkowa akcja ABW, która nie chciała się wychylać, bo ta grupka anarchistów to element większej operacji, która wykracza daleko poza granicę kraju i zaangażowane są w nią służby obcych państw – mówi jeden z naszych informatorów.

Oficer ABW znający szczegóły operacji: - Powiem tak. Informacja nasza, operacja nasza, medale dla policji. I niech tak zostanie.

Anarchiści na celowniku służb

Aby wyjaśnić to, co stało się 23 maja 2016 roku trzeba się cofnąć do 11 listopada 2011 roku. W Warszawie odbywał się wtedy zorganizowany przez środowiska narodowe marsz z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości. W mieście zorganizowanych było też wiele festynów z okazji tej rocznicy. Jednym z nich była inscenizacja poświęcona Józefowi Piłsudskiemu i parada historyczna, która przechodziła Nowym Światem. I właśnie tam została zaatakowana przez anarchistów, z których gros stanowiły osoby z Niemiec i Austrii. Do Polski przyjechali kilka godzin przed marszem. Kiedy wybuchły zamieszki, znaleźli schronienie w dawnej kawiarni Krytyki Politycznej, prowadzonej przy zbiegu ul. Świętokrzyskiej i Nowego Światu. Niemieccy anarchiści przyjechali na zaproszenie polskich anarchistów z Porozumienia 11 listopada, które w 2011 roku organizowało w Warszawie blokady Marszu Niepodległości. – Wtedy jeszcze nikt na poważnie się nimi nie zajął, mimo że powinno się monitorować działania skrajnej lewicy, tak samo jak skrajnej prawicy – mówi były oficer ABW. – Anarchiści pozostawali pod naszą obserwacją, ale prawdziwe zainteresowanie nastąpiło 2 lata później.

11 listopada 2013 roku narodowcy zorganizowali w Warszawie kolejny Marsz Niepodległości. Znów doszło do zamieszek między działaczami skrajnej prawicy a lewakami. Areną starć, był tym razem zajmowany przez anarchistów skłot „Przychodnia” znajdujący się niedaleko ul. Marszałkowskiej, którą szedł marsz. Doszło do regularnej bitwy. Narodowcy obrzucali skłot kamieniami i płytami chodnikowymi. Chcieli też sforsować wejście do budynku. Z kolei zgromadzeni na dachu „Przychodni” anarchiści rzucali w kierunku narodowców koktajlami mołotowa. Po tym zdarzeniu w notatkach policjantów kryminalnych znalazły się informacje, że koktajle były bardzo profesjonalnie przygotowane. Funkcjonariusze sugerowali, że musiały one powstać po profesjonalnym przeszkoleniu. – Przesadzali. Instrukcję można znaleźć w necie. Nie trzeba być jakimś mega piromanem by zrobić koktajl mołotowa – mówi emerytowany oficer ABW.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

FDR do denazyfikacji

Paweł Zarzeczny

100 historii na 100-lecie

Legia Warszawa obchodzi właśnie 100-lecie istnienia. Byłem jej żołnierzem, serio, takim w mundurze, z karabinem jak trzeba, i piłką przy nodze i rakietą tenisową w ręce, w prawej…