Polska i Świat

Smoleński bluff

Leszek Pietrzak

Szef MON Antoni Macierewicz ma dziś pełnię władzy i dostęp do wszelkiej dokumentacji. Jednak milczy.

Z Leszkiem Misiakiem, dziennikarzem specjalizującym się w temacie katastrofy smoleńskiej, rozmawia Leszek Pietrzak.


- Minęło ponad pół roku od objęcia władzy przez PiS, a wciąż nie wiemy o katastrofie smoleńskiej nic więcej ponad to, co wiedzieliśmy za czasów, gdy u władzy była PO. Czy powinniśmy oczekiwać konkretnych efektów, czy może jest to zbyt mała cezura czasowa?

- Nie jest zbyt mała. PiS ma pełnię władzy. Dostęp do wszelkiej dokumentacji. Zamiast ujawnienia wiedzy z własnych źródeł, zwłaszcza Służby Kontrwywiadu Wojskowego, co chciałbym rozwinąć w dalszej części, mamy informacje o chęci niesienia Polsce  pomocy w ujawnieniu prawdy a to przez Łotyszów, którzy zapowiedzieli, że mają nagrania rozmów załogi z rosyjską wieżą kontroli lotów, a to Szwedów, którzy też oferowali takie nagrania. Wygląda na to, że wszyscy wkoło, oprócz polskich służb kontrwywiadowczych, nagrywali rozmowy załogi polskiego tupolewa rządowego, albo prowadzili nasłuch elektroniczny prezydenckiego pokładowego telefonu satelitarnego, jak Dania, o czym mówił w lipcu 2011 r. były szef NPW gen. Krzysztof Parulski. My mamy tylko to, co dali Rosjanie. Przecież to kabaret. SKW nie działa na zasadzie, że w razie katastrofy pyta 36. Specpułk, odpowiedzialny za loty najważniejszych osób w państwie, lub inne podmioty, co takiego się stało, tylko musi wiedzieć na bieżąco, co się dzieje z samolotem prezydenckim. Do tego zresztą obligują SKW przepisy MON. Na tym polega istota działania tych służb. Minister Jerzy Miller, którego PiS w okresie, gdy partia ta była w opozycji, obwiniała za zaniedbania urzędnicze związane m.in. z kolejnymi kopiami nagrań z czarnej skrzynki, wciąż nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Nie słyszałem też zapowiedzi takich konkretnych działań. Jednocześnie tzw. podkomisja smoleńska, „dziecko”  Antoniego Macierewicza, zapowiada, że konstruktorzy zbudują nam miniaturowy model Tupolewa do badań nad katastrofą. Podczas kolejnych miesięcznic, rocznic smoleńskich, odsłaniania kolejnych pomników ofiar, słyszymy ogniste deklaracje o zdeterminowaniu obecnej władzy w dochodzeniu do prawdy, o wolności słowa, tymczasem mamy de facto cenzurę, tyle, że ukrytą za swego rodzaju smoleńską propagandą sukcesu. Media, zwłaszcza te „niepokorne”, rzekomo najbardziej niezłomne w walce o prawdę smoleńską, dziś nie zadają pytań. Przeciwnie, są tubą, przez którą ta propaganda jest wylewana. Jest to wyrafinowany rodzaj cenzury. Niestety, także rodziny ofiar tych pytań nie zadają, może dlatego, że ci najbardziej zdeterminowani w dochodzeniu do prawdy zostali przez PiS politycznie zagospodarowani, tym samym zamknięto im usta. Myślę też, że część rodzin ofiar, część dziennikarzy i całe rzesze Polaków pogubiło się w tym, co w sprawie Smoleńska się dzieje. Bo jeśli PiS, który poniósł największe straty ludzkie w katastrofie 10 kwietnia 2010 r. miałby wprowadzać swoistą cenzurę posmoleńską, kto ma prawdy dociekać?

 

- Minęło już ponad 6 lat od katastrofy. Czy z wyjaśnieniem jej przyczyn będzie podobnie jak z katastrofą gibraltarską?

- Prawda o tragedii smoleńskiej jest znana wielu osobom i instytucjom na świecie, zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie. Także w Polsce. Nie jest możliwe, by w XXI wieku, w środku Europy, na terenie śledzonego przez satelity wywiadowcze lotniska wojskowego należącego do mocarstwa światowego, gdy nawet samochody mają nawigację, czyli satelita śledzi każdy ruch auta, gdy dzięki satelitom określa się u Kowalskiego w zabitej dechami wiosce straty w uprawach po gradobiciu czy powodzi, gdy mamy globalny nasłuch elektroniczny Echelon, by samolot rządowy z prezydentem państwa, członka NATO, z tej globalnej wioski był wyłączony. Dzisiaj ukrycie czy wymazanie przyczyn takiego wydarzenia jak katastrofa samolotu dodajmy wojskowego, rządowego, jest niemożliwe. Dodajmy, że z lotniska Smoleńsk Siewiernyj korzystał rosyjski handlarz bronią Wiktor But. Pisał o tym m.in. Witold Gadowski a mówił mec. Stefan Hambura. But został w wyniku działań USA zatrzymany w 2008 r. w Bangkoku. Odbyła się jego ekstradycja do USA i w 2012 roku został skazany przez sąd w Nowym Jorku na 25 lat pozbawienia wolności oraz 15 milionów dolarów grzywny. But sprzedawał broń do Afryki, Azji, Bliskiego Wschodu i Ameryki Południowej. Wspierał nawet Amerykanów w Iraku. W marcu 2016 r. agencja Interfax podała, że na Kremlu rozważano wymianę Ukrainki Nadii Sawczenko, skazanej w Rosji na 22 lata łagru, na dwóch obywateli rosyjskich. Jednym z nich miał być właśnie Wiktor But. Takie miejsce jak Siewiernyj, skąd m.in. wysyłał on broń, musiało być pod stałą obserwacją satelitów wywiadowczych naszego sojusznika, USA. 29 lipca 2011 r. nieżyjący już gen. Sławomir Petelicki powiedział: „Amerykanie mają klatkę po klatce to, co się stało. Mają wszystkie rozmowy i znają prawdę.”

Poprzednia
1 2 3 4 5

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.

Katarzyna Janiszewska

Empire i regencja

Czy naprawdę wiemy, jak ubierały się bohaterki powieści Jane Austen?