Felietony

Niemiec z orzełkiem

Paweł Zarzeczny

Rok 1938, przedwojenny. W naszym ataku geniusz, Ernest Wilimowski, prawdopodobnie najlepszy piłkarz, który kiedykolwiek zakładał koszulkę z białym orłem.

„Meine liebe Mutter, ja tu som, a reszta Poloki”. Taką pocztówkę z pierwszego zgrupowania kadry wysłał mamusi do Oppeln młodziutki Blaut, zwany „Maliną”. Taa, takie były czasy, powojenne. Cieślik miał powołanie z Wehrmachtu, Suszczyk pływał na U-bootach, reszta folksdojcze – to właśnie oddaje obraz reprezentacji. Górski ze Lwowa, ale zaliczone mecze w zespołach niemieckich i sowieckich. Na Legii śpiewaliśmy: „Powiedz mamo, powiedz ojcze, czy górnicy to folksdojcze? Prawda, prawda, drogi synu, trzeba tępić s…synów!”. Dokładnie tak śpiewałem i wd… miałem, że Górnik Zabrze był najlepszą drużyną Europy i właśnie ograł Manchester United, z mistrzami świata w składzie, z Bestem i Charltonem. Folksdojcze to zdrajcy Ojczyzny, idioci. Niedawno ładnie i szczerze opisał to w biografii Piechniczek. Ojciec podpisał volkslistę, trafił do Wehrmachtu, pod Stalingradem dostał się do niewoli i zdechł w mękach w obozie na Syberii, dokładnie w dniu zakończenia wojny. Wcześniej pisał do żony: „Gdybym mógł, tobym przyniósł ci głowę Hitlera na talerzu”, coś takiego…

Jednak nie przyniósł. Wyrzekł się polskości, o którą syn tak pięknie przecież walczył, z „Maliną” również…

Wow! Polityka historyczna to i ta futbolowa. Akurat mamy mistrzostwa Europy we Francji (jeśli ich nie odwołają w trakcie, wszystko zdarzyć się może). Otóż Polska raz zagrała tam mecz genialny, do tego w mistrzostwach świata, i do tego z Brazylią. Ba, strzeliła jej pięć (5!) goli, a mimo to przegrała 5:6 i odpadła. Rok 1938, przedwojenny. W naszym ataku geniusz, Ernest Wilimowski, prawdopodobnie najlepszy piłkarz, który kiedykolwiek zakładał koszulkę z białym orłem.

Facet, który dzierży wciąż niepobity rekord w lidze – 10 goli w meczu. Sześć jeden po drugim, to lepiej niż Lewandowski.

Gość, którego Górski uważał za najlepszego w dziejach, choć miał i Deynę, i Lubańskiego, Bońka skreślił na starcie (jak mówił – bo donosił na starszych kolegów, a on nie akceptował, donosicielstwa).

Ale ten Wilimowski niebywały... Miał sześć palców w lewej stopie, też ciekawostka, i czuł lepiej każdy ruch, to tak zwane dziś czucie głębokie. Jak twierdził jego druh i mistrz świata ’54 Fritz Walter (spadochroniarz z Krety, jak bokser Max Schmeling, wojna to wojna)  – Wilimowski był według niego jedynym w historii piłkarzem, który strzelał więcej goli niż miał okazji!

To znaczy, tak po ludzku, że strzelał gole z niczego. Jeden po drugim, często w stanie kompletnego upojenia alkoholowego. Nie został zakwalifikowany do reprezentacji Polski na igrzyska w Berlinie – tak upił zespół Ruchu, że ten przegrał u siebie z Cracovią 0:8 (niektóre źródła podają, że 0:9, a nawet 0:10).

Ale czemu żadne dziecko w Polsce nie zna Wilimowskiego, skuteczniejszego od Laty i Lewandowskiego razem wziętych?

Otóż Ezi podpisał volkslistę, zaraz na początku wojny. Grał w reprezentacji III Rzeszy, przybijał piątkę z Adolfem i strzelał gola za golem, od meczów towarzyskich roiło się w Europie, co ciekawe, Niemcy jako gospodarze lubili grać w… Bytomiu (Beuthen) – Ezi strzelił tam chyba cztery gole. No, ale w czym problem, poza tym, że zdrajca, może konformista?

Otóż Ezi nie zdradził. Ezi od urodzenia był… Niemcem. Nazywał się Ernst Otto Prandella. Ojciec, żołnierz Wehrmachtu, zginął na froncie wschodnim. To była dla nich pierwsza wojna, która niczego ich nie nauczyła (jakby o Napoleonie nigdy nie czytali i Borodino). Mama Prandella wyszła wtedy za mąż za Poloka, inżyniera Wilimowskiego, który dał przybranemu synowi nazwisko. Ale był on Niemcem, grał zresztą w klubie 1.FC Kattowitz (polska ekstraklasa). 1., czyli Erste – pierwszy. To był w krajobrazie poplebiscytowym narodowy symbol Germanii na Górnym Śląsku.

I nagle – nieoczekiwanie wzbogacił się klub Ruch Wielkie Hajduki (dziś Chorzów). Huta produkująca stal, którą w komplecie kupowali szykujący się do wojny Sowieci. Mnóstwo pieniędzy dla piłkarzy, to kupili sobie i Eziego. I trzeba przyznać, w jeden wieczór stał się wspaniałym piewcą polskości na ziemiach ogarniętych nierozwiązywalnym sporem…

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Krzysztof Galimski

Pistolet Pulemiot Szpagina wz. 1941

Nic tak nie cieszy jak seria z pepeszy.

Grzegorz Braun

Kondotier cudzej sprawy

Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych „bolszewików” swojej generacji – ale czyż „mieńszewicy” mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?