Polska i Świat

Kręta droga do Brukseli (i z powrotem)

Tomasz Pichór

Chyba żadna kwestia w powojennej Wielkiej Brytanii nie budziła tylu emocji, co członkostwo Zjednoczonego Królestwa w strukturach politycznie integrującej się Europy. Patrząc na skalę protestów, jakie na Wyspach wzbudził wynik referendum, można być pewnym, że ta dyskusja będzie trwała dalej.

Przeprowadzona przez Brytyjczyków pod koniec lat 60. XX wieku pospieszna dekolonizacja była bez wątpienia zgodna z duchem czasów. Jak trafnie zauważyłjeden z wybitniejszych ówczesnych dziennikarzy, Peregrine Worsthorne, „imperializm został postawiony poza nawiasem przez ducha czasów, przez Zeitgeist, z którym nie można było polemizować. Publicznie premier nie mógł być bardziej wobec niego sceptyczny, niż mógłby być wiktoriański premier wobec chrześcijaństwa”. Brytyjska rezygnacja z resztek imperialnej świetności nie była bynajmniej spowodowana czczym idealizmem, skłaniała do tego sytuacja gospodarcza Zjednoczonego Królestwa. Bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej gospodarka brytyjska była najsilniejsza w Europie. Ta sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z powojenną odbudową kontynentu. Integracja gospodarcza, jaka rozpoczęła się w latach 50., powodowała, że proces relatywnego słabnięcia brytyjskiej gospodarki zaczął nabierać tempa, zwłaszcza w porównaniu z Niemcami. Jednocześnie Commonwealth nie był już tak dogodną strukturą dla gospodarczej ekspansji jak bezpośrednio po 1945 roku. Chociaż handel z krajami Brytyjskiej Wspólnoty Narodów ciągle dominował, to jednak miał wyraźną tendencję spadkową, podczas gdy sukcesywnie wzrastała wartość wymiany towarowej z krajami kontynentalnej Europy. W latach 1952–1965 odsetek brytyjskiego handlu z Europą wzrósł z 12 do 18 proc., podczas gdy handel z Commonwealthem spadł z 45 do 35 proc. Rozwój gospodarczy Europy sugerował, że w ciągu kolejnych lat ten współczynnik będzie się zmieniał na niekorzyść Wspólnoty Narodów. W połączeniu z polityczną bezsiłą Commonwealthu, której Brytyjczycy doświadczyli podczas kryzysu sueskiego, powodowało to wzrost zainteresowania gospodarczą integracją Europy. „Każdy krok mający na celu Europę bardziej dostatnią i bardziej pokojową sprzyja brytyjskim interesom… Mamy własne ambicje i zadania. Jesteśmy z Europą, ale nie nią. Jesteśmy związani, ale nie jesteśmy jej częścią. Jesteśmy zainteresowani i zrzeszeni, ale nie przejęci” – tak brytyjskie credo w stosunku do integracji ze Starym Kontynentem wyłożył Winston Churchill jeszcze w latach 30., kiedy tylko pojawiły się pierwsze koncepcje federalistyczne.

Churchill znakomicie uchwycił istotę brytyjskiego podejścia do integrującego się Starego Kontynentu. Po wojnie, kiedy proces ekonomicznego odrodzenia się Europy i postępującej integracji gospodarczej nie mógł już pozostać w Londynie niezauważony, instytucjonalizacja integracji europejskiej ciągle budziła sprzeciw Brytyjczyków. W listopadzie 1959 roku z inicjatywy Londynu powołano do życia alternatywną wobec Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej organizację, jaką było Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu (European Free Trade Association) z udziałem Danii, Austrii, Norwegii, Szwajcarii, Portugalii i Szwecji.

Rząd Macmillana w sierpniu 1961 roku zdecydował się także rozpocząć starania, by włączyć do EWG Zjednoczone Królestwo (razem z Brytyjczykami negocjowały także krajeEFT-y). Taka polityka konserwatywnego gabinetu od samego początku wywoływała liczne protesty. Hugh Gaitskell, ówczesny przewodniczący Partii Pracy, w 1962 roku grzmiał: „To oznacza koniec Wielkiej Brytanii jako niepodległego państwa; będziemy jak «Teksas» czy «Kalifornia» w Stanach Zjednoczonych Europy. To będzie koniec naszej tysiącletniej historii”.

Pierwsza brytyjska próba stania się członkiem wspólnego rynku zakończyła się fiaskiem. Wynikało ono jednak nie tyle z siły eurosceptyków, ile z przebiegłości ich nieoczekiwanego sojusznika, generała Charles’a de Gaulle’a. 14 stycznia 1963 roku prezydent Francji podczas konferencji w Paryżu jasno i wyraźnie sprzeciwił się brytyjskiemu członkostwu w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej. Jednym z powodów francuskiego weta była legendarna już niechęć de Gaulle’a wobec Ameryki, a co za tym idzie, wobec jej bliskiego sojusznika. Ważniejszą przyczyną było jednak to, że wśród początkowej szóstki krajów EWG Francja odgrywała rolę niekwestionowanego lidera. Byłoby to już niemożliwe, gdyby do tego grona doszlusowała Wielka Brytania.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Grzegorz Braun

Czyja historia?

Dosyć finansowania antypolskiej agitacji z polskich budżetów - czas zaprzestać retransmisji cudzych narracji degradujących Polaka do roli wiecznego winowajcy, petenta i aspiranta.

Grzegorz Braun

Rachunki za Wołyń

Minęły już blisko trzy ćwierci wieku, a my nadal nie wiemy, co nas właściwie spotkało. Jakie były polityczne, militarne, ekonomiczne i policyjno-prowokacyjne uwarunkowania tamtej czystki etnicznej?