Wstępniak

Historia Bez Cenzury

Jan Piński

Nieszczęściem Polski jest to, że jej historia jest zakłamana jak nigdzie na świecie” – zauważył Jerzy Giedroyc, legendarny twórca paryskiej „Kultury” w „Autobiografii na cztery ręce”. Lata mijają, a zakłamanie wcale nie jest mniejsze, tylko większe. Oprócz strachu przed prawdą i nazywaniem rzeczy po imieniu dochodzi do czegoś, co Bronisław Wildstein nazwał „pedagogiką wstydu”. Próbuje się wmówić Polakom, że nie mają prawa być dumni z własnej historii. Muszą się natomiast wielu rzeczy wstydzić.

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze elity, które po 1989 r. miały ogromny wpływ na rzeczywistość pochodziły w znacznej części od osób robiących kariery w PRL-u. A to oznaczało umoczenie w totalitarny i zbrodniczy system. Dlatego pozwolono u nas spokojnie umrzeć zbrodniarzom stalinowskim i szefom aparatu terroru.

Ostatni sowiecki namiestnik w Polsce Wojciech Jaruzelski miał w 2014 r. państwowy pogrzeb, z najwyższymi honorami. Był odpowiedzialny za komunistyczne zbrodnie i śmierć setek ludzi. Mimo to polskie państwo pożegnało go jak męża stanu, a nie jako zdrajcę i zaprzańca. Zmarły rok po nim Czesław Kiszczak, szef peerelowskich tajnych służb, odpowiedzialny za mordy na patriotach, których dokonywano do samego końca PRL-u, pogrzebu państwowego już nie dostał. Wzburzyło to wdowę po nim. No w sumie racja. Bo skoro szef bandyty był żegnany z honorami, to czego chcieć od tego, który wykonywał polecenia.

Pięć miesięcy temu wydałem swój ostatni numer „Uważam Rze Historia” jako redaktor naczelny. Tematem przewodnim był szwindel transformacji ustrojowej 1989 r. opisany przez Grzegorza Brauna. A ilustracją słowo „Szwindel” pisane tą samą czcionką co „Solidarność”. Rzecz znana i w zasadzie po tylu latach nie powinna wzbudzać emocji. III RP zbudowały komunistyczne elity władzy, aby zachować swoją pozycję i majątki i cieszyć się bardziej efektywnym systemem gospodarczym. Używając słów włoskiego pisarza Giuseppe Tomasiego di Lampedusy „wiele musiało się zmienić, aby wszystko zostało po staremu”. Mimo to temat wywołał protest prezesa spółki wydającej tytuł, Eryka Kłopotowskiego, który zażądał wyrzucenia tekstów Grzegorza Brauna i samej okładki jako obrazoburczej. Tekst postanowiłem jednak wydrukować, co skutkowało moim odejściem z funkcji naczelnego. Dziś znów możecie Państwo czytać pismo, w którym nie będzie cenzury.

Historia ma to do siebie, że prawda jest jedna. Opisywanie tego, jak naprawdę wyglądała historia Polski i świata pozwala zrozumieć obecne wydarzenia. W tekście „Najwięksi fałszerze historii” dr Leszek Pietrzak zwraca uwagę, że dla najważniejszych europejskich potęg, takich jak Niemcy i Rosja, historia jest po prostu przedłużeniem polityki. Polityczni decydenci w tych krajach działają według sformułowanej przez George’a Orwella zasady w kultowym „Roku 1984”, że „kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość”. O ile autorytarnie rządzona Rosja zwyczajnie kontynuuje sowieckie wzorce, o tyle ordynarne systemowe fałszowanie historii przez demokratycznie rządzone Niemcy, budzi grozę. Niemcy uznali, że nie chcą przejść do historii jako naród zbrodniarzy, który rozpętał II wojnę światową i próbował zgładzić naród żydowski, a z Polaków uczynić rezerwat niewolników. Postanowili więc przerzucić odium swoich zbrodni na Polaków i mityczne, niemające narodowości plemię nazistów. A Niemcy w tej historii zostali ofiarami wojny, zbrodniczych dywanowych nalotów, czy też niesprawiedliwego wypędzenia z rodzinnych ziem (znów przez Polaków!).

Numer zaczynamy jednak optymistycznie. Dr Leszek Pietrzak opisuje mało znany epizod polskiej historii. Oto w Łodzi, na terytorium włączonym do Rzeszy Polacy zbudowali „niemiecki” ruch oporu, który na całe Niemcy produkował antyhitlerowską literaturę.

Miłej lektury!

Wstępniak

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Marcin Hałaś

Kołomyja nie pomyja...

Nie ma dwóch tak głęboko wrośniętych w polszczyznę nazw miast, jak Berdyczów i Kołomyja. Wszystko za sprawą przysłów i powiedzeń. „Pisz na Berdyczów” to osobna historia. A do Kołomyi nie umywa się nawet Kraków, który nie od razu zbudowano.

Stanislas Balcerac

Matecznik dla migrantów

Najazd imigrantów na Polskę nastąpi nie z zachodu i południa, tylko z północy.